„(…) Mieliśmy szansę porozmawiać z prezydentem Dudą w zeszłym tygodniu w Brukseli (…). Podpisaliśmy szereg memorandów, jedno dotyczące cywilnej jednostki jądrowej. Podpisaliśmy też olbrzymie zwiększenie kontraktu gazowego, ogromny potencjał tkwi w amerykańskim LNG (…).

To wszystko da Polsce elastyczność w zakresie strategii energetycznej. Nie da się zapewnić bezpieczeństwa narodowego bez jednoczesnego zagwarantowania bezpieczeństwa energetycznego. Polska zmierza właśnie do bezpieczeństwa energetycznego (…).”
Rick Perry, US Secretary of Energy, 12 czerwca 2019, za: www,defence24.pl

The American Dream
Marzenia kosztują. Dużo, czasem bardzo dużo. Po 200 latach podległości obcym imperiom, po doświadczeniu ludobójstwa, po skundleniu się tak zwanych elit, które powinny nas ciągnąć ku podmiotowości, a ciągną do cudzej budy, wszystko jedno, na Wschodzie czy na Zachodzie – nasze marzenia o wolności muszą iść w miliardy.
It’s economy, stupid! Kupujemy bezpieczeństwo za gaz i za sprzęt. Nie kupujemy “samego” gazu LNG, ani też potwornie drogich F-35, za jakieś 17 miliardów złotych (bazując na cenie, jaką zapłaci Belgia). Wiemy, że koszty szkolenia i przyszłej eksploatacji to dwa razy tyle. Kupujemy miejsce w globalnej układance “Pax Americana”.
Stawiamy na Amerykę. To jest kamień węgielny polityki PiS. Czy na ślepo? Miejmy nadzieję, iż Prezydent Obama – bóstwo liberalnej Ameryki, swoim resetem z Putinem, (ogłoszonym dokładnie 17 września), nauczył nas, że w polityce obowiązuje taka sama zasada, jak przy zakupie używanego samochodu. Ograniczone zaufanie. Dziś, w zmienionej atmosferze geopolitycznej jesteśmy amerykańskim przyczółkiem/bazą wypadową w zbliżającej się, zdaniem wielu ekspertów, globalnej konfrontacji. Nie ma zatem powodów do radości. W Białym Domu trafił się nam jednak polityk, który widzi nas wpisanych w globalny system amerykański. Za ile?
Podpisujmy dowolne kontrakty i deklaracje, szanujmy umowy i sojusze, ale… sprawdzajmy najpierw, nicujmy na wszystkie strony oferty i dokumenty, czy nas czasem “przy okazji” ktoś nie ‘oszwabia’ lub nie ‘judzi’ na sąsiada w swoim, a nie naszym interesie.
Kupujmy najlepszy sprzęt za miliardy, ale dbajmy, aby to był obopólny interes. Twardych negocjatorów się szanuje, naiwniaków nie. Trump na każdym kroku podkreśla zyski dla Ameryki. Czy tak będzie mógł powiedzieć Prezydent Duda, po wizycie? Bez górnolotnych zwrotów, ale z ołówkiem w ręku.
Nie musimy przed nikim udawać, niczego ukrywać. Jesteśmy naznaczeni strachem przed anihilacją, zakorzenionym w ostatnich dwóch stuleciach naszej krwawej historii. Przeciw Niemcom czasem mamy sojuszników, wobec Rosji do tej pory staliśmy sami. Latem 1920 i w 1944/45, i w 1980 też! Nie oszukujmy się – o wbudowaniu nas w struktury Zachodu, po upadku ZSSR, zdecydowali Amerykanie. Jesteśmy w NATO, dobrze. Ale bez wypełnienia uroczystych traktatów żelazną zawartością w postaci nasyconych śmiercionośną bronią najnowszej generacji dywizji i eskadr, pergamin pokryty pieczęciami, zużywa się niezwykle szybko.

***
„(…) Chcielibyśmy, żeby Rosja była naszym przyjacielem, ale niestety Rosja znów pokazuje bardzo nieprzyjemne dla nas imperialne oblicze, a my nie chcemy być w rosyjskiej strefie wpływów i cieszę się, że możemy dzisiaj śmiało mówić, także w związku z obecnością w Polsce militarną USA i NATO, że jesteśmy rzeczywiście przede wszystkim pod względem politycznym częścią Zachodu, bo zawsze nią byliśmy pod względem kulturowym. (…)“
Prezydent Andrzej Duda, Washington, DC, 12.06.2019.

Rosja jest naszym dziejowym konkurentem i strategicznym przeciwnikiem. Czy musi być egzystencjalnym wrogiem?
To zależy od dwóch czynników. Od naszej zdolności obrony, i od sensownej dyplomacji, zwłaszcza tej publicznej. Rosjanie są o wiele mniej emocjonalni w polityce, niż my. Oni są bowiem mocarstwem i tak są traktowani przez naszych sojuszników. A zatem, oni akurat, wbrew spuszczonej ze smyczy agenturze pożytecznych idiotów i płatnych trolli, ujadających dzień i noc: – “Ile to kosztuje!”, zrozumieją nowe zasady relacji z Polską, mocno wbudowaną z zachodnie struktury, zwłaszcza amerykańskie. Pod warunkiem, iż będziemy mówić sensownie i twardo o naszych brzegowych warunkach bezpieczeństwa. Polska nie będzie Ukrainą! Nie będziemy w szarej strefie. Jesteśmy gotowi płacić przez nos za broń i bazy.
Nasze myślenie o polityce międzynarodowej powinna dominować zawsze i wszędzie następująca, zimna obserwacja – jesteśmy tam gdzie jesteśmy, od wieków – na środkowo-europejskiej równinie stanowiącej autostradę potęg, szukających dominacji nad kontynentem, jeżeli nie światem. Nie mamy przyjaciół ani naturalnych sojuszników. Imperia Ottonów i Napoleonów, Chanaty i Sułtanaty, Rzesze, Sowiety, i ktokolwiek inny – muszą po nas przejść w drodze “po swoje”.
Podstawą naszego myślenia o miejscu Polski w świecie nie ma być zatem “popularność” wśród salonowych elit, lecz takie ustawienie Polski, aby miała “za sobą” realną siłę, która ewentualny “marsz na Warszawę” uczyni nieopłacalnym. Taką siłą jest dla nas jedynie USA. “Egzotyczny sojusz”? – zapewne. Ale jedyny wiarygodny.
“Videant consules, … “- uwrażliwiali swoich polityków Rzymianie. Jedynym obowiązkiem rządzących ma być baczenie, aby Rzeczpospolitej nie działa się krzywda.

WMW