Raising of the Flag –
– National Independence Day of Poland

12 listopada, na tle błękitnego nieba i nobliwej ontaryjskiej Legislatury, na mroźnym wietrze załopotała Białoczerwona. Ceremonia honorowania ważnych wydarzeń z historii społeczności tworzących wielokulturową mozaikę Ontario poprzez podnoszenie Flagi przed Parlamentem jest piękną tradycją. Słowa uznania dla Pana Konsula Generalnego RP, K. Grzelczyka, dzięki staraniom którego udział w tej uroczystości wzięli konsulowie generalni najważniejszych naszych partnerów w NATO i Unii.
Obecni byli Konsulowie Generalni (w porządku alfabetycznym): Chorwacji – Ante Jović, Francji – Tudor Alexis, Hiszpanii – Marcos Vega, Serbii – Vasilje Petković, Niemiec – Thomas E. Schulze, USA – Greg Stanford oraz Węgier – Valer Palkovits. Przybyli także: vice-konsul Japonii – Satoshi Ominato, reprezentanci konsulatów Izraela – Stefan Dobrowolski i Zjednocznego Królestwa – Pani Lauren Frater.
W zabytkowych wnętrzach Budynku Legislatury, w salach sektora Gubernatora Generalnego odbyła się część oficjalna ceremonii. Reprezentująca Premiera Doug’a Forda, Pani Minister Kinga Surma, oraz posłowie-reprezentanci opozycji: Tom Rakocevic z NDP i b. Premier, Pani Kathleen Wynne, w swoich przemówieniach podkreślali uznanie dla polskiego wysiłku zachowania tożsamości przez lata zaborów oraz determinacji w odbudowie Ojczyzny. Doceniono też współczesną historię naszej trudnej drogi od komunizmu do demokracji.
Kanada była naszym partnerem i sojusznikiem w tych wysiłkach. Zbieżność wojennych losów Polski i Kanady przekłada się dziś na nasza bliską współpracę w ramach NATO w konkretnym, wymiernym wysiłku zachowania pokoju i bezpieczeństwa we współczesnym świecie – podkreślił w swoim wystąpieniu Pan Konsul Generalny RP, K. Grzelczyk.

***
Remebrance Day – Dzień 11 listopada – w Kanadzie obchodzony jest niezwykle uroczyście. O godz. 11:11 AM w całym kraju zapada minuta ciszy. To szczególny moment, wyryty od ponad wieku w zbiorowej pamięci mieszkańców naszego Dominium. Szanujemy Pamięć o tych, którzy polegli na frontach wojen, toczonych wszak daleko od kanadyjskich brzegów, w obronie zycia i swobody innych. Jest to dzień zadumy nad naturą ludzką, zdolną tak szybko do ulegania najniższym, niszczycielskim instynktom, a jednak zdolną także do najwyższych poświęceń w imię abstrakcyjnych wartości, takich jak “Wolność”, “Niepodległość” czy “Solidarność”.
Da nas, Polek i Polaków, żyjących w Kraju Ojczystym lub rozproszonych, od dekad lub od kilku lat zaledwie, “od Chicago do Tobolska”, dzień ten znaczy radosny moment w raczej ponurej historii Polski minionych dwustu pięćdziesięciu lat. Wymazana z mapy politycznej i skazana na kulturowe wymarcie wspólnota pochodzenia, języka wiary i ducha – zwłaszcza owego “ducha” narodowej wspólnoty – zmartwychwstała!
Historycy, bez względu na ich ideowe zapatrywania i oceny polskiej historii, zgodni są co do tego, iż odzyskanie polskiej państwowości dokonało się w wyjątkowym okresie. Powszechny chaos – bratobójczy konflikt Zachodu, niszczący podstawy europejskiej cywilizacji, który na mgnienie chwili otworzył kraty więzień – pozwolił nam i innym narodom Europy na sięgnięcie po utraconą państwowość. Ironią losu – Wielka Wojna, wywołana imperialną rywalizacją mocarstw przyniosła rozpad imperiów i wyzwolenie ludów.
Gdyby Polska nie “zaistniała” w roku 1918, nie zaistniałaby już nigdy. Okrzepłe mocarstwa zadbałyby o ład, podporządkowany ich imperialnym interesom w Europe Środkowej. Ich nacjonalizmy, zmocnione nowoczesną technologią, miałyby przewagę w walce z naszą kulturą. Fascynujący jest tu przykład, jak (niezamierzenie) nowa dziedzina sztuki, kinematografia, docierająca w języku niemieckim, np. do Polaków w Bydgoszczy, wzmacniała proces germanizacji.
Aparat współczesnego państwa byłyby zabójczo wydajny w zwalczaniu polskiej irredenty, a atrakcja dominującej kultury pogłębiałaby wyłomy w świadomości przeciętnych Polaków. NB. Popatrzmy tylko na łatwość, z jaką dziś tak wielu “ludzi kultury”, najwyraźniej głęboko zakompleksionych, “czuje się Europejczykami” – gardząc swymi korzeniami i narodową wspólnotą. Niesławne wyznanie magnata-renegata, rzucone w roku 1795, w chwili trzeciego rozbioru: – “Ja już się czuję Rosjaninem”, znajduje swe współczesne naśladownictwo.
Listopad 1918 roku dawał okazję. Historyczne okazje mają jednakże swe znaczenie tylko wtedy, kiedy są wykorzystane. Polska wspólnota “ducha”, początkowo jedynie szlachecka, choć pokonana politycznie i militarnie, nie uległa. Choć rozdzielona kordonami trzech potęg, ogarnęła szerokie kręgi społeczeństwa, nigdy nie rezygnując z marzenia o odzyskaniu niepodległości. Popularna piosenka Jana Pietrzaka, która stała się 40 lat temu niejako hymnem mojej generacji, oddaje skomplikowany proces przetrwania ducha polskiej wolności w ciągu mroków zaborów: – “Zrywał uczeń portret cara, … dumne wiersze pisał Norwid”.
Przetrwaliśmy wojnę o kulturę, zachowaliśmy też zdolność do stawania w polu, by szablą odbierać to, co nam obca moc wydarła. Nie udało się Legionom Dąbrowskiego ani ‘Czwartakom’ z Królestwa Kongresowaego, lecz młodzież szkolona na początku XX wieku na ich przykładach w organizacjach strzeleckich czy sokolich, zasiliła szeregi nowych Legionów, formacji tworzonych przez samych zaborców w wyniku sytuacji na frontach Wielkiej Wojny. Najwyższy kunszt dyplomatyczny Paderewskiego i Dmowskiego w Paryżu połączone z żelazną konsekwencją Piłsudskiego w tworzeniu Wojska Polskiego, razem z owym wpojonym w szerokie masy ludności patriotyzmem sprawiły, iż Rzeczpospolita “wybiła się na niepodległość”!
WMW