Z daleka od szosy (42) – Gdzie zawieść gości z Polski

Tydzień temu pisałem o Chippawa, małym miasteczku położonym nad brzegiem rzeki Welland uchodzącej tu do Niagara River tysiąc osiemset metrów od wielkiego wodospadu Niagara. Jest tam jeszcze jedno ciekawe miejsce. Nazywa się Chippawa House. Chippawa House powstał w roku 1879, przez lata całe znajdowała się tam piekarnia, a licencję hotelową otrzymał w roku 1935. Restauracja i tawerna, sala recepcyjna i czteroliniowa kręgielnia była tam w latach 1948 do 1984 a w roku 1987 przeprowadzono renowację, po której powstała obecna restauracja. Zanim zawitał do nas COVID 19 odbywały się tam często koncerty rodzimych zespołów jazzowych, bluesowych, rockowych, jak i czasem znanych artystów, również country music.

Chippawa House nie sposób przegapić jadąc z Welland. Stoi po prawej stronie przed mostem. Jadąc od Niagara Falls, trzeba przejechać przez most i zaraz za mostem skręcić w prawo na Welland w ulicę Main St. Kiedy w roku 2008 przyjechała do Kanady po raz pierwszy w życiu moja obecna małżonka wraz córką, poprosiła byśmy poszli gdzieś, gdzie można zjeść tradycyjne kanadyjskie jedzenie. Ja niezbyt w tym obeznany chociaż jestem w Kanadzie od 32 lat zabrałem je do Pizza Hut. Do tej pory mi to wypominają.

Chippawa House w lipcu 1945 r.
Chippawa House teraz

Teraz, gdybym dostał takie zlecenie z pewnością wybrał bym się do Chippawa House. Tym bardziej, że i tak zabieramy naszych gości nad wspaniały wodospad, jeden z siedmiu cudów świata, Niagara Falls a stamtąd to tylko parę minut jazdy. To naprawdę niezwykłe kanadyjskie doświadczenie, a jeśli trafimy akurat na koncert któregoś z zespołów to nasi goście z Europy na pewno będą to długo pamiętać. Potem, po obiedzie lub przekąsce z kurzych skrzydełek można się wybrać w dalszą drogę po Niagara Pkwy wzdłuż tej potężnej rzeki i podziwiać krajobraz i piękne domy tam się znajdujące, na posesjach, które raczej kojarzą się wielkością z farmą a nie z przydomowym ogródkiem, z pięknymi ogrodami i gęstą, przystrzyżoną trawą. Nie zobaczymy tego w miastach, gdzie może stoją w niektórych dzielnicach wspanialsze domy, ale stoją one na tak malutkich działeczkach, że można podać sąsiadowi rękę przez okno w sąsiednim domu. Wracając do tego wspaniałego tworu przyrody jakim jest Niagara Falls: wielu z naszych rodaków wyszydza często, zwłaszcza Amerykanów jak to niewiele wiedzą oni o świecie i większość z nich nawet, o zgrozo, nie wie, gdzie jest Kraków.

Czemu o tym piszę? Będąc w Polsce w roku 2007, przypadkiem oglądałem w telewizji jakiś teleturniej czy coś takiego z udziałem czteroosobowych drużyn młodzieży z Liceów, chyba warszawskich. Drużyny były cztery, siedziały przy stolikach i ich zadaniem było odpowiadać na pytania. Kto nie wiedział nie dostawał punktów. Trafiłem akurat na moment pytań z geografii. Zwróciłem uwagę, bo nagle padła nazwa Niagara Falls. W telewizji zapadła cisza i prowadzący powtórzył pytanie po raz drugi: „Na granicy jakich dwóch krajów leży Niagara Falls?”. Cisza trwała nadal. Z czterech drużyn Licealistów warszawskich, nikt, ale to nikt nie znał odpowiedzi na pytanie o jeden z siedmiu tylko cudów świata.

Moje pokolenie uczyli o tym na geografii w szkole podstawowej. Co się stało z naszą młodzieżą, że została aż takimi ignorantami. Co się stało z nauczycielami, że przestali uczyć podstaw o świecie. Mimo to ciągle puszymy się jaki to wspaniały jest nasz system oświatowy w Polsce i jacy to mądrzy jesteśmy. Hm.

Cdn. Marek Mańkowski