Wyspy Samoa – grupa 14 wysp wulkanicznych na Oceanie Spokojnym, w Polinezji. Wulkan na wyspie Savaiʻi jest czynny. Główne wyspy to: Savaiʻi, Upolu, Tutuila i wyspy Manuʻa. Archipelag jest podzielony pomiędzy niepodległe państwo Samoa i Samoa Amerykańskie, zależne od Stanów Zjednoczonych.
Wyspy Samoa zostały odkryte w 1. połowie XVIII w. Od XVIII wieku obszar penetracji francuskiej i amerykańskiej. W 1899 na mocy układów politycznych między Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią i Niemcami wyspy zostały podzielone pomiędzy Niemcy (większa część zachodnia) i USA (część wschodnia). W 1919 Samoa Zachodnie przeszło jako terytorium mandatowe pod administrację nowozelandzką, a w 1962 ogłosiło niepodległość (głowa państwa – nieprzerwanie od uzyskania niepodległości król Malietoa Tanumafili II, do 1963 razem z Tupua Tamasese Meaʻole). Obecnie nosi nazwę Samoa i jest pierwszym niepodległym państwem w Oceanii.
Powierzchnia wysp wynosi 3028 km², zamieszkuje je 208 tys. osób (1993). Największym miastem jest Apia (32 tys. mieszkańców w 1986). Ludność Samoa zajmuje się głównie uprawą palmy kokosowej (kopra), kakao, bananów, kukurydzy, ryżu. Znaczącą rolę odgrywa także turystyka – Samoa jest corocznie odwiedzane przez blisko 100 tysięcy turystów.
Wyspy mają piękne pejzaże i wiele przyjaznych ludzi, którzy są dumni ze swojego kraju. Linia brzegowa usiana jest białymi piaszczystymi plażami, w niektórych miejscach, rozciągając się kilometrami. Poza plażami można wypłynąć na błękitne laguny morza, które są rozproszone na ocenie i wyspy tworzą archipelag Samoa, niektóre wyspy są zamieszkałe, a inne tylko są chronione przez rafy koralowe, które utrzymują potężną siłę Oceanu Spokojnego w zatoce. Na Samoa można nurkować, surfować, leżeć na plaży i kosztować lokalnych przysmaków i szukać pamiątek z Samoa!
Główne lotnisko to Faleolo, 35 km od Apia na wyspie Upolu. Na Samoa są dwa browary Vailima i Company. Vailima jest lokalnym browarem na Samoa i to piwo można znaleźć niemal wszędzie, został stworzony przez Niemców i produkuje obecnie jedne z najlepszych piw na Południowym Pacyfiku. Samoa Beverage Company to nowa produkcja napojów i posiada w sprzedaży szeroki wybór napojów. Piwo można kupić niemal wszędzie na wyspach przez cały tydzień, chociaż w niedziele alkohol jest surowo zabroniony, z wyjątkiem sprzedaży w hotelach i restauracjach.
Z Nadi na Fidżi wylecieliśmy w sobotę przed północą. Gdy w trzy godziny później samolot lądował na Samoa była też sobota tyle, że dopiero trzecia nad ranem. W środku tropikalnej nocy przekroczyliśmy linię zmia- ny daty i teraz powtórnie przyjdzie nam przeżyć tą sobotę… Na płycie lotniska w Apii wita nas przyjemny chłodek – tylko 24 stopnie… W sali odprawy paszportowej dwóch gitarzystów w spódniczkach lavalava, z kwiatkiem zatkniętym za uchem śpiewa dla nas rozkołysaną powitalną pieśń. Chciało im się wstać w środku nocy dla kilkunastu pasażerów, który przylecieli z Nadi! – Talofa Samoa! Witajcie na Samoa!… Turystów wita się tu z otwartymi ramionami. I przybywa ich coraz więcej, bo Samoa to nie tylko drugie obok Fidżi najtańsze państewko na Pacyfiku, ale także kraj wspaniałej tropikalnej przyrody i ciekawego folkloru.
Apia leży w głębi zatoki osłoniętej Półwyspem Mulinuu. Miasto jest otwarte w kierunku morza. Jak większość turystów zaczynam jego poznawanie od Beach Road – bulwaru wysadzanego cienistymi drzewami, przebiegającego wzdłuż wybrzeża. Przy nim skupiły się najbardziej reprezentacyjne budowle miasta: nowa siedziba rządu z dachem stylizowanym na strzechę samoańskiej chaty, szacowny kolonialny hotel Aggie Grey’s, kościoły i ustawiona na rondzie stara wieża zegarowa, często pokazywana na pocztówkach.
Ludzie są tu niezwykle sympatyczni – to przecież Polinezja! Piękne kobiety noszą za uchem świeże kwiaty frangipani lub hibiskusa. Już pierwsze godziny spędzone w stolicy przekonują przybysza, że Samoańczycy są wciąż bardzo przywiązani do swoich tradycji. Rodzimy język samoański słyszy się na ulicy częściej niż angielski, a wygodne w upale spódniczki lavalava noszą nie tylko recepcjoniści w hotelu, ale także policjanci, listonosze i wielu zwykłych przechodniów. Miasto zachowało do dziś wiele z dawnej, kolonialnej atmosfery. Na południowe wybrzeże Upolu zjeżdża się z gór wśród szpalerów palm. To tutaj znaleźć można najpiękniejsze plaże, obramowane błękitem oceanu i zielenią tropikalnej roślinności. Przy wielu spośród nich samoańskie rodziny wybudowały fale – plażowe domki będące miniaturami tradycyjnych, owalnych i krytych strzechą domostw bez ścian, które dominują w tutejszych wioskach
W biurze informacji pytam o zabytki. – Trzeba przejść się na Półwysep Mulinuu, tam znajdziesz grobowce naszych dawnych wodzów i stary parlament! Tylko nie zachowuj się tam zbyt głośno! Duchy wodzów tego nie lubią; jeśli się im narazisz, to może ci się przydarzyć coś niedobrego! Społeczeństwo na Samoa wciąż jeszcze zorganizowane jest tak, jak przed wiekami. Każda rodzina ma tu swojego patriarchę, którego nazywają matai. Wszyscy matai z jednej wioski tworzą radę zwaną fono. Wybierany na trzy lata przewodniczący fono reprezentuje wioskę wobec władz. Matai, których jest na Samoa ponoć około 15 tysięcy wybierają spośród siebie 45-osobowy parlament, który zbiera się w stylizowanym budynku obok grobowców wodzów.
Gdy słońce zapada za horyzont idę do eleganckiego hotelu “Aggie Grey’s” na folklorystyczny wieczór „Fia-fia” ze śpiewami i tańcami. Takie występy to samoańska specjalność – popisują się podczas nich nie zawodowi artyści, ale amatorzy – pracownicy hotelu, którzy na codzień są kelnerami czy pokojowymi. Każdego dnia występy odbywają się w innym hotelu – istnieje więc swego rodzaju rywalizacja… Z początku przeraziła mnie cena imprezy obejmująca także kolację: 55 tala, ale potem okazało się, że można także znaleźć się tam płacąc tylko 15 tala za sam spektakl. Wierzcie mi – warto! Zachwyciły mnie śpiewy barwnie ubranych kobiet i tańce półnagich wojowników.
Ale najbardziej efektowna była zespołowa żonglerka płonącymi pochodniami – to samoańska specjalność – takich wyczynów nie widziałem na innych wyspach Pacyfiku!
Kolejną niezaprzeczalną atrakcją Apii jest poranny targ rybny. Trzeba (i warto) wstać jeszcze przed świtem, by jeszcze w ciemnościach znaleźć się w hali koło rybackiego portu (to wciąż centrum stolicy) i popatrzeć, co miejscowi rybacy złowili ostatniej nocy. Ryby są okazałe – różnych kolorów i różnej wielkości. Niektóre – jak widzicie – tnie się od ręki, by umożliwić klientowi kupno odpowiedniej dla niego, niewielkiej ilości. Bo kto kupi do domu 1,5-metrowego tuńczyka?…
Z górzystego wnętrza wyspy płyną do oceanu wartkie rzeki, tworząc w kilku miejscach malownicze, wysokie nawet na 50 metrów wodospady. To ulubione miejsca niedzielnych wycieczkowiczów ze stolicy, ale dziś jest przy nich pusto. Z upodobaniem fotografowałem te samoańskie siklawy…
Dla smakoszy zanotowałem coś o miejscowej kuchni: najpopularniejsze miejscowe dania to palusami – wołowina zapiekana z młodymi liśćmi taro, cebulą i mleczkiem kokosowym, taofolo – owoce drzewa chlebowego pieczone w liściach taro z dodatkiem mleczka kolosowego, fa’usi – pudding z owoców chlebowca. Łakomczuchy mogą spróbować także dań rybnych: faiaipusi – węgorza w kokosowym mleczku lub faiaifee – przyrządzonej w podobny sposób ośmiornicy.
Wojciech Dąbrowski