“Veni, Vidi, Deus Vicit!” – Wiedeń 1683 – zmarnowany triumf oręża?

“Veni, Vidi, Deus Vicit!” – Wiedeń 1683 – zmarnowany triumf oręża?

12 września mija już 337. rocznica wielkiego triumfu oręża polskiego pod Wiedniem. Jesteśmy dumni z roli, jaką odegraliśmy wówczas, ratując Europę przed inwazją Osmańskiego Imperium. Zdobycie Wiednia otwierało armiom Sułtana drogę do Rzymu! Kto z Państwa nie uczył się o szarży husarii pod Wiedniem?

A jednak historycy nadal spierają się w ocenie polityki Rzeczpospolitej z tego okresu. Nie brakuje krytycznych ocen kampanii, w której polski udział nieomal nazajutrz planowo w Europie  minimalizowano (i marginalizuje się do dzisiaj!), a która politycznie pozycji Polski w żaden sposób nie zabezpieczyła. Z okazji rocznicy Bitwy pod Wiedniem przypomnijmy sobie niektóre aspekty polityki Jana III.

***

Należałoby wspomnieć, iż w okresie szesnastu lat po Wiedeńskiej Wiktorii, Polska stała się częścią potężnego sojuszu, którego ostrze skierowane było przeciwko ogromnemu zagrożeniu zarówno interesów samej Rzeczpospolitej, jak i reszty kontynentu.   

Imperium Osmańskie w roku 1683 zmobilizowało się do ogromnego wysiłku, wiedzione ekspansywnym programem, zakrojonym na wielką skalę. Tureckie ambicje na kontynencie nie miały jakichś naturalnych granic. O tym, jak daleko posuną się osmańskie zastępy, decydowały kolejne starcia bitewne. Poetyckie określenie zadania postawionego przed armią Kary Mustafy – aby sułtańskie konie pasły się w świątyniach Rzymu – dosyć dobrze oddaje nastrój towarzyszący kampanii z początków roku 1683. Zdobycie Wiednia otworzyłoby drogę do Italii. Klęska odsuwała Turcję od środka kontynentu, ale nadal pozostawała ona potęgą, w konfrontacji z którą jej sąsiedzi byli poważnie zagrożeni. Armie tureckie zostały rozbite pod Wiedniem, ale nadal zdolne były zadawać klęski tak Austriakom, jak Rosjanom czy ekspedycjom Rzeczpospolitej. Kontrolowane przez Turków twierdze, jak ta w Kamieńcu Podolskim szachowały rywali.

Sojusz Rzeczpospolitej z Cesarstwem, zawarty pod auspicjami papieża Innocentego XI-go (31 marca 1683) oraz wynikająca z niego odsiecz wiedeńska nie były działaniami przypadkowymi, lecz realizacją odważnej koncepcji politycznej Jana III. Reorientował on swoje zainteresowania z Bałtyku na Morze Czarne. Osią tej nowej polityki była próba ekspansji w kierunku Mołdawii i Wołoszczyzny, aby wyrwać je spod kontroli Porty i poddać wpływom polskim. Dla Rzeczpospolitej ten kierunek ekspansji oferował nadzieję na odzyskanie utraconego Podola i części Ukrainy, oraz zabezpieczenie południowo-wschodnich rubieży.   

Nie mniej ważna była też okoliczność, iż w razie sukcesu Jan III Sobieski mógł liczyć na osadzenie swego syna, Jakuba, jako hospodara na mołdawskim tronie, co dawałoby mu poważny atut w staraniach o elekcyjną koronę po ojcu. Trudno się dziwić 54-letniemu monarsze, iż  myślał o stworzeniu dynastii. Mimo konstytucyjnej elekcyjności tronu, praktyka dokonywania obioru w ramach tej samej linii władców nie była szlachcie polskiej obca. Po Jagiellonach i Wazach – mogliby nastąpić Sobiescy. Myśl nęcąca, a od strony politycznej, służąca dobru państwa, stabilizująca bowiem władzę wykonawczą. Pomysł ten zaakceptuje szlachta za Sasów.

Rodzina Sobieskich miała jednakże w swojej polityce dynastycznej rywali zarówno wewnątrz kraju, jak i na obcych dworach, gdzie starano się o odpowiednią małżonkę dla królewicza. Koligacje rodów panujących w owym czasie były częścią sztuki rządzenia państwami. Afront uczyniony królewiczowi Jakubowi przez samego cesarza Leopolda odebrano jako demonstracyjne odrzucenie jego prób znalezienia małżonki krwi cesarskiej lub królewskiej. (…)

Salwator Wiednia

Na fali wiedeńskiego sukcesu Jan III Sobieski stał się pożądanym partnerem europejskich potęg. W Linzu, 5 marca 1684 roku doszło – w oparciu o dotychczasowy sojusz z Cesarstwem – do odtworzenia Ligi Świętej. Weszły w jej skład naturalnie Państwo Kościelne oraz Republika Wenecka, której interesom handlowym turecka dominacja we wschodniej części Morza Śródziemnego mocno wadziła. Polski król stawał się teraz partnerem papieża, cesarza i weneckich dożów. (…)

 

Moskiewski partner

Zasługą dalekosiężnej polityki Sobieskiego na kierunku mołdawskim, często pomijaną, lub traktowaną jako osobny temat, była normalizacja stosunków z Rosją. W roku 1686 Rzeczpospolita sfinalizowała układ pokojowy, znany jako Traktat Grzymułtowskiego. Król podobno ronił łzy nad ostateczną stratą ziem Ukrainnych, lecz pragmatyzm podpowiadał mu, iż na lepsze warunki w relacjach z rosnącym w siłę Carstwem Moskiewskim nie można było liczyć. Zawarty traktat ustalał ostatecznie przebieg granicy ze wschodnim sąsiadem, która to granica przetrwała na swym południowym odcinku aż do 2-go rozbioru, w roku 1793. Efektem zaś zawartego porozumienia polsko-rosyjskiego było wejście Moskwy w umowę z Ligą Świętą, kończąc formowanie potężnej osi: Wiednia, Krakowa, Moskwy i Rzymu.

Z perspektywy późniejszych wypadków wydawać się może, iż szukaliśmy zabezpieczenia żywotnych interesów Rzeczpospolitej w aliansach z akurat tymi sąsiadami, którzy nas w końcu rozdarli. Czy jednak u schyłku wieku XVII-go możliwe było przewidzenie wrogich aliansów, o wiek poźniejszych?

Efektem wojen tureckich z lat 1683-1699 był ostatecznie Pokój w Karłowicach, zawarty już po śmierci Sobieskiego (1699). Na jego mocy Turcja traciła podstawy swej europejskiej dominacji. Habsburgowie obejmowali Węgry, Wenecja -Dalmację i Peloponez, Rosja brała twierdzę w Azowie. Jedynie Rzeczpospolita nie zyskiwała teoretycznie nic, odzyskała jednakże prawobrzeżną Ukrainę oraz Podole z Kamieńcem, choć sama twierdza została zniszczona. Cel minimum polityki królewskiej można więc uznać za zrealizowany.

WMW