Z daleka od szosy (35) – Frustracja

Zaczyna mnie ponosić. Coraz bardziej stajemy się stadem baranów. A może zawsze byliśmy. To idiotyczne noszenie masek, które przed niczym nie chronią, a wręcz przeciwnie mogą spowodować choroby od własnych zarazków, pleśni i co tam jeszcze mamy w swoim oddechu. Natura tak to urządziła, że to co wydychamy ma iść sobie precz od nas a nie wracać. Wirusy i tak przez te maseczkowe szmatki przechodzą jak chcą. Kilka razy widziałem kompletnych idiotów jadących samochodem w maseczce. Zamknięte szyby, w środku tylko kierowca. Dokąd my idziemy. Byłem z rodziną w restauracji no, bo to trzecia faza i już nam łaskawie pozwolono.

Sławne gremium liberalnych zarządców Niagara Region zadecydowało, że za sześć dni maski będą obowiązkowe w miejscach publicznych (to było tydzień temu). Czemu akurat za sześć dni? Czy to nadchodzi wirusowa fala, której jeszcze nie ma? No i do restauracji dalej można będzie wchodzić do środka i siadać przy stoliku, bo to „Faza 3”. Tylko, że teraz trzeba będzie w maseczce. Fajnie, A jak będziemy jeść? Czy ktoś z tych politycznych cymbałów o tym pomyślał. Nie pomyślał. Po co? Przecież najważniejsza jest władza i sterowanie ludźmi, obojętne w jaki sposób, aby się tylko słuchali.  Jak już nauczą nas słuchać to wtedy można będzie wszystko zarządzić, bo przecież politycy najlepiej wiedzą co dla nas dobre. Za to im przecież płacimy, prawda? Czy wiecie, że pańszczyzna, łanowe i co tam jeszcze chłopi musieli oddawać panu na włościach to był tylko niewielki procent tego co musimy płacić dzisiaj w naszych podatkach?

Byłem wczoraj w sklepie Canadian Tire w Welland. Kolejki przed sklepem na szczęście już się skończyły. Za to teraz trzeba zakładać maski, bo inaczej nie wpuszczą. Przed sklepem można na siebie chuchać, ile się chce, ale w środku to już nie. Dwóch młodych chłopców w uniformach sklepu stoi na straży i pilnuje. Nie wiem, czy mają osiemnaście lat, ale mają władzę. I korzystają z niej. To już nie komitet powitalny jak w Walmarcie. Nie ma grzecznego powitania tylko warknięty rozkaz, żeby wziąć wózek. Na podłodze sklepu strzałki w alejkach w którą stronę się poruszać. Przed kasami kółka gdzie trzeba stać i przesuwać się o jedno miejsce, jak w grze w „Chińczyka” (a może już nie można mówić „Chińczyk”). Co się z tobą dzieje Kanado? Przecież nawet brygady pracy socjalistycznej w PRL-u aż takie nie były. Na każdym kroku cenzura, nie można się odezwać, że ktoś jest czarny, chociaż przecież jest. Nie można powiedzieć, że jest Indianinem, chociaż przecież jest. Rasizm na każdym kroku, tworzony przez tych właśnie, którzy przeciwko niemu protestują. Na szczęście tutaj, z daleka od szosy nie jest jeszcze tak tragicznie jak w Toronto czy w Mississauga. Tutaj ciągle jeszcze lubimy chroniącą nas policję, młodzież nie wydurnia się kretyńskimi hasłami rodem z marksizmu i leninizmu. Ale czy to i tutaj nie dojdzie? Mam jeszcze nadzieję, że nie. Co prawda mówią, że nadzieja to matka głupich, ale przecież matka kocha swoje dzieci, prawda?

Cdn. Marek Mańkowski