„My chances of being PM are about as good as the chances of finding Elvis on Mars, or my being reincarnated as an olive.“
„My friends, as I have discovered myself, there are no disasters, only opportunities. And, indeed, opportunities for fresh disasters.“
„The dreadful truth is that when people come to see their MP they have run out of better ideas.“

“Yes, Prime Minister”

Wikipedia przytacza powyższe cytaty w poprawianej z minuty na minutę internetowej biografii nowego szefa rządu Zjednoczonego Królestwa. Natomiast wielbiciele angielskich seriali zastanawiają się, czy stary komediowy sit-com pod cytowanym powyżej tytułem nie staje się na naszych oczach rzeczywistością. Ekscentryczny polityk-celebryta, były burmistrz Londynu (z okresu Olimpiady), były minister spraw zagranicznych, 55-letni Alexander Boris de Pfeffel Johnson został desygnowany na 77 premiera Rządu JKMości.

Zgodnie z tradycją i bardzo szczegółowym protokołem, 24 lipca 2019 roku w londyńskim Buckingham Palace najpierw pojawiła się Pani Premier, Theresa May, aby złożyć dymisję ze swego urzędu, a wkrótce po niej na królewskie salony wprowadzono Borysa Johnsona, który otrzymał od Jej Wysokości, a także Naszej Monarchini, misję sformowania nowego rządu Albionu.
Bywali już w historii Zjednoczonego Królestwa politycy, którzy stawali przed wielkimi wyzwaniami. Ich polityczne umiejętności wyznaczały dziejowe szlaki nie tylko Brytanii, ale całej Europy. Wyzwanie, jakie stoi przez Borisem, jest także wyzwaniem o wymiarze dziejowym. Wyjście ze struktur Unii Europejskiej niesie ze sobą zagrożenia, jakich gospodarka UK może nie przetrzymać tak, jak zakładają to optymistyczni zwolennicy Brexitu. Już dziś wzrost brytyjskiego PKB oceniany jest w najbardzie optymistycznych kalkulacjach na 1% w ciągu najbliższych dwóch lat. Funt dołuje, a pełnych konsekwencji rozwodu z EU nikt nie jest w stanie przewidzieć. Perspektywa nowego układu o “wolnym handu” z USA jest zbyt mglista, by na jej temat spekulować.
Pierwsze przemówienie Borysa Johnsona, wygłoszone przed siedzibą Premiera UK przy 10 Downing Street, pełne było obietnic i dobrych chęci. Dla 3 milionów obywateli UE pracujacych na Wyspach (w tym ok. 900 tysięcy przybyszy z Polski) Borys ma słowa otuchy – nic im nie zagraża, mogą nadal tu spokojnie żyć i pracować. Jednocześnie ogłoszona w następnych godzinach wymiana ministrów gabinetu May oceniana jest jako największa taka czystka od dekady. Ze swoimi fotelami pożegali się, m.in. ministrowie (State Secretaries): spraw zagranicznych (rywal Johnsona w partyjnych wyborach, J. Hunt), obrony, skarbu, businesu, edukacji, sprawiedliwości, kontaktów z Irlandią. Wszystko to w sytuacji nowego konfliktu z Iranem oraz zapowiedziami od nowo wybranego Parlamentu Europejskiego, że żadnej renegocjacji ‘deal’u’ jaki otrzymała Theresa May (trzykrotnie odrzuconego przez brytyjski parlament), po prostu nie będzie. Twardy brexit bez umowy to brak klauzuli ‘backstopu’ w kwestii granicy z UE/Irlandią, co może doprowadzić do ponownego rozpalenia konfliktu z irlandzkimi nacjonalistami, dla których przywrócenie ścisłej granicy na Szmaragdowej Wyspie między Republiką Eire a Ulsterem jest kamieniem obrazy. Z kolei zwolennicy brexitu na żadne połowiczne rozwiązania zgody nie dadzą, bo idea, że UE ma głos w kwestiach brytyjskich regulacji granicznych była jedną z przyczyn “Wyjścia”. Nowy Premier UK musi rozwiązać te problemy. Dumny Albion stoi przed wyzwaniami o skali porównywalnej do tych, z jakim borykali się w relacjach z kontynentem William Pitt Starszy, Winston Churchill lub Margaret Thatcher. Jak poradzi sobie z nimi Boris Johnson?

Warszawa – kurtuazja czy kalkulacja?

Ursula von der Leyen, nowo wybrana Pani Przewodnicząca Komisji Europejskiej w czwartek pojawia się w Warszawie. To druga, po Paryżu, europejska stolica na szlaku nowej szefowej, budującej ‘swoją’ Komisję EUropejską. Ten autorski projekt musi być zatwierdzony przez Parlament w Strasburgu, co może być poważnym wyzwaniem na samym starcie Jej kadencji. W dzisiejszym klimacie nie ma żadnych pewników. Polityczne konstelacje są płynne. Stałych punktów odniesienia jest zaledwie kilka. Berlin to zaplecze i silne poparcie ze strony CDU, przy jednakowo silnym oporze SPD oraz Zielonych. Paryż to drugi decydent w UE. Natomiast wizyta w Warszawie musi rodzić tytułowe pytanie – kurtuazja czy kalkulacja?
Politycy PiS podkreślają, iż Pani von der Leyen zawdzięcza swój wybór lojalności europosłów Prawa i Sprawiedliwości oraz determinacji Premiera Morawieckiego. Nie udała się prowokacja Socjalistów, którzy blokując w bezprecedensowy sposób kandydatkę frakcji EKR na przypadającą im funkcję szefowej Komisji PE, liczyli na głupie retorsje PiS w postaci głosowania przeciw ustalonej kandydatce. Jeżeli byłaby to prawda, to ktoś w Strasbourgu powinien sprawdzić swych infor- matorów, bo narracja z okolic GW/TVN, zakładająca głupotę Prezesa i Premiera jest grubo przesadzona. Teraz jednak okaże się, czy nadzieje PiS na poważną tekę w Komisji są realne. Będzie to też sprawdzian, na ile zapowiedzi o “kordonie sanitarnym” wokół Warszawy okażą się jedynie marzeniem totalnej opozycji oraz ich sojuszników w EU. Czy Warszawa jest “warta mszy” dla protegowanej Paryża i Berlina?

WMW