Wyzwanie Orbana/„Rule Britannia!“

„Jesteśmy gotowi, by wraz z sąsiadami, w tym z Rumunią, zbudować nową Europę Środkową, taką, w której nie tylko jesteśmy dostawcami dla Europy Zachodniej, ale też jednym z odnoszących największe sukcesy na świecie i najbardziej konkurencyjnych obszarów.(…)“
„Gdybyśmy czekali na pomoc państw zachodnich, nadal byśmy żyli pod okupacją sowiecką, nadal bylibyśmy członkami Układu Warszawskiego, a międzynarodowy kongres partii komunistycznej decydowałby o naszej przyszłości”
Prezydent Węgier, V. Orban, Timisoara, 16 grudnia 2019
za: www.kresy.pl

Wyzwanie Orbana

W trzydziestą rocznicę wybuchu antykomunistycznego buntu w Rumunii, Victor Orban wygarnął prawdę w oczy wszystkim tym, którzy froterowali podłogi sowieckich ambasad, zachwycali się pierestrojką Gorbaczowa, a dziś oskarżają Węgry lub Polskę, iż podważają „europejskie wartości“. My za te wartości przelewaliśmy krew, kiedy pożyteczni idioci filozofowali o wyższości socjalistycznych gospodarek opartych o planowanie lub snuli teorie „konwergencji, komutacji“ i z przerażeniem patrzyli na jakiekolwiek ruchy wolnościowe w Europie Wschodniej.
Węgrzy mają tego świadomość.: My, którzy wbiliśmy gwóźdź do trumny komunizmu, gdy było trzeba, zawsze wiedzieliśmy, że w końcu zwyciężymy (…)“ – stwierdził w Timisoarze Orban.
Jakże różnią się te słowa od licznych wypowiedzi polityków polskiej lewicy i części okrągłostołowych „elit“, nadal uparcie broniących, przy okazji rocznic 13 Grudnia’81, rzekomo zbawczego bilansu stanu wojennego i soldateski Jaruzelskiego!
Wizyta węgierskiego prezydenta w Timisoarze i jego cywilizacyjny apel do społeczeństw Europy Środkowej odbywa się w znaczącym czasie i miejscu. Timisoara to historyczny, siedmiogrodzki Temesvar, stolica regionu zabranego Węgrom po I Wojnie na mocy drakońskiego traktatu z Trianon, w 1920. To właśnie tam, 16 grudnia 1989 rozpoczął się krwawy bunt wobec reżymu dyktatora Nicolae Ceausescu. Punktem zapalnym stał się opór głównie węgierskich mieszkańców Temesvar – żywy łańcuch ludzki – w obronie ewangelickiego pastora Laszlo Toekesa, otwarcie krytykującego władze w Bukareszcie.
Kiedy tajne służby wywiozły Toekesa w nieznane, protestujący zaatakowali siedzibę partii, paląc portrety Ceausescu. Protest rozpędzono siłami wojska, kilkadziesiąt osób zginęło od kul. Przełamana została jednak bariera strachu i Rumunię ogarnął powszechny bunt.
Dziś biskup Toekes, wspominając wydarzenia 16 grudnia 1989, wskazuje na wspólnotę losów obu społeczności stojących przed szansą budowy lepszej rzeczywistości. A Victor Orban stawia przed Europejczykami środka kontynentu ambitne wyzwanie – budowę strefy bezpieczeństwa i dobrobytu.

„Rule Britannia!“

To Westminster i 10 Downing Street, a nie biurokraci z Brukseli decydować będą o wszelkich aspektach praw oraz warunków rozwoju Zjednoczonego Królestwa. Taki jest wyborczy werdykt ludu, wyrażony w czwartek, 12 grudnia 2019 roku, w 67. roku panowania JKM Elżbiety II.
„Ulica i zagranica“ w brytyjskim wydaniu nie sparaliżowały woli Brytyjczyków do pójścia samodzielnym kursem politycznym i gospodarczym. Partia premiera Johnsona odniosła miażdżące zwycięstwo, zdobywając 365 mandatów w 650-ososbowej Izbie Gmin. To największy sukces wyborczy Torysów od roku 1987, triumfu „żelaznej Lady“ Margaret Thatcher. Opozycyjna Labour Party zdołała wygrać jedynie w 203 okręgach (strata aż 59 mandatów), notując najgorszy wynik od roku… 1935! Klęska socjalistycznej, pro-unijnej wizji dogłębnej pieriestrojki Albionu, wzdłuż ideologicznych linni europejskiej lewicy, jest kompletna. Szefostwo Partii Pracy, z liderem Jeremy Corbyn’em odchodzi pod ciężarem klęski. A Boris Johnson, nieomal z biegu, finalizuje proces zamknięcia ślimaczącej się kwestii Brexitu.
We wtorek, 17 grudnia, zaprzysiężeni zostali nowowybrani posłowie (wśród nich ponad 109 debiutantów), a już w czwartek, 19 grudnia Królowa Elżbieta II wygłosi w Westminsterze tradycyjną ‚mowę od tronu‘, czyli przedstawi program nowego rządu. Ciekawa jest ta tradycja i praktyka polityczna Albionu. Królowa panuje ale nie rządzi. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z oczekiwaniami, w piątek, 20 grudnia poddany zostanie pod głosowanie brexitowy Withdrawal Agreement Bill. Jego przyjęcie umożliwi zakończenie procesu formalnego opuszczenia Unii Europejskiej przez W. Brytanię 31 stycznia 2020 roku. A do 31 grudnia 2020 ma zostać podpisana nowa umowa gospodarcza z Unią.
Lewicowa opozycja, zapatrzona we własną propagandę, niesiona ulicznymi demonstracjami przeciwników Brexitu, nie kryje żalu i rozczarowania. Brexit nastąpi. Czy Zjednoczone Królestwo wyjdzie jednakże z tego ostro dzielącego społeczeństwo procesu wzmocnione, pokaże czas. Znaczące 49 mandatów zdobytych w Szkocji przez tamtejszą Partię Narodową (+13, przy utratcie 7 z 13 miejsc przez Torysów) zwiastuje poważne tarcia. Czy zdecydowani na pozostanie w UE Szkoci doprowadzą do drugiego referendum? Czy, jak wieszczą posępnie niektórzy, Boris Johnson przejdzie do historii nie tylko jako ostateczny sternik Brexitu, lecz także ostatni szef rządu Zjednoczonego Królestwa a pierwszy premier Anglii?
To wszystko kwestia najbliższych lat. Na razie Torysi muszą sprawnie zamknąć proces opuszczania Unii i zająć się palącymi problemami kraju. Im zaś silniejszy mandat do sprawowania samodzielnych rządów otrzymał obecny lokator rezydencji przy 10 Downing Street, tym silniejsze będą oczekiwania realizacji wyborczych obietnic i rozbudzonych nimi nadziei. Jak dotąd historia uczy, iż w dziejowych zamieszaniach i kryzysach „England Prevails!“

WMW