Z daleka od szosy  (35) – The Ball’s Falls

Mieszkam w Welland od dziewięciu miesięcy. Jak dobra ciąża, ale bez niedogodności, jak waga, nudności i co tam jeszcze. Nie znam się na tym ani znać nie chcę, to absolutnie kobieca domena, chociaż pewnie jakieś sufrażystki okrzykną, że jestem sexist. No to jestem. Nie będę rodził i już. Mimo tego okresu i mimo, że lubię jeździć poznając okolice, ciągle coś nowego znajduję, co naprawdę warto zobaczyć. Dzisiaj będzie o Ball’s Falls. Jest to mała stara osada dokładnie 30 km od Welland. Jadąc na północ autostradą 406 zjeżdżamy na szosę nr 20 w kierunku na Hamilton. Po trzynastu kilometrach dojedziemy do szosy nr 24, która nazywa się Victoria Ave. skręcimy w prawo i po dziesięciu kilometrach dojedziemy do 6th Avenue. 6th Ave. mimo nazwy jak na Manhattanie, jest wąską, bardzo krętą szosą, którą dojedziemy do parkingu skąd można rozpocząć krótszą lub dłuższą wycieczkę pieszą w zatykającej dech w piersiach scenerii obszaru Niagara Escarpment. Przechodząc przez wąski most nad płyciutką o tej porze roku rzeką dojdziemy do uroczego skansenu starej wioski, którą założyli i gdzie mieszkali państwo Ball i dalej do pięknego wodospadu. Można zabrać dzieci, posie- dzieć na ławeczkach, zjeść (przyniesiony ze sobą) lunch, a potem pobiegać po ścieżkach jak ktoś lubi, lub pochodzić jak ja. Można też pozwiedzać samochodem okolice po bardzo krętej, wiodącej stromo w górę i w dół drodze, zobaczyć miejsce, gdzie można wziąć piękny ślub przy starej winnicy i pooddychać świeżym powietrzem. To naprawdę miejsce jak w bajce.

Historia cywilizacji w tym miejscu zaczyna się w roku 1803, kiedy to Brytyjska Korona nadała pułkownikowi Johnowi Butler 750 hektarów ziemi w tej okolicy za zasługi w walce z Amerykanami. Butlerowie jednak nie zrobili tu wiele i w paź- dzierniku roku 1807 sprzedali sześćset hektarów (1200 akrów) braciom John i Georg Ball za sumę stu pięćdziesięciu funtów Sterlingów. Bracia byli synami Jacobsa Ball, kapitana w tej samej formacji Butler’s Rangers, który z kolei osiadł w powiecie Niagara. Tak rozpoczęła się era rodziny Ball w tym regionie, która trwała przez ponad sto pięćdziesiąt lat, przez cztery generacje Ballów. Ziemia ta przyjęła ich imię i tak zostało do dnia dzisiejszego.

Georg Ball był z zawodu młynarzem i bracia postanowili wybudować tu tak potrzebny w okolicy młyn. Wybudowali dwa i pół piętrowy młyn, wykonany ręcznie całkowicie z drewna. Cztery koła młyńskie napędzane były wielkim prawie dziesięciometrowym kołem, na które woda lała się z góry, tzw. nadsiębierne koło. Młyn jak na owe czasy był bardzo nowoczesny z wieloma usprawnieniami. Młyn zaczął pracować już w roku 1810. Młyn ten stoi do dzisiaj tyle że jest ok jednej trzeciej mniejszy niż był oryginalnie. Podczas suszy, gdy rzeka praktycznie wyschła, napęd młyna został zmieniony na parowy w roku 1840. Ta młyńska operacja trwała do roku 1910. Młyn zaopatrywał również w kaszę brytyjskie oddziały które walczyły z Amerykanami w wojnie 1812 – 14 i był wtedy tak niezbędny dla armii, że stacjonował tam 104 Regiment pod dowództwem kpt Brook (kuzyna sławnego generała Izaaka Brooka) by zapewnić obronę przed ewentualnym atakiem. Wiele pamiątek po tym okresie można do dzisiaj zobaczyć w starym młynie. Bracia wybudowali także tartak z własnego pomysłu żelazną piłą.

Żeby bardziej kontrolować poziom rzeki postawili tamę powyżej wodospadów. Tamy już nie ma, ale zostały po niej ślady i można je zobaczyć w dnie rzeki. Bracia produkowali tu również beczki do przewożenia mąki, zatrudniając dwunastu pracowników. Beczki te znajdowały zbyt nawet w dalekim Montrealu i dotarły nawet do Anglii, do Londynu i Liverpoolu. Balls założyli tu też kuźnię i produkowali wapno palone z wapnia znajdującego się na urwisku rzecznym. Jak widać był to jak na owe czasy bardzo przemysłowy region.

Dzisiaj sielankowy obraz nie jest zakłócany najmniejszym hałasem i jest to oaza wspaniałego odpoczynku od naszej szybkiej cywilizacji, z wielką dozą historii regionu do zapoznania. Polecam wycieczkę na cały dzień, gdy upały trochę zelżeją. Wyobrażam też sobie jak wspaniałe kolory jesieni muszą tu być w październiku.

Cdn.

Marek Mańkowski