Wiele różnych tekstów zostało w ostatnich czasie napisanych o izolacji i koronawirusie. Noblistka Olga Tokarczuk kilka tygodni temu napisała piękny felieton o pandemii pt. Okno. Wielu poruszył ten  tekstem, mnie zachęcił do przyjrzenia się oknom. Szczęściarzem jest ten kto mieszka w pięknym, europejskim mieście, a tam w kamienicy z oknami przez które można oglądać życie uliczne, małe sklepiki, ludzi idących do pracy i staruszków z pieskami. Fajnie jest się przyglądać przyrodzie z okien wiejskich domków, czy oglądać panoramę miast z okien wieżowców. Jednak jak długo można gapić się przez szybę? Nawet najpiękniejsze widoki się opatrzą, szczególnie w przypadku kiedy jest to jedyny widok na jaki jesteśmy skazani przez kilka tygodni. Szukamy wiec innych okien i innych widoków. Tym największym oknem z niekończącym się horyzontem jest internet.

W wirtualnym świecie zaczęliśmy spotykać się z przyjaciółmi, rozmawiać z rodziną, gotować a także zwiedzać muzea, oglądać koncerty i czytać książki. I wydawać by się mogło, że to idealny czas na snucie planów i marzeń na przyszłość. Mało jest jednak wpisów rysujących bajkową wizję tego co będzie. Sieć zalały wspomnienia z lat bardzo minionych i te np. sprzed roku.

Od kilku tygodni życie pozamykało nas w domach. Na świecie szaleje wirus, który zmusił ludzi do siedzenia w swoich czterech ścianach, posadził na kanapach i przy stolach. Ograniczył znacząco możliwość przemieszczania się. Świat tak olbrzymi i piękny stał się groźny, niebezpieczny, dostępny tylko poprzez okna i monitory komputerów. Pocieszamy się nawzajem, że to wszystko zaraz minie, wyjdziemy radośnie w tę wiosnę, która za oknem, przecież jeszcze będzie normalnie. Tymczasem szukamy ucieczki od informacji wirusowych, a te atakują nas z każdej strony, przytłaczając z dnia na dzień. Czytamy lekkie książki, do tych bardzo poważnych nikt jakoś nie ma głowy, oglądamy przygłupawe filmy, bo te najłatwiej nas odprężają, przysłuchujemy się koncertom i kulturalnym rozmowom, których pełno w ostatnich dniach w sieci. Uciekamy od rzeczywistości. Ten bieg prowadzi również do wspomnień. Zaczynamy pokazywać na FB zdjęcia z ulubionych wakacji, z ukochanych miejsc, a ostatnio portal ogarnęła fala zdjęć z dzieciństwa. Uroczy to trend i bardzo zabawny.

Okazuje się, że w dzieciństwie, wszyscy chodziliśmy w okropnych rajtuzach, w przedszkolu na zabawę mikołajkową przebierani byliśmy za pajacyki, a na podwórku najważniejszym miejscem był trzepak. Te wspomnienia zaczęły nas łączyć. Obce sobie do tej pory osoby wpadają w wirtualne objęcia kogoś kto miał w przeszłości dokładnie taki sam magnetofon kasetowy, na którym nagrywał na żywo przeboje z „trójki”.

Na co dzień eleganckie Panie, zaczęły publikować swoje zdjęcia sprzed 30, 40 lat tłumacząc, że te fotki sprzed wielu lat upu- bliczniają z powodu pozamykanych salonów fryzjerskich i kosmetycznych, a panie nie tak szykowane jak zawsze wolą dzielić się dzieciństwem niż swoim niekorzystnym, aktualnym wizerunkiem. Myślę jednak, że sprawa ma drugie dno, że chodzi tu o wspomnienia. Bo te z dzieciństwa są przecież najcudowniejsze, rodzą w nas tylko dobre uczucia.

W sieci, za pomocą zdjęć wspominamy całe życie. Na początku pandemii mieliśmy wysyp zdjęć sprzed wielu, wielu lat. Teraz słoneczne dni prowokują do sięgania do wspomnień nie tak odległych. Przypominamy sobie piękną i beztroską wiosnę sprzed roku. Zdjęciami przywołujemy ubiegłoroczne pierwsze ogrodowe spotkania z przyjaciółmi, pierwszą komunię dziecka, pierwsze wiosenne kwiaty i pierwsze, po zimie wyjście w kolorowej sukience.

W tym roku sukienki smutno wiszą w szafie czekając na swoje wielkie wyjście. Widok jasnych bluzek, białych koszul, kolorowych spódnic i kwiecistych sukienek nie budzi wiosennego zachwytu, podniecenia życiem. Zaglądam do szafy, chodzę niespokojnie po domu wyczekując….no właśnie czego? Końca świata, końca kwarantanny, czy może jakiegoś czarodziejskiego telefonu, w którym usłyszę – Pani Agato, już można się uśmiechać, życie wraca na stare tory, można snuć marzenia i plany.

To okropne podejście do życia. Czekanie gubi czas. Tylko raz jest wiosna 2020 roku, tylko raz mamy szanse wypracować sobie unikalne wspomnienia kwarantanny, czasu bez śmiałych planów. Wspomnienia czasu czekania.

W ostatnich dniach siedzę często w cichym domu. Zmęczona natłokiem wirusowych informacji, wyłączam komputer i radio. Telewizor od dawna stoi nieużywany w piwnicy. Przyglądam się kotom, które wydają się być zadowolone z mojej niemalże ciągłej obecności. Zazdroszczę im spokoju, którego od kotów mogę się uczyć. Poleguję i ja na kanapie i tylko od czasu do czasu, w celach rekreacyjnych naciągam grzbiet.

Lubię samotność, ale w czasach, kiedy w głowie ma się różne lęki, potrzebny jest drugi człowiek.

Przypominam więc sobie zgiełk przyjacielskich spotkań, szczególnie tych typowo babskich. Kilkanaście kobiet w jednym pomieszczeniu to niemalże ul. Podniesione radosne głosy, wybuchy śmiechu i szepty tych, które mają ważne rzeczy do powiedzenia. Spoglądam na zdjęcia i widzę jak piękne są moje przyjaciółki, jak mądre, inteligentne i zabawne. Dobrze, że jest do czego wracać, że są te urocze kobiety za którymi można tęsknić.

Przyjaciel to takie słodkie słowo, które z przyjemnością obracam w głowie. Smutny byłby to czas bez bliskich osób. Czasami wystarcza świadomość, że są. Siedzą sobie w swoich domach, na swoich kanapach i czytają te same książki co ja, oglądają te same filmy, bo przecież nieustannie wymieniamy się myślami, podsuwamy tytuły pozycji jakie warto przeczytać i linki do koncertów i wydarzeń teatralnych. W ten przeciwny, wirtualny sposób łączymy nasze życia.

Lubię też te dni, kiedy telefon brzęczy przez cały czas a słowa smsów płyną nieustannie. To dziewczyny, które były w górach, w ubiegłym roku. Piszą jak im mija dzień, podsyłają zdjęcia właśnie upieczonych ciast, lub dzielą się zabawnymi obrazkami, które rozweselają dzień. Motywują się tymi smsami do ćwiczeń, do trzymania formy. Nie chcą tracić tej dobrej, górskiej znajomości. Cały czas się martwią, że odwołamy tegoroczny wyjazd w góry. Dobrze, że ten zaplanowany jest dopiero na październik, więc jeszcze można zupełnie realnie marzyć o himalajskich wędrówkach.

Od czasu do czasu spoglądam w telefonie na uśmiechnięte twarze Asi, Justyny i jej siostry Violi. Rozmawiamy sobie przez kamerki stęsknione za normalnymi spotkaniami. Fajnie jest je zobaczyć. Uśmiechnąć się bliskim w twarz.

Życie zmusiło nas do separacji, ale nie jesteśmy sami.

Justyna co jakiś czas podsyła mi zdjęcia. Bardzo różne, z wielu miejsc, z dalekich wypraw i z porannych spacerów po ogródku. Podsyła zdjęcia kwiatów i zwierząt, rosnącej trawy i padającego deszczu, rozleniwionego psa i śmiesznego szopa pracza. Lubię te zdjęcia, pozwalają wierzyć w to, że świat do końca nie zwariował, że przyroda mimo pandemii żyje swoim starym, stałym cyklem.

Wiosna cieszy szczególnie ptaki. Gęsi rozgościły się na miejskich trawnikach zadowolone z przestrzeni jaka nagle powstała z braku tłumu ludzi. Malutkie skrzydlaki zakładają gniazda i dra się wniebogłosy. Przyroda nie zachorowała, ale świat w pandemii. Człowiek się rozchorował. Zamknięty w domu zapomina o uśmiechu, życzliwości. Czasami wystarczy krótki telefon, dwa zdania wysłane smsem, żeby dla kogoś nastała wiosna. A z wiosną rodzi się nadzieja. Słodka myśl, że może jeszcze będzie normalnie, że spotkamy się z przyjaciółmi w letnie popołudnie, pojedziemy z dziećmi na wakacje, pospacerujemy swobodnie brzegiem jeziora.

Ostatnio jakaś Pani, strasznie zrugała kogoś w intrenecie za takie beztroskie marzenia. Świat jest w tak ogromnym kryzysie, że nie powinno się pisać i marzyć o błahych i lekkich sprawach – pisała interanautka. Szkoda mi tej Pani bardzo. Niech ktoś ja weźmie na ręce i potrzyma chwilę nad ziemia, niech zobaczy jak jest pięknie.

Mało marzymy w ostatnich dniach, raczej wspominamy, ale by były wspomnienia, by w smutnych czasach było do czego wracać, trzeba dobrze się napracować nad przyszłością. Popatrzmy więc poza horyzont internetowego okna, spójrzmy w wiosenne niebo i nie bójmy się pomarzyć, że kiedyś rzeczywistość wyzdrowieje, a my będziemy mogli witać każdy dzień szeroko otwartymi ramionami.

Agata Kusznirewicz

Galeria zdjęć czasu czekania, czyli wiosna widziana oczami Justyny Skawińskiej na blogu

justynaagata.blogspot.com