Sądzę, że każdy człowiek przygotowując się do ważnej rozmowy z jakimś urzędnikiem wyobraża sobie jej przebieg, a nawet układa cały ten dialog. Tak na zasadzie: „gdy on zapyta o to, to ja odpowiem tak, a jeśli zarzuci mi to, to ja mam taki argument”.

No i tak dalej. I w takich sytuacjach staramy się niejako „wchodzić w buty” naszego rozmówcy, czyli jakby w sposób jego myślenia, interpretacji i reagowania. No i nie ma w tym nic złego tak długo, jak długo w naszych myślach i wyobraźni nie kreujemy według naszych potrzeb przebiegu takiego spotkania, a w szczególności dobrych jego rezultatów. Bywa także, że przygotowując się do takiej rozmowy oczekujemy, że nasz rozmówca będzie starał się „wejść w nasze buty”, pochylić się nad nami, wyrazić prawdziwe zainteresowanie, może zachwyt, ewentualnie wyrazy współczucia i gotowość pomocy.
Nie inaczej bywa w niektórych przypadkach starań imigrantów o prawo pobytu w Kanadzie. Niemalże wszyscy mają zarówno swoje wyobrażenie o otwartości i zapotrzebowaniu tego kraju na obcokrajowców, jak i – co za tym iść powinno – pełnej przychylności wszystkich urzędów państwowych, w jakiś sposób dotykających tej problematyki. Nie mówiąc już o politykach każdego szczebla. Tym bardziej, że w różnych, ogólnie traktujących temat wypowiedziach, spotkać można właśnie te o ich służebnej roli wobec imigrantów, tak potrzebnych dla dalszego rozwoju Kanady.
Oczekując wejścia urzędnika, czy polityka w nasze buty, może należy też najpierw pomyśleć o naszym odpowiednim wejściu w jego. Koniecznie przy tym trzeba pamiętać o zakresie jego obowiązków na zajmowanym stanowisku, czy pozycji. Również, że powinien postępować zgodnie z literą prawa, a nie pod wpływem emocji. Także, że za jego decyzje i działania będzie odpowiednio oceniony przez zwierzchnie instancje. Nie można też zapominać, że taki człowiek może zwyczajnie kalkulować, co przyjdzie mu zyskać, a co straci, pochylając się nad losem jakiegoś imigranta i faktyczną swoją pomocową aktywność zakończyć na wyrażeniu współczucia. Ewentualnie na obietnicy typu: „sprawdzimy, co da się zrobić i postaramy się jakoś pomóc”.
Zauważmy też, że zarówno politycy, jak i urzędnicy państwowi wcale nie śpieszą się z podważaniem tego typu decyzji czy porad. Szczególnie tych, które wyszły z oficjalnych, profesjonalnych źródeł. Za dużo przecież mogą stracić. Natomiast dość chętnie pochylają się nad nimi różni „społecznicy”, w tym także działacze instytucji charytatywnych, a także niemalże etatowe tzw. pomocne dłonie oraz różni sensaci. To ich przecież nic nie kosztuje, a choć przez chwilę w określonym środowisku mogą zdobyć zaintereso- wanie sobą, a może też podziw i mieć swoje 5 minut chwały. Najczęściej niestety przynoszą oni znacznie więcej zła niż dobra, częstokroć bardzo trudnego, albo niemożliwego do naprawienia.
Irena Bartoszewicz
Regulated Canadian Immigration Consultant
Member of the Immigration Consultants of Canada
Regulatory Council # R407591
Tel. 905-290-0870