Władza walczy z zarazą

Od kilku miesięcy rządy w wielu krajach namawiają, zachęcają lub przymuszają obywateli do pozostawania w izolacji. Powód jest oczywisty: COVID-19. Rząd w Polsce, oczywiście, również wprowadził stosowne zalecenia, umożliwiając jednak pewne odstępstwa od ograniczeń, na przykład w celu przeprowadzenia wyborów prezydenckich. Następnie premier Morawiecki ogłosił, że wirus jest w odwrocie i można pomału wracać do normalności, aczkolwiek z zachowaniem środków ostrożności. Jakby na poparcie tych słów uruchomiono bon wakacyjny i rodacy, przy wsparciu rządu, wyruszyli na zasłużone wakacje. Podróżują i odpoczywają radośnie i z uśmiechem na ustach, co łatwo potwierdzić, gdyż twarze ich przeważnie nie są zakryte maskami. W końcu opalenizna ważniejsza niż jakiś wirus. Opaleniznę widać, a wirusa nie widać, więc nawet nie wiadomo czy istnieje. Ciekawe, że wiele osób nie ma problemu z akceptacją innych, powiedzmy, bytów, których nie widać, ale w wirusa to w życiu nie uwierzą.

Tak więc na czas wyborów i wakacji rząd poluzował restrykcje i, mówiąc kolokwialnie, trochę obywatelom odpuścił. Szkoda, że wirus nie wpisał się w taką sielankową atmosferę i nie odpuścił. Oczywiście, jak zwykle wyolbrzymiam domnie- mane zaniechania rządzących i pewnie oceniam ich niesprawiedliwie. Zaskoczę Was jednak drodzy czytelnicy. W kwestiach dystansowania i izolacji oceniam działania rządu Prawa i Sprawiedliwości bardzo pozytywnie. Otóż, w minionym tygodniu polskie władze pokazały, że zamiast zamykać całe miasta, województwa czy regiony, potrafią z chirurgiczną precyzją selekcjonować i izolować poszczególnych obywateli. Przykładem niech będzie zatrzymanie osoby o pseudonimie Margot. Aktywiści, a do nich należy zaliczyć Margot, są, poniekąd z definicji, aktywni. A aktywność ani aktywizm nie ma nic wspólnego z izolacją. Aktywiści, jak wiadomo, urządzają burdy i rozróby na ulicach, stwarzając tym samym zagrożenie szerszego rozprzestrzeniania się koronawirusa. Wniosek jest jeden: nie stłamsimy krzywej, jeżeli wcześniej nie stłamsimy aktywistów. Z kronikarskiego obowiązku przypomnę, że oprócz stwarzania zagrożenia epidemiologicznego, Margot ma na sumieniu inne przewinienia i przestępstwa. Wśród nich jest aktywne uczestnictwo w „przystrajaniu” pomników w barwy tęczowe, co prowadziło do obrażania symboli państwowych i religijnych. No i jest oczywiście jeszcze sprawa sprzed kilku tygodni, czyli współudział w zatrzymaniu i zniszczeniu furgonetki oraz poturbowaniu kierowcy pojazdu należącego do Fundacji Pro – Prawo do Życia. Fundacja owa propaguje skądinąd słuszne, moim zdaniem, hasła: „stop aborcji” i „stop pedofilii”. Robi to jednak w dość specyficzny sposób, głosząc, że środowiska LGBT uczą dzieci masturbacji i przeżywania orgazmu. Purystów uspokajam, że nie ma powodów się rumienić, gdyż właśnie takie hasła obwoziła po Polsce rzeczona furgonetka. Aktywiści współdziałający z Margot uznali, że to kłamstwa, więc pojazd zatrzymali i uszkodzili, a jego kierowcę potraktowali dość brutalnie. Słusznie więc postawiono im stosowne zarzuty.

Trudno jednak zrozumieć, dlaczego sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o dwumiesięcznym areszcie dla Margot. Dowody dokumentujące omawiany incydent i czynną napaść są dostępne, więc o mataczeniu czy niszczeniu dowodów nie ma raczej mowy. W internecie sam widziałem nagrania wykonane przez wielu świadków. Zniszczenie mienia i napaść na kierowcę to czyny naganne, jednak w podobnych okolicznościach nieczęsto stosuje się areszt. Tak oczywiście mogłaby pomyśleć osoba mało zorientowana i niedoceniająca geniuszu polskiego wymiaru sprawiedliwości. Ja, na szczęście, nie jestem takim naiwnym niedowiarkiem. Zatem od razu zorientowałem się, że areszt to przecież sposób na odizolowanie od reszty społeczeństwa, a tym samym wyeliminowanie potencjalnego zagrożenia epidemiologicznego. Aż strach pomyśleć co by się mogło stać, gdyby okazało się, że Margot ma koronawirusa! Przecież od Margot mogłyby się zarazić setki osób i wtedy trzeba by na furgonetce dopisać kolejne hasło, że LGBT roznosi COVID-19. Na szczęście władza czuwa i do tragedii nie doszło.

Pojawił się jednak inny problem, a mianowicie Władza walczy z zarazą…

Paweł Gębski