Wojna nad Orinoko?

Tematyka latynoamerykańska nie wzbudza ani w Kanadzie, ani tym bardziej w Polsce szczególnego zainteresowania. A powinna. W tych dniach na łamach portalu branżowego www.defence24.pl ukazał się materiał opracowany przez “Warsaw Institute”, przybliżający nieco szerszej opinii publicznej kulisy obecnego etapu wenezuelskiej “rewolucji”.
Pomimo wielotysięcznych demonstracji zubożonych i coraz bardziej zdesperowanych obywateli niszczonego zgodnie z ideologicznymi receptami “socjalistycznej gospodarki” kraju, relacjonowanych od CNN po TVN, El Presidente Nicolas Maduro i jego ekipa trzymają się całkiem mocno, w oparciu o siłę lojalnej armii oraz prawie pół-milionowej, paramilitarnej formacji – chavezowskiej “rewolucyjnej milicji boliwariańskiej”.
Kryzys w Wenezueli nie jest wydarzeniem lokalnym, choć tak może być przez nas odbierany. Kraj ten jest w rzeczywistości kolejnym frontem konfrontacji odradzających się ambicji imperialnych Kremla z Waszyngtonem, z cichym, ale znaczącym udziałem Beijing.
Socjalizm, wprowadzony przez Hugo Chaveza, pod obecnymi rządami prezydenta Nicolasa Maduro uczynił z tego bogatego w ropę i inne minerały kraju ekonomiczną pustynię. Inflacja sięga kosmicznych rozmiarów, mówi się o milionach Wenezuelczyków żyjących w obozach dla uchodźców w sąsiednich krajach, zwłaszcza Kolumbii. Obecny kryzys, masowe protesty na ulicach, zaangażowanie się opinii Zachodu po stronie demokratycznej opozycji, uznanie szefa opozycji, Juana Guaido, za legalną głowę państwa przez Waszyngton i Unię Europejską (w tym Polskę – ale akurat nie… Hiszpanię!) – wszystko to nie jest fasadą jakiegoś lokalnego problemu. W tle rozgrywane są bowiem wielkie interesy Rosji, Chin, Saudów czy USA.

Wenezuela jest bankrutem, ale posiada jedne z największych złóż ropy na świecie. Dzięki socjalistycznej gospodarce jej pozycja jako eksportera tego surowca jest słaba. Dzisiejsza niewydajność wenezuelskiego sektora naftowego usuwa jednakże z rynku potencjalnie największego eksportera ropy, a to jest na rękę i Rosjanom i Saudom, gdyż… boli Amerykę. Jednocześnie chińskie oraz rosyjskie banki zainwestowały tu miliardy dolarów i nie chcą “stracić”!
“Strategia supermocarstw”. Ewentualny upadek sponsora/jedynego źródła zaopatrzenia w ropę Kuby musi spędzać sen z powiek zarówno władzom w Hawanie jak i strategom w Moskwie. Moskwa zdaje się zdecydowana na podtrzymanie swoich inwestycji nawet w drodze zbrojnego wsparcia Maduro. W końcu to z rosyjską pomocą, w oparciu o zaawansowaną rosyjską technologię Wenezuela stała się trzecią potęgą militarną kontynentu, ustępując jedynie Brazylii i Kolumbii.
Od czasu do czasu Rosjanie demonstrują militarne znaczenie sojusznika na zachodniej półkuli, dokonując propagandowych lotów przez Atlantyk swoich (pięknych w swej grozie “Białych Łabędzi”) strategicznych bombowców Tu-160, zdolnych do przenoszenia nuklearnych rakiet dalekiego zasięgu. Po starcie z wenezuelskich lotnisk Rosjanie mają w zasięgu owych rakiet całe kontynentalne Stany Zjednoczone. Co o takiej sytuacji myśli POTUS można sobie łatwo wyobrazić.
Często podkreśla się, iż ropa stała się jedynym środkiem płatniczym rządu Maduro. Sięgające daleko w przyszłość kontrakty, opłacane z góry przez Rosjan, w naturalny sposób wzmagają ich zaangażowanie. Bezpośrednim, siłowym zapleczem Maduro nie jest jedynie sama armia, lecz także rozbudowane do poziomu ok. 23 tysięcy ludzi, siły bezpieczeństwa, oparte o kubański personel wojskowy i policyjny. To kubańscy “doradcy” pomagali i nadal pomagają obecnej władzy utrzymać kontrolę nad sytuacją. Mówi się też (w Rosji całkiem oficjalnie) o zwiększającej się obecności rosyjskich najemników. A w tle postępuje proces rabunku wenezuelskich rezerw złota, obliczanych kiedyś na 325 ton. Opinia publiczna nie jest informowana o (podobno!) wielkiej operacji wyprzedaży części tych rezerw złota, zdeponowanego w Rosji, za pośrednictwem rosyjskich i saudyjskich firm. Tajemnicze samoloty wykonują przeloty z Caracas do Moskwy i Dubaju.
Socjalizm, rabunek obywateli i państwa, wojna! Złowroga triada podnosi swą głowę. Kreml gra na terenie zarezerwowanym dla USA w pochodzącej z XIX wieku, “Doktrynie Monroe”. Brukselskie elity mogą sobie uznawać lub nie uznawać za “legalną władzę” w Caracas kogo chcą. Ale, zdecyduje i tak Biały Dom. Będzie zatem wojna w dżungli nad Orinoko?

WMW

PS. Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o triumfie naszych lekkoatletów w halowych ME w la, rozgrywanych w Glasgow. Lekkoatletyka to nie tylko “królowa sportu”, ale mierzalny poziom usportowienia szerokiego społeczeństwa. Skoki narciarskie, podobnie jak mordobicie w ringu, to dyscypliny niszowe, dla najodważniejszych bądź… zdesperowanych. Ale sprinty, biegi, skoki i rzuty to owo szkolne WF, budujące zdrowie narodu-wspólnoty. I fakt, że w naszym “nieszczęśliwym kraju” (definicja red. Michalkiewicza, mistrza satyry politycznej) owa ‘lekka’ ma się dobrze, budzi dumę. Dziękujemy naszym Damom i Panom areny!