Święto Niepodległości – Remembrance Day 2020

11 listopada o godz. 11:11 AM w krajach Wspólnoty Brytyjskiej zapada minuta ciszy. W kanadyjskich szkołach, urzędach, korporacjach zastygamy na moment w poważnym milczeniu. To szczególny dzień, zapisany już od ponad stu lat w zbiorowej pamięci mieszkańców naszego Dominium. Szanujemy Pamięć o tych, którzy polegli na frontach Wielkiej Wojny 1914-1918, a także wszystkich następnych wojen, toczonych wszak daleko od kanadyjskich brzegów, w obronie życia i swobody innych. Dziś tradycyjne, czerwone Poppies przypominają nam o poświęceniu weteranów wielu konfliktów. Jest to dzień zadumy nad naturą ludzką, tak podatną na podszepty najniższych, niszczycielskich instynktów, a jednak zdolną także do najwyższych poświęceń w imię abstrakcyjnych wartości, takich jak “Wolność”. Niestety. “Wielka Wojna” zakończona w listopadzie roku 1918 nie była ostatnią.

                                                           ***

Naszym kanadyjskim przyjaciołom – ba, naszym tu urodzonym i kształconym dzieciom –  trudno wytłumaczyć, iż właśnie owego 11 Listopada Polska, niesiona nadzieją, rozpoczęła swoją Wielką Wojnę!

People carry Polish flags and flares during a march marking the 100th anniversary of Polish independence in Warsaw, Poland November 11, 2018. REUTERS/Kacper Pempel

Kiedy na frontach Europy zapadła cisza, ponurą historię Polski porozbiorowej rozświetliła nadzieja. Wymazana z mapy politycznej Europy i skazana na kulturowe wymarcie wspólnota pochodzenia, języka wiary i ducha – zwłaszcza owego “ducha” narodowej wspólnoty – przebudziła się do nowego życia! Pisałem już o fenomenie naszej pamięci o Pierwszej Wojnie 1914-1918, szczególnie w konfrontacji z dzisiejszą kanadyjską narracją, zdominowaną wizją rozległych wojennych cmentarzy i pól maków in Flanders’ Field. W naszej pamięci koszmarny konflikt lat 1914-1918 nie budzi wielkich emocji. To prawda, że blisko milion Polaków w zaborczych mundurach brało udział w walkach na wszystkich frontach WWI. Ale to nie była nasza sprawa; nie staliśmy świadomie po żadnej stronie konfliktu. Tytaniczne zmagania milionowych armii docierały do nas w doniesieniach prasy i opowieściach świadków, lecz “Wielka Wojna” nie zapisała się w naszej literaturze pamiętnymi obrazami. Ironią losu, wymarzona przez Wieszcza “Wielka Wojna”, niszcząc cywilizację europejską, przyniosła nam wyzwolenie z imperialnych okowów. Powszechny chaos – bratobójczy konflikt Zachodu, na mgnienie chwili rozbił geopolityczne strefy dominacji i pozwolił nam, szlakiem innych narodów Europy Środkowej, sięgnąć po utraconą państwowość.

Gdyby Polska nie “zaistniała” wówczas, w listopadzie roku 1918, gdyby nie wykrzesała w sobie sił na wywalczenie sobie przestrzeni życiowej w początkach roku 1919  i w roku 1920 – nie zaistniałaby już nigdy. Okrzepłe mocarstwa zadbałyby o ład, podporządkowany ich imperialnym interesom w Europe Środkowej. Ich nacjonalizmy, wzmocnione nowoczesną technologią, miałyby przewagę w walce z naszą kulturą. Aparat współczesnego państwa byłyby zabójczo wydajny w zwalczaniu polskiej irredenty, a atrakcja dominującej kultury powoli wynaradawiałaby przeciętnych Polaków. Wojenna klęska imperiów rozpadających się w łoskocie rewolucji otwierała nam dziejową szansę.

Historyczne okazje mają jednakże swe znaczenie tylko wtedy, kiedy są wykorzystane. Decyduje świadomość celu, jak uczył Sun Tzu. Polska wspólnota “ducha”, początkowo jedynie szlachecka, choć pokonana politycznie i militarnie, nie uległa obcej dominacji. Determinacja naszych przodków w walce o odzyskanie Rzeczpospolitej hartowała się pod zaborami, w zaciszu rodzinnych dworów i chłopskich chałup, kościelnych naw czy fabrycznych hal. W 1918 roku, choć rozdzielona kordonami trzech potęg, myśl o odbudowie Państwa ogarnęła szerokie kręgi społeczeństwa, nigdy nie pogodzonego z utratą niepodległości. Otrzymawszy szansę, urzędnicy, rekruci i oficerowie zaborczych armii łączyli swe siły w walce o Polskę, która w owym Listopadzie 1918 nie była już jedynie Ideą. Była bowiem “przyobleczona” w organy polityczne i siły zbrojne, posiadała urzędników gotowych jej służyć i dyplomatów gotowych ją reprezentować. Nie miała jedynie formy państwowo-prawnej ani nie miała granic, poza tymi w marzeniach patriotów, odtwarzających kształt Rzeczpospolitej Obojga Narodów, sprzed rozbiorów. Najważniejszym jednakże elementem politycznej rzeczywistości między pokonanymi, zrewolucjonizowanymi, Rosją i Niemcami, była polska Wola niepodległości – The Will.

Listopadowe święto powinno napawać nas dumą. Przetrwaliśmy wojnę o kulturę, zachowaliśmy język jako narzędzie przekazu kulturowego, nie zaś jedynie etniczną osobliwość. Utrzymaliśmy też zdolność charakterystyczną jedynie dla “narodów historycznych” – determinację do stawania w polu, by szablą odbierać to, co nam obca moc wydarła. Przeszłość nie nastrajała optymistycznie! Nie udało się Legionom Dąbrowskiego ani ‘Czwartakom’ z Królestwa Kongresowego, lecz młodzież szkolona w początkach XX wieku na ich przykładach, w organizacjach strzeleckich czy sokolich, zasiliła szeregi nowych Legionów, formacji tworzonych przez samych zaborców w wyniku sytuacji na frontach Wielkiej Wojny. W ostatecznym rozrachunku uparty polski patriotyzm, wpajany przez długie lata zaborów w szerokie masy ludności, zdołał wytworzyć jednocześnie dwa niezbędne do państwowego istnienia elementy – kadrę polityczno-dowódczą i zdeterminowanych do walki żołnierzy. “Leadership is everything” – mówi znane powiedzenie. Najwyższy kunszt dyplomatyczny Paderewskiego i Dmowskiego w Paryżu połączony z żelazną konsekwencją Piłsudskiego w tworzeniu Wojska Polskiego kierowały wysiłkiem Narodu. Resztę wywalczono “szablą”.

Wbrew posępnym opiniom ‘ekspertów’ i upartej działalności naszych wrogów, Rzeczpospolita ostatecznie “wybiła się na niepodległość”! Pamiętajmy jednakże, iż nic nie jest dane wiecznie.

WMW