W ostatnich odcinkach było trochę o historii Welland i o historii tutejszej Polonii. Dzisiaj powrót do dnia obecnego. No prawie.
Jadąc sobie autostradą 406 na południe od St. Catarines, już po 20 kilometrach dojeżdżamy w pobliże Welland. Kilka miesięcy po przeprowadzce tutaj, dalej dojeżdżałem do pracy w Mississauga. Myślałem sobie, że to bagatela. Zaledwie 120 km. W końcu z Barry też dojeżdżają codziennie do Toronto. W ten sposób rozpocząłem codzienne dojazdy. Jeśli nigdzie nie zbaczałem to było to „tylko” 240 km dziennie, 1200 km tygodniowo, 4800 km miesięcznie. Jak do tego doliczy się normalne wyjazdy po zakupy to zaraz dochodzi do 6 tysięcy km miesięcznie. Czyli co miesiąc wymiana oleju, dwa lub trzy razy w tygodniu tankowanie do pełna po ok. 70 litrów czyli sama benzyna to 200 dolarów tygodniowo, osiemset miesięcznie. Bogaty nie jestem, pracę lubię, ale lubię też korzystać z jej owoców, a tu nagle okazuje się, że pracuję za coraz mniej. Lubiłem bardzo miejsce gdzie pracowałem, ale dosyć tego. Szukam pracy w Welland i okolicy. No i jak zwykle okazało się, że jak się chce to można. Nie tylko znalazłem pracę w tym samym zawodzie, ale do tego 10 km od domu, bez korków i lepiej płatną. Mississauga stała się nagle odległą przeszłością. I dobrze. Jasne, że wpadam tam od czasu do czasu i wtedy tylko się utwierdzam, że zrobiłem właściwy wybór po przebijaniu się przez zatkane ulice miasta. Gdy wracałem do domu „moją” już autostradą 406 to jakieś 3 km od domu, zaraz za dużym mallem z Wal Mart, Canadian Tire, Rona, i kilkoma innymi sklepami, nie dawała mi spokoju widoczna z daleka wielka masywna góra. Stała na jej płaskim szczycie wielka koparka, czasem dwie, Czasem parę wielkich spychaczy.
Ta wielka góra ciągle rosła. Wzdłuż, w poprzek i do góry. Nie wyglądało to na wysypisko śmieci. Ziemia na szczycie wydawała się zwyczajną ziemią, jaką używamy w ogródku. Niżej zarośnięta trawą i krzakami. Za stroma na narty czy sanki, ogrodzona siatką. Co to u diabła ma być? Tuż u jej podnóża stoi stacja benzynowa Petro Canada z cenami benzyny jak w Costco. Zapytałem sprzedawcę, co to za góra. Nie wiedział. Powiedział mi tylko, że latem strasznie się z niej kurzy i ciągle musi myć szyby. No cóż, od czego Internet. Tam można znaleźć odpowiedź na każde pytanie. Nie zawsze prawdziwą, ale można. No więc wpisałem pytanie co to za góra i odpowiedź była.
Okazuje się, że jest to druga co do wielkości góra w rejonie Niagara i ma 220 metrów wysokości. Najwyższa ma 290 metrów i jest naturalna. Żeby uświadomić sobie jej wysokość to pomyślcie, że piąte piętro w bloku mieszkalnym to tylko 10 metrów. A teraz, skąd się ta góra wzięła? Otóż zaczęła powstawać w latach 1930. Zwalano tam odpady spawalnicze z kompani, która nazywała się Atlas Speciality Steels. W tamtych czasach nie było wiele kontroli odpadów ani limitów na to, co można wyrzucać a co nie. Było tych odpadów 735 000 metrów sześciennych. Niby żelazo to naturalny składnik gleby, ale w nadmiernych ilościach, tak jak wszystko nie jest raczej wskazane. Opady tworzyły zbiorniki zażelazionej wody deszczowej, a to wszystko tuż obok rzeki Welland. W roku 1979 zainstalowano system zbiorników, które zbierały zanieczyszczoną żelazem wodę. Jednak po ich wypełnieniu, spuszczono je bez oczyszczenia do rzeki. Kompania, która była za to wszystko odpowiedzialna, zamknęła swoją działalność w roku 2000. W roku 2005 Ministerstwo Ochrony Środowiska nakazało byłej Kompanii naprawienie szkód, ale nakaz został kompletnie zignorowany. W związku z tym Ministerstwo nakazało usunięcie zanieczyszczeń miejscowym władzom miejskim. Miało to kosztować 17 milionów dolarów, ale okazuje się, że politycy nie zawsze nie potrafią myśleć i tym razem opracowali inny plan. Zamiast wydać pieniądze podatników, otworzono znowu to wysypisko w partnerstwie z kompanią Walker Industries. Wysypisko żelaznych odpadów zostało oczyszczone przez Kompanię bez żadnych kosztów ze strony miasta. Nie tylko to. W ciągu następnych kilku lat miasto Welland zarobiło do kasy miejskiej 4.5 miliona dolarów. Na wysypisko nie są wyrzucane zwyczajne domowe śmieci czy toksyczne substancje. Są to materiały z rozbiórki, ziemia z wykopów pod budowę, muł z pogłębiania kanału, piach, betonowe odpady itp.
Góra rośnie. Władze miasta mają ambicję by stała się najwyższa w regionie. Prawdopodobnie im się to uda. Może w przyszłości uda się jednak pozjeżdżać z niej na nartach. Trzeba będzie tylko uważać by nie wpaść do rzeki, bo mrozy tu niewielkie i lód bywa cienki.

Cdn. Marek Mańkowski