Z daleka od szosy (40) – Eh ta pandemia

To już ponad pół roku jak jesteśmy uziemieni w domach i pozbawieni naszych normalnych nawyków w poruszaniu się po świecie. Te cholerne „maseczki? Wychodzą mi już bokiem. Wiem, pisałem już o tym, ale ciągle mnie to wkurza. I ciągle mnie ogarnia pusty śmiech, gdy widzę kierowców samych w samochodzie i mających na twarzy „maseczki”. Do jakiego stopnia trzeba być ogłupiałym by to robić. Kogo oni i przed czym ochraniają? Samych siebie przed sobą? A przecież wystarczy trochę logiki. Wystarczy nie tworzyć tłumu i nie przebywać w tłumie. Poza wczesnym rankiem z psem nie bywam w tym roku w ogóle na plaży. Z bardzo prostego powodu. Tam są tłumy. A jest tych plaż tutaj dużo. Zarówno nad jeziorem Erie jak i Ontario. Do każdego z tych jezior nie mam więcej niż dwadzieścia kilometrów. Lato wyjątkowo gorące. Aż się prosi, żeby popływać, ale ludzi zdecydowanie za dużo. Po za tym w Colborne nad jeziorem Erie władze miasta postanowiły, że na plażę mogą tylko mieszkańcy. No to niech sobie mają tylko mieszkańców. Wytrzymam z prysznicem, popływam w przyszłym roku.

W ostatnią niedzielę w Mississauga odbywał się kiermasz książek. Zaczynał się o dziewiątej w Centrum Maksymiliana Kolbe. Żeby być o czasie musieliśmy wyjechać o siódmej trzydzieści. Oczywiście wyjechaliśmy po ósmej (kobiety). Na szczęście na odcinku autostrady QEW podwyższyli ograniczenie prędkości do 110 km/godz. więc jak się jedzie sto trzydzieści to jest szansa że policja nas nie zatrzyma. No i na kiermaszu byliśmy trzy minuty po dziewiątej. Po zapakowaniu fury książek (czterdzieści) do bagażnika podjechaliśmy do Starskiego i z ulgą z powrotem do Welland gdzie zmiana świateł trwa dwadzieścia sekund a nie trzy minuty i gdzie nie ma masy samochodów na każdym pasie ulicy. Gdzie nie ma pasów ulicy, tylko zwyczajna ulica i już. Zajechaliśmy jeszcze do Starskiego w Hamilton, a potem zamiast do autostrady pojechałem po prostu w kierunku Niagara. Ot tak na wyczucie. Najpierw był Stoney Creek od zaplecza, potem Grimsby, gdzie poznałem farmę sadowniczą, gdzie w latach dziewięćdziesiątych sam zrywałem owoce z drzew. Wtedy był to polski sad, teraz nie wiem, może dalej jest. A potem wjechaliśmy w tereny gdzie wijąca się szosa szła w górę i w dół między zielonymi winnicami, pięknymi farmerskimi domami i widokami zapierającymi dech w piersiach. Jechałem cały czas według stron świata, kierując się na oko w stronę dalekiego jeszcze Welland. Tak dojechaliśmy obok 540 letniego klonu „Comfort Maple” o którym pisałem poprzednio. Stał tam ciągle majestatyczny i wspaniały. Potem do H-wy 20 i do domu. To była wspaniała wycieczka. Po co mam jeździć gdzieś na urlop, skoro tu tak pięknie i nie muszę przechodzić kwarantanny po powrocie.

Z ciekawostek z rejonu Niagara to to, że polski sklep, o którym pisałem, gdy się otwierał niecały rok temu w Niagara Falls i który cieszy się ogromną popularnością stał się za mały na liczbę klientów jaka go odwiedza i przenosi się w inne miejsce. Też Niagara Falls, ale na skrzyżowaniu Thorold Stone Rd. i Dorchester Rd. Miejsce wygodne, dobrze dostępne (minuta od QEW) i przynajmniej trzykrotnie większe. Będzie się nazywał Polonia. Powodzenia. Mam koleżankę Agnieszkę, która krótko przed pandemią otworzyła w Niagara Falls klinikę laserową. Oczywiście pandemia zawaliła wspaniałe plany i przez wiele miesięcy działalność musiała zostać zawieszona. Od lipca Klinika znowu działa i Agnieszka jest znowu szczęśliwa. Jej klinika pracuje co prawda na wizyty, ale przecież przed też trzeba się było umawiać na zabiegi. Klinika usuwa laserowo i bezboleśnie włosy i naprawia skórę. Kontakt to EuropeanLaserClinic.com, tel. 289-348-2177.

Już prawie czas na zbiory grzybów, ale chociaż wiem już, gdzie w okolicy można je zbierać, to jednak sucha pogoda sprawiła, że nie ma ich wcale. Może ktoś zna jakieś miejsca w okolicy Welland czy Niagara Region i zdradzi mi tajemnicę, gdzie są grzyby. Jestem wręcz maniakalnym ich smakoszem. Zbliża się też pora winobrania. Mam przy swoim domu małą podwieszoną winnicę, gdzie winogrona obrodziły szczodrze i zamierzam zrobić w tym roku po raz pierwszy własne wino. Nigdy tego nie robiłem więc zobaczymy, czy da się to pić. Dostałem od kolegi Marcina wielki szklany balon i będę próbował. W końcu mieszkam teraz znanej na całym świecie krainie wina.