Vanuatu obejmuje 83 (w tym 65 zamieszkanych) przeważnie górzystych wysp pochodzenia wulkanicznego, m.in. Espiritu Santo, Malekula, Efate, Ambrim, Erromango. Występują wąskie niziny nadbrzeżne, na trzech wyspach znajdują się czynne wulkany. Odnotowuje się częste trzęsienia ziemi, powodujące tsunami. Największe miasto Port Vila – stolica, na wyspie Efate – 45 694 mieszkańców (X 2009), drugie większe miasto – Luganville (13 484 mieszkańców) – na Espiritu Santo. Klimat równikowy wilgotny, tutejsze wiecznie zielone lasy równikowe tworzą swoisty mikroklimat wysp. Niektóre wyspy są porośnięte suchymi lasami i sawannami.
Pierwsi ludzie dotarli na teren dzisiejszego Vanuatu około 3000 lat temu.
Pierwszy kontakt lokalnych mieszkańców z Europejczykami miał miejsce w 1606 roku, kiedy na największą wyspę przybył Pedro Fernández de Quirós (nadał im nazwę Terra Austrialis del Espiritu Santo. W 1774 r. James Cook opracował mapę tych wysp i nazwał je Nowe Hebrydy. Na początku XIX w. powstały pierwsze misje chrześcijańskie, a u schyłku XIX w. zaczęli napływać koloniści francuscy i brytyjscy. Wspólna Komisja Morska objęła archipelag zarządem brytyjsko-francuskim w 1887, a 19 lat później wyspy stały się kondominium brytyjsko-francuskim. W trakcie II wojny światowej na wyspach mieściła się baza wojskowa aliantów. W 1977 na konferencji w Paryżu postanowiono przyznać Vanuatu niepodległość, co oficjalnie ogłoszono 30 lipca 1980 r.
Republikę Vanuatu oplata rafa koralowa, a tutejsze wody to wymarzone miejsce dla nurków. Jednak to, co sprawia, że archipelag jest niebezpieczny dla przybyszów to aktywność sejsmiczna i gwałtowna pogoda. Ponad 80 tutejszych wysp jest nieustannie narażona na silne trzęsienia ziemi (średnio ok. 7 stopni w skali Richtera) oraz tsunami, a w okresie od listopada do kwietnia szaleją tu cyklony. Jeśli dodamy do tego setki aktywnych wulkanów, to śmiało możemy uznać Vanuatu za najbardziej niebezpieczny raj na Ziemi.
Między wyspami pływają promy, ale nie kursują one według żadnego kursu, więc trzeba mieć trochę czasu i być elastycznym, żeby z nich korzystać.
Vanuatu nie jest tanim krajem. Na miejscu nie ma prawie żadnego przemysłu, więc praktycznie wszystko, począwszy od wody mineralnej poprzez słodyczne, herbatę, chemię domową, a na samochodach i benzynie skończywszy przyjeżdża na Vanuatu z innych krajów. Produkty spożywcze są w 90% z Australii, reszta jest z Francji. Przez to są one droższe niż w Australii czy Francji. Jedyne tanie lokalne produkty żywnościowe to pieczywo, warzywa i owoce, które są akurat w sezonie i lokalna wołowina.
Efate
Główna wyspa Vanuatu. To tu znajduje się Port Vila, stolica kraju. Ogromna większość turystów przyjeżdżających na Vanuatu odwiedza tylko Efate. W związku z tym wyspa ta nie jest zbyt atrakcyjna pod względem kulturowym. Najlepiej szybko się spakować i jechać na inne wyspy. My zostaliśmy na Efate w sumie 5 dni i teraz tego żałujemy, bo mogliśmy w tym czasie odwiedzić inną, ciekawszą wyspę.
W samym Port Vila nie ma wielu atrakcji, dlatego warto objechać wyspę dookoła. To raptem 160 km. Można to zrobić jadąc na zorganizowaną, półdniową wycieczkę lub wypożyczając samochód. Wypożyczalni jest sporo.
Jeśli ktoś lubi snorkeling to warto wybrać się na Hideway Island, jakieś 20 min autobusem od Port Vila. Wyspa jest prywatna i trzeba zapłacić za wstęp na nią, kosztuje ~ $7.00 za osobę, ale snorkeling jest bardzo fajny. Warto zabrać jakieś kanapki i picie, bo ceny na wyspie są bardzo wysokie.
Espiritu Santo
Epiritu Santo to największa wyspa na Vanuatu, a także druga najbardziej rozwinięta po Efate. Jednak mimo to wyspa jest dużo bardziej autentyczna, a i turystów jest tam niewielu, nie licząc w Luganville, jedynym mias- teczku na wyspie.
W Luganville jest kilka niewielkich supermarketów (dużo gorzej zaopatrzonych niż te w Port Vila), oraz kilka bankomatów. Najtaniej można zjeść w jadłodajniach przy targu. Niedaleko od Luganville, jakieś 20 min jazdy minibusem, znajduje się miejsce o nazwie Million Dollar Point. To tu amerykańskie wojsko, które swego czasu stancjonowało na Vanuatu, wysypało do morza tony sprzętu – czołgi, samochody transportowe i Bóg wie co jeszcze. Przez lata na złomie urosła rafa, miejsce jest fantastyczne do snurklowania. Wstęp kosztuje ok. dolara.
Koniecznie trzeba wybrać się na wycieczkę do Millenium Cave. Organizuje ją każda agencja turystyczna i większość hoteli w Luganville.
Nurkowanie na wraku SS President Coolidge można zorganizować przez jedną z kilku lokalnych agencji. Koszt to około $60 za dwa zejścia pod wodę.

Polecam także wizytę w wiosce Port Orly, jakieś 50 km na północ od Luganville. To niezwykle autentyczne miejsce.
Lokalne agencje turystyczne organizują trekingi do zachodniej części wyspy (własne nogi to jedyny sposób żeby tam dotrzeć). Ceny są jednak bardzo wysokie, szczególnie jeśli nie uda zebrać się grupy.
Tanna
Tanna ma bardzo słabo rozwiniętą infrastrukturę. Nie ma na niej transportu publicznego, więc przemieszczanie się po wyspie jest bardzo kosztowne.
Teren wulkanu Yasur. W promieniu kilkunastu kilometrów nie ma ani jednego sklepu, więc warto zabrać ze sobą pieczywo, konserwy itp.
Na wulkan Yasur można wejść lub wjechać. Wejście trwa jakieś 40 minut. Wstęp na teren wulkanu jest płatny. Na górze warto zjawić się na zachód słońca lub tuż po nim. Spektakl zaczyna się gdy zrobi się ciemno. Do krateru można podejść na jakieś 150 m. Po zmierzchu robi się bardzo wietrznie i zimno. Konicznie trzeba mieć dobrą latarkę, bo zejście na dół do bramy jest bez latarki zupełnie niemożliwe.
Niedaleko wulkanu, w odległości około godziny marszu, jest kilka wiosek bardzo rzadko odwiedzanych przez turystów. Warto do nich zajrzeć.
Tradycyjna wioska Yakel leży jakąś godzinę jazdy od Lanakel – głównego miasteczka wyspy.
Inna wioska – Ipai – nie jest już tak tradycyjna; jej mieszkańcy przebierają się w tradycyjne stroje tylko wtedy kiedy zjawiają się turyści. Nie warto.