“ – What is your contingency plan? Your back-up plan?
– No, we don’t have a contingency plan.
– (…) You are geniuses! You are the guys who put a man on the moon! I am sure you have a team of men sitting somewhere there right now, thinking this sh..t up, and somebody backing them up! You tell me you don’t have a back-up plan?”
‘You guys are NASA scene’ – “Armagedon”, 1998

Czy rzeczywiście żyjemy tylko w Ameryce, tej celebryckiej, od rana karmiącej nas papką lekkostrawnej iluzji, że wszystko jest OK – poza tym, skoncentrowanej na sobie, jedynie na sobie?! Zwłaszcza dziś?
Powyższy tytuł, zaczerpnięty został z repertuaru Ramstein, mojej ulubionej kapeli, która próbowała rozliczyć się, poprzez muzykę i teksty, z niemieckim przekleństwem kultu potęgi, wojny i dominacji. Ich muzyka podłożona pod sceny z filmu “Stalingrad” zostają w pamięci.
I do tego Bruce Willis, wypowiadający głupawe słowa, jakże oczywiste dla przeciętnego człowieka, żyjącego w Ameryce przedmieść, z domkami i garażami na dwa auta, z dziećmi w college’ach na prochach od shrinków, wiedzionego przez “prawdy” guru-naukowców, medialnych celebrytów, upadłych aktorów i giga-koncernów farmaceutycznych. Czymże jest owo, cytowane jak motto powyżej, wyznanie wiary w omnipotencję – potęgę państwa?
“Oni” muszą wiedzieć, co zrobić w wypadku kryzysu, nieprawdaż? W końcu to są owi ludzie-znawcy tematu, oni mają pomocnikow, zastępców, do cholery ktoś tym zarządza. Musi zarządzać! “You are NASA guys!!!” – Ne c’est pas?!
Popularne, kasowe filmy dostarczają nam niezliczoną ilość scen i cytatów, ilustrujących naszą obecną sytuację. Zapomniany zapewne przez wielu naszych Czytelników “Armageddon” był właśnie takim filmem, w którym omnipotencja państwa, miliardowe inwestycje w bezpieczeństwo i informatykę, okazały się chybione. Ratunek planety zawisł na łasce tych “nielicznych” – amerykańskich “rednecków”, zwykłych, w sumie pokiereszowanych przez życie, facetów z platformy wiertniczej, gotowych jednakże poświęcić swoje życie dla nas – Ziemian.
Why?
Można by zapytać: – dlaczego to zrobili, dlaczego się poświęcili, ale tu wchodzimy w amerykańską – być może jedynie filmową, choć nie do końca – psyche, której rozbiór zostawimy sobie na inną okazję.
***
Powyższe wprowadzenie skierowane jest do nas samych, Polek i Polaków, żyjących tu, na tym kontynencie i w tej rzeczywistości. Jesteśmy jednakże związani jakimś tajemnym węzłem z krajem pochodzenia, z Polską.

Obchodzimy stulecie Niepodległości? Pytanie, czy przez jeden dzień? Poprzez jedną uroczystość, choćby w Wersalu, White Hall czy Poczdamie? Czy może jednak poprzez uparty, rozłożony na lata, a nawet dekady, proces samoedukacji (samo?) promocji?! Call me stupid!
Jestem pewien, że moje emigranckie pisanie (bezwiednie), jest zwykłym dodatkiem do oczywistej, już od dawna realizowanej strategii istnienia Polski we współczesnym świecie polityki, sprowadzonej niestety, do techniki promocji, wręcz do strategii biznesu. Wierzę, że moi dawni koledzy z NZS (dziś profesorowie i menegerowie), ze strajków na uczelniach, owych kuźniach intelektów, osiedli na ministerialnych stołkach, zrozumieją ową filmową aluzję – “You are NASA, guys!!!”
Wnoszę to pytanie do czynników decyzyjnych Rzplitej “Dobrej Zmainy”. Każdy, kto choć raz dotknął polityki czy biznesu wie – budowa obrazu Polski, jej teraźniejszości, jej bieżącej wartości – oparta jest o budowę “marki” kraju. “Tradesmarks” nie bez powodu chronine są prawnie. Image is a reality. Na budowę obrazu kraju, jako marki politycznej i biznesowej, współczesne potęgi wydają krocie. Owa propaganda kierowana jest zawsze dwustronnie – na zewnątrz, do kupujących – i na wewnątrz, do pracujących nad jej obliczem. Czym byłby Izrael, bez owej “markowej” oceny raju, bezwzględnie realizującego swoje interesy? Czym byłaby Szwajcaria, z jej rangą najwyższego kunsztu pracy. Made in Japan jest dziś podważane na rynkach przez Made in Korea! Nad czym boleją Chińczycy? Nad brakiem rozpoznawalnych, rodzimych marek! Huawey?!
***
Po stu latach od odzyskania Niepodległości – Istniejemy. Czy to wystarczy? Czujemy wszyscy, podskórnie, wyzwania dla naszej egzystencji, dla naszego “ego”. Wyzwania egzystencjonalne!
Czy przetrwamy w obliczu widocznego, jakże możliwego upadku Zachodu?! Nie tylko upadku moralnego – ale politycznego?! Jak budować naszą markę Narodu dojrzałego, politycznego, godnego istnienia?
Odpowiedź jest prosta, bolesna i trudna. Zero magii! Jest natomiast wyzwanie pracy, trudnej, żmudnej i niewdzięcznej. Będziemy istnieć jedynie poprzez promocje własnej historii.
Historia jest bronią biednego człowieka. Tak, ta skazana na niebyt przez lewicowe elity, nam właśnie daje jedyną, wręcz niepowtarzalną szansę na istnienie. W niej bowiem mamy i powód do chwały i materiał do krytycznych, ale twórczych analiz, jak budować państwo i czego unikać!
Podjecie dzieła odbudowy Rzeczpospolitej wydawało się zawsze, po roku 1795 dziełem szaleńca. Jak bowiem można przywrócić do życia byt upadły, nikomu nie potrzebny, przez nikogo nie broniony?
Podniosą się głosy – jakże to?! A Kościuszko?
A ilu za nim poszło? A ile domów magnackich zastawiło majątek, aby Rzplitą ratować?
Sienkiewicz w swym historycznym literackim geniuszu dał nam to zliczenie z Rzeczpospolitą magnacką.
(Cdn) WMWojnarowicz

WMWojnarowicz