Z daleka od szosy (51) Czy zbliża się wielkomiejski koszmar?

W sobotę, gdy wróciliśmy z zakupów było już całkowicie ciemno, więc zabrałem psa nad Welland Canal. Wzdłuż kanału prowadzi szutrowa droga, ciągnąca się kilometrami i o tej porze nie ma tam już nikogo, więc swobodnie mogę spuścić psa ze smyczy. Musiałem użyć latarki by przedostać się przez wądoły i kałuże do tej drogi, ale potem było już praktycznie sucho. Lekko w dole połyskiwała tafla kanału odbijając światła niewielkich latarni umieszczonych wzdłuż wybrzeża po obu stronach. Pewnie dla statków pomyślałem, zastanawiając się czy w tej już kompletnej ciemności statki jeszcze płyną, czy też czekają gdzieś na światło poranka. Gdy płynie taki trzydziestotysięcznik to po obu jego stronach niewiele pozostaje miejsca do brzegu. Na rzucanie psu piłki zdecydowanie za ciemno, chociaż gwiazdy świecą i widać Wielką i Małą Niedźwiedzicę i Gwiazdę Polarną. Pies jest czarny więc często jego cień znika mi z oczu. Latarki nie palę, bo wtedy widać tylko wąski korytarzyk światła. Gdy tak rozmyślałem o statkach, odwróciłem się i nagle ujrzałem wynurzający się z ciemności potężny czarny dziób. Pojawił się nagle jak duch. Po chwili usłyszałem przytłumiony szum śruby i motoru. Płynął szybko tą wąską ścieżką kanału jakby wiedział co robi. No i na pewno wiedział. Poczekałem chwilę aż się ze mną zrówna i oświetliłem latarką biały komin. Jak byk widniało tam logo PŻM.

Wczoraj w niedzielę przyszła wichura. Nie tylko wichura, ale i potężne grzmoty i ulewa. Akurat wtedy, gdy jechałem do St. Catherines i o mało mi nie zmiotło samochodu z autostrady 406. Zmiotło też prawie wszystkie pozostałe liście z drzew. Wielka flaga kanadyjska powiewająca zawsze przed Canadian Tire w Welland została opuszczona do połowy masztu i dobrze, bo prawdopodobnie ten maszt, mimo że solidny złamałby się, jak wiele drzew tego wieczoru. Wichura ulewa i grzmoty mogą sobie być, ale z psem i tak trzeba pójść na spacer. Judasz w ogóle nie zwraca uwagi na grzmoty ani na fajerwerki ani na inne wybuchy. Interesują go zapachy, woda lub chociaż błoto, do którego można wejść i miejsce do biegania. Ogród to dla niego za mało. On musi mieć przestrzeń. Zupełnie jak ja.

Na początku były tylko takie domy
Teraz budują domy potwory

Wybraliśmy się więc na nieużywane od kilku lat pole golfowe cztery kilometry od domu. Pisałem już o tym pięknym dzikim kawałku przyrody. Za rozległym stawem, po którym teraz swobodnie pływają dzikie gęsi i kaczki i cała kolonia rozmnożonych już bobrów jest duże osiedle pięknych domów. Każdy jest inny, z dużą powierzchnią ogrodu i kanałem z tyłu. Nie było mnie tu dobre pół roku i dalej w sporej odległości od tych pięknych domów zobaczyłem coś co mnie przeraziło. Koszmarne nowe osiedle wielkich pudeł bez żadnej architektury. Zupełnie jak nowe osiedla w Mississauga. Stojące blisko siebie wielkie koszmary. Jak w Mississauga, mieszkańcy mogą sobie podawać ręce przez okno, tak blisko, ściana w ścianę stoją koło siebie te pudła. Dookoła przestrzeń i wspaniały świat, a te pudła ogrodzone płotem z malutkim ogródeczkiem z tyłu. Kto to kupuje? No bo przecież muszą być klienci na to luksusowe barachło, inaczej by tego nie budowali. To jeszcze daleko ode mnie, ale za kilka lat kto wie, pewnie GTA zajedzie mi pod drzwi. Brrr.

Cdn.  Marek Mańkowski