Strzelaniny na ulicach naszych miast

Czy politycy rozwiążą ten problem?

Temat przemocy z użyciem broni palnej omawiany był w „Życiu” w minionym tygodniu, jednak uważam, że warto do niego powrócić, aby dokładniej przeanalizować jego aspekty kulturowe i demograficzne. Niektóre z nich są uznawane za tematy wrażliwe i w myśl zasady poprawności politycznej często są pomijane. Niewątpliwie spotkania i wspólne rozmowy burmistrzów głównych miast GTA, takie jak to które odbyło się pod koniec stycznia, są konieczne. Pytanie tylko czy rozmowom takim towarzyszy wystarczająca determinacja, aby sprawę załatwić, nawet jeśli potrzebne będą do tego kontrowersyjne decyzje. Spróbujmy zatem lepiej zrozumieć to zagadnienie.
Aczkolwiek coraz częściej słyszymy i czytamy o strzelaninach w Mississaudze czy w Brampton, to większość takich przestępstw odnotowuje się w Toronto. Rzut oka na mapę pokazującą skalę przemocy z użyciem broni palnej oraz liczbę ofiar (na podstawie danych ze strony internetowej torontońskiej policji) pokazuje, że problemem tym najbardziej dotknięte są dzielnice we wschodniej części miasta oraz obszary wysunięte na północny zachód od centrum Toronto. Sytuacja taka utrzymywała się przez kilka ostatnich lat i potwierdzona została również danymi z roku 2019. Wieloletni trend wskazuje więc, że rejonizacja ta nie jest przypadkowa. Zatem pierwszy krok w kierunku zrozumienia tego zjawiska, a w konsekwencji rozwiązania problemu, powinien polegać na przeanalizowaniu lokalnych uwarunkowań. Warto na wstępie wspomnieć, że mapa przestępczości nie pokrywa się z mapą gęstości zaludnienia w Toronto, tak więc tę prostą korelację można z góry odrzucić.
Za jeden z głównych czynników wpływających na poziom przestępczości uważa się warunki ekonomiczne. Osoby lub grupy społeczne o niskim dochodzie i małych szansach wyrwania się z biedy często uznają, że jedyną możliwością na poprawę ich sytuacji życiowej jest kradzież lub inna nielegalna działalność, która w zamierzeniu ma doprowadzić do szybkiego wzbogacenia się. Handel narkotykami, stręczycielstwo, paserstwo to niektóre z dróg jakie obierają przestępcy. Aby umocnić swoją pozycję w środowisku, często sięgają po broń. Uznają to za konieczne do realizacji swoich celów, które z założenia opierają się na stosowaniu przemocy. Wewnętrzna konkurencja przeradza się nierzadko w wojnę gangów. Tak rozkręca się spirala przemocy, która każdego roku zabija wielu mieszkańców GTA. Nie powinno zatem być zaskoczeniem, że największa liczba przestępstw z użyciem broni palnej występuje w dzielnicach zamieszkanych przez osoby o relatywnie niskim dochodzie. Ograniczone środki finansowe często skutkują niskim poziomem edukacji u dzieci i młodzieży, a to w konsekwencji kształtuje kolejne pokolenia skazane na trudny start w życie i podatne na wpływy środowisk przestępczych. Jest to o tyle ważne, że rejony Toronto, których ten problem dotyczy, cechują się również dużą liczbą urodzeń, a więc wymagają przemyślanych inwestycji w rozwój szkolnictwa i opieki przedszkolnej. Bez spełnienia tego warunku możemy spodziewać się postępującej degeneracji tych obszarów.
Tak więc niski poziom dochodu oraz słaby dostęp do edukacji lub może raczej brak motywacji do podjęcia i kontynuowania nauki, to podstawowe czynniki, które sprzyjają wzrostowi przestępczości. Ale nie jedyne. Otóż mapa przemocy z użyciem broni palnej niemal pokrywa się z mapą ukazującą zróżnicowanie demograficzne Toronto, a zwłaszcza jeden jego aspekt: odsetek mieszkańców o czarnym kolorze skóry. Tak, wiem – temat niewygodny i pewnie lepiej go nie ruszać. Obawiam się, że taką właśnie drogę obrali burmistrzowie miast GTA dyskutujący niedawno o sposobach walki z przestępczością. W żadnej z relacji prasowych z ich spotkania nie znalazłem choćby krótkiej wzmianki na ten temat. Czyż więc jest to problem wymyślony? Czy nie jest faktem, że Czarni mieszkańcy Toronto są szczególnie często odpowiedzialni za przemoc z użyciem broni palnej? Pomijanie tego tematu jest bardzo nieuczciwe. Jest nieuczciwe także, a może zwłaszcza, wobec samych zainteresowanych! Przecież to torontończycy wywodzący się z Czarnej społeczności często są ofiarami tych przestępstw. Prawidłowe zdiagnozowanie i nazwanie problemu są warunkami koniecznymi do jego rozwiązania. I nie może tu być mowy o rasizmie. Wiem jak wygląda rasizm. Przez kilka lat mieszkałem w RPA i widziałem różne jego formy i tragiczne konsekwencje, zatem jestem jak najdalszy od propagowania go. Jednak z pełnym przekonaniem uważam, że jeżeli sprawcy i ofiary tych najcięższych przestępstw skupiają się w konkretnej grupie demograficznej to trzeba o tym jasno powiedzieć. Zamiast ukrywać statystyki warto przeanalizować je dokładnie i skupić wszelkie możliwe zasoby, operacyjne i finansowe, na pomocy tej konkretnej grupie. Kompleksowa walka z przestępczością jest procesem kosztownym, więc należy unikać rozpraszania środków, lecz spożytkować je tam, gdzie problem jest największy. Częstsze patrole i widoczna obecność policji, zdecydowane reakcje w odpowiedzi na podejrzane zachowania – te i podobne działania powinny skupić się na określonej grupie kulturowej, której problem dotyczy w szczególności. O ile nie spotkałem się z szajkami muzyków klasycznych czy z mafiami śpiewaków operowych, to o gangach raperów i podobnych subkultur coś słyszałem. Mam nadzieje, że nasi politycy podejdą do sprawy uczciwie. Nadzieje mam, ale wiary jakoś mało.
Osobną sprawą w kwestii bezpieczeństwa publicznego jest analiza systemu prawnego i sposobu działania sądów. O tym, ale w kontekście sytuacji w Polsce, postaram się napisać za tydzień. Temat bardzo gorący więc zapraszam do czytania.

Paweł Gębski