Pisałem już wcześniej o powstaniu Welland Canal. Jest to najważniejszy fragment drogi wodnej od Atlantyku do Wielkich Jezior Ameryki Północnej.

Zaczęto go budować w roku 1824, a ukończono już po pięciu latach w roku 1829. Trzy razy go poprawiano, aż do obecnej postaci. Statki mogące go pokonywać mogą mieć do 225 metrów długości i 35.5 metrów wysokości od powierzchni wody. Kiedy uświadomimy sobie, że jest to wysokość jedenastopiętrowego budynku to zmienia się nam perspektywa.

Statki te podnoszone są w sumie na wysokość 99.5 metra od powierzchni jeziora Ontario, czyli trzydzieści dwa piętra. Wyżej niż taras widokowy Pałacu Kultury w Warszawie i 174 metry (56 pięter) nad poziomem morza. Statki te to przeważnie tzw. jeziorowce, niektóre podobno zbudowane w Stoczni Gdańskiej. Ale również wiele oceanicznych statków, np. widziany ostatnio przeze mnie tankowiec z Malty. Wielkość tych statków nie da się nawet porównać do niewielkich barek i statków mogących przepływać innym kanałem łączącym Wielkie Jeziora z Atlantykiem, mianowicie Erie Canal zaczynającym się w Buffalo i kończącym w Albany w Hudson River skąd statki mogły płynąc do Nowego Yorku. Ukończony w roku 1825, był w tym czasie drugim najdłuższym kanałem na świecie (584 km), po chińskim Grand Canal.

W ten long weekend, w niedzielę wziąłem psa Judasza do samochodu i pojechałem w stronę St. Catherines. Jest tam nad jeziorem piękny, chociaż niewielki Charles Daley Park. Chciałem pokazać szczeniakowi wielką wodę i dalekie Toronto i Mississauga i powiedzieć mu, jakie ma szczęście, że tam nie mieszka. Judasz 26 maja skończy pół roku i odkąd może wyglądać przez okna samochodu (przedtem był za mały) przestał chorować na chorobę morską.

Ruszyliśmy autostradą 406 na północ, już niedaleko autostrady QEW zjechałem na 4 Ave. i prosto to 3 Street. Trzecią St, już wśród pól i winnic dojechałem do końca. Tam stały sobie różne bogate domy i żadnego dostępu do jeziora. Zobaczyłem tylko jego skrawek prześwitujący wśród ogrodowych drzew. Nie ma szans by przeprowadzić psa nad brzeg, bo to wszystko prywatne. No nic, pojedziemy do tego parku, tam na pewno będzie można dojść do brzegu. Dojechałem do North Service Road, biegnącej obok autostrady QEW. Jezioro było tuż, tuż, po prawej stronie. Widziałem je w niewielkich prześwitach wśród przydomowych ogrodów. Wreszcie, po kilku kilometrach Charles Daley Park. Zamknięty. Wirusy i tu nie pozwalają żyć. Ruszyłem z powrotem i ulicą Lakeshore w stronę St. Catherine. Po drodze Port Dalhousie. Ta nazwa zawsze będzie mi się kojarzyła z innym miasteczkiem o tej nazwie het na wschód w New Brunswick, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem Atlantyk. Tutaj jest to mały port u ujścia rzeki Twelve Mile Creek. Ładne miasteczko, ale całe w budowie nadbrzeżnej i znowu mi się nie udało dojść do brzegu jeziora.

Pojechałem dalej ulicą Lakeshore, aż do Welland Canal i pierwszej śluzy. Skręciłem w stronę jeziora, ale dojechałem tylko do oczyszczalni ścieków. Po drugiej stronie kanału też się nie udało. Wróciłem i ruszyłem wzdłuż kanału na północ. Nie zdążę już do Niagara On The Lake. Judasz jest umówiony na spotkanie ze swoimi przyjaciółmi, emigrantami z Meksyku w Port Robinson.

Widziałem przynajmniej śluzy nr. 1 i nr. 2.

Cdn. Marek Mańkowski