•   Wednesday, 06 Jul, 2022
  • Contact

Jak mężczyźni zabijają kobiety?

Winna jest pandemia

Od momentu wybuchu pandemii liczba zabójstw w Polsce zaczęła rosnąć. Giną coraz częściej kobiety. We własnych domach, łóżkach. — Jednym ze stałych scenariuszy jest awantura rodzinna, podczas której jednej ze stron puszczają hamulce. Tu często dochodzą motywy zdrady, zazdrości — mówi dr Jerzy Pobocha, biegły psychiatra sądowy. Ale wciąż zdarzają się też zbrodnie jeszcze mroczniejsze, jak zabójstwo 18-letniej Magdy z Sulikowa.
Do jednego z mieszkań wezwanie dostaje straż pożarna. Ogień szybko udaje się opanować, ale strażacy w jednym z pokoi odkrywają ciało młodej kobiety. Jest przykryte narzutą, która jako pierwsza zajęła się ogniem. Drobna kobieta nie zginęła jednak w wyniku pożaru. Na jej ciele biegli znajdują w sumie 160 ciosów nożem.
Zatrzymany kilka miesięcy później 26-letni Przemysław Ł. podczas procesu próbuje przekonać, że działał w obronie własnej. Ale jego wersji trudno dać wiarę. Biegli wskazują jednoznacznie, że ofiarę zaatakowano w łóżku. Później Przemysław Ł. krążył wokół niego i dźgał. Głównie w okolicę klatki piersiowej, ale gdy osunęła się na kolana, kolejne rany zadawał od pośladków aż po szyję.
Później umył swoją szklankę, przykrył zwłoki narzutą, podpalił ją i uciekł.
Tego roku w Polsce zamordowanych zostało 1188 osób.


•••


Natalia ma zeznawać w prokuraturze. Jest nauczycielką. "Najwspanialsza nauczycielka, przecudowna osoba, kochana matka" — wspominać będą później uczniowie. Pod budynkiem prokuratury Natalia spotyka swojego byłego partnera. Kobieta jest z siedmioletnim synem. Właściwie od razu Mateusz N. sięga po nóż. Zadaje Natalii kilka ciosów, a później się okalecza. Jemu pomocy udziela wezwany na miejsce zespół pogotowia ratunkowego. Dla Natalii nic zrobić nie mogą, choć próbują. Kobieta ginie na miejscu. Wszystko widzi jej siedmioletni syn.
— Ten mężczyzna być może chciał udowodnić kobiecie, że ona nie będzie zeznawać w prokuraturze. Zabrał ze sobą nóż, więc nie możemy mówić, że sięgnął po niego typowo w afekcie. Może niekoniecznie szedł tam z myślą, że zabije. Mógł myśleć, że ją zrani, wystraszy. Ale zabił. Zadał jej wiele ciosów nożem, co zdaniem profilerów świadczy zazwyczaj o emocjonalnym działaniu sprawcy — komentuje dr Jerzy Pobocha, biegły psychiatra sądowy.
Statystyki dotyczącej liczby zamordowanych w tym roku osób na razie nie ma. Przed nami jeszcze ponad połowa roku.
W zeszłym było 625 zabójstw. W 2020 — 641. W większości ofiary to mężczyźni, jednak liczba ofiar wśród kobiet wzrasta. Same dane dotyczące zabójstw są najgorsze od blisko dekady.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego coraz częściej giną kobiety, choć to liczba ofiar wśród mężczyzn wciąż jest większa. Jednak charakter tych zabójstw bardzo się zmienia. Coraz rzadziej mamy do czynienia z zabójcami, którzy mordują swoje ofiary z zimną krwią, jak robił to na przełomie lat 90. i dwutysięcznych Krzysztof Gawlik, ps. "Skorpion".
On zabił w sumie pięć osób. Strzelał z pistoletu typu Skorpion. Jak mówił, lubił patrzeć na umierających. Z więzienia wyjdzie najszybciej w 2051 r. Będzie miał wtedy ponad 90 lat.
Dziś, jak mówią specjaliści, do zabójstw dochodzi najczęściej w domowym zaciszu.
— Ten ogromny wzrost liczby zabójstw po 1989 r. był wynikiem transformacji ustrojowej. Podobnie było w Niemczech, kiedy też zmieniał się ustrój, choć nie na taką skalę, jak w Polsce. Wynika to z destabilizacji społecznej. Tu mogę podać przykład najbliższy, kiedy w 1939 r. moja matka uciekła do lasu przed wojskami niemieckimi. Po powrocie okazało się, że dom został ograbiony przez Polaków. To samo było w 1945. Podobnie jest teraz podczas zamieszek w Stanach Zjednoczonych, czy gdziekolwiek indziej. Ludzie wykorzystują sytuację rozstroju społecznego. Tak samo było z zabójstwami na przełomie lat 90. i dwutysięcznych — mówi dr Jerzy Pobocha, biegły psychiatra sądowy.
— Trzeba także pamiętać, że wtedy mieliśmy największą przestępczość zorganizowaną. Teraz do morderstw dochodzi naj- częściej w domowym zaciszu. Jednym ze stałych scenariuszy jest awantura rodzinna, podczas której jednej ze stron puszczają hamulce. Tu często dochodzą motywy zdrady, zazdrości — dodaje.
Zabójcza pandemia
Zdaniem specjalistów wpływ na wzrost zabójstw w Polsce miała pandemia. W ostatnich dwóch latach znacząco spadła liczba bójek i pobić. Podobnie było z rozbojami. Znacząco wzrosła z kolei liczba zabójstw.
— Niestety, udowodnione zostało, że naturalnym zjawiskiem jest wzrost agresji w momencie, w którym przebywamy długo na ograniczonej przestrzeni. Zresztą, takie badanie zostało przeprowadzone również na zwierzętach. W momencie, w którym zwierzętom ograniczano przestrzeń, zaczynały być agresywne i atakowały siebie nawzajem. To samo jest u ludzi. Takie zamknięcie w niewielkiej przestrzeni, jak w przypadku lockdownów, spowodowało wzrost konfliktów. Pojawiały się wzajemne pretensje. Mąż, którego często nie było w domu, nagle przebywał w nim cały czas. Mogły pojawiać się wzajemne roszczenia, żale, pretensje. Tu wystarczył właściwie punkt zapalny, by skończyło się tragedią. Mogło pójść nawet o zwykły remont — przekonuje dr Pobocha.
Pojawiał się też czynnik dodatkowy. Alkohol. W dobie pandemii społeczeństwo zaczęło pić coraz więcej, a alkohol często niweluje hamulce, które mamy w życiu codziennym. Połączenie tych elementów — jak przekonuje psychiatra sądowy — daje nam mieszankę wybuchową.
— Myślę, że tutaj nasz rząd i służba zdrowia nie przewidziały pewnych sytuacji. Powinny pojawiać się komunikaty takie, jak te, które ostrzegają przed burzami. Powinny mówić o tym, jak ta sytuacja może na nas wpłynąć pod kątem psychicznym. Być może wtedy nie mielibyśmy takiego wzrostu zabójstw, jaki mamy teraz. Świadomość jest ogromnie ważna. Tymczasem pod kątem prewencyjnym nie zadziało się nic. Nie wykorzystano środków masowego przekazu, by nam powiedzieć, że te nasze emocje to wynik zamknięcia, a nie tego, że żona jest zła — tłumaczy
— Myślę, że tutaj nasz rząd i służba zdrowia nie przewidziały pewnych sytuacji. Powinny pojawiać się komunikaty takie, jak te, które ostrzegają przed burzami. Powinny mówić o tym, jak ta sytuacja może na nas wpłynąć pod kątem psychicznym. Być może wtedy nie mielibyśmy takiego wzrostu zabójstw, jaki mamy teraz. Świadomość jest ogromnie ważna. Tymczasem pod kątem prewencyjnym nie zadziało się nic. Nie wykorzystano środków masowego przekazu, by nam powiedzieć, że te nasze emocje to wynik zamknięcia, a nie tego, że żona jest zła — tłumaczy.
Jak mówi, zdecydowana większość zabójstw w Polsce to obecnie zbrodnie popełniane w domach, wśród najbliższych. Zabija mąż, żona. Najczęściej w afekcie, podczas awantury domowej. Podobnie jest w relacjach między dziećmi a rodzicami. Tu też podczas zbrodni najczęściej górę biorą emocje. Ale są wyjątki. Jak historia studenta, który zabił własną matkę, a jej ciało ukrył w tapczanie. Dr Pobocha dokładnie pamięta, jak opiniował jego stan psychiczny w chwili popełniania zbrodni.
— Między nim a matką konflikt narastał od wielu lat. Chodziło o edukację. W wigilię doszło do kolejnej awantury. Matka uderzyła go lekko w twarz, a jemu spadły okulary. To okazało się zapalnikiem. Schylił się po te okulary, zobaczył, że pod stolikiem leży płaskownik. Tym płaskownikiem zabił swoją matkę. Tu można byłoby mówić o tym elemencie emocjonalnym, ale sprawa wcale nie była taka oczywista. Po tym, jak zabił matkę, jej ciało ukrył w tapczanie. Na tym tapczanie uprawiał później regularnie seks ze swoją dziewczyną. To świadczy o zaburzonej osobowości, o defekcie uczuciowości wyższej — tłumaczy.
Gwałcą i zabijają
W zeszłym roku całą Polską wstrząsnęła historia 18-letniej Magdy, której ciało znaleziono w lesie niedaleko rodzinnej miejscowości. Zabójcą nastolatki okazał się Dawid J. Mężczyzna już wcześniej odsiedział wyrok za zabójstwo. Był najmłodszym przestępcą seksualnym w Europie. Miał zaledwie 14 lat, gdy zgwałcił i zabił swoją o rok młodszą koleżankę. Był 2006 r., 15 lat później — mając partnerkę i dzieci — w podobny sposób zamordował 18-latkę.
Zdaniem dr. Pobochy problemem są błędy dotyczące oceny osadzonych, którzy opuszczają zakłady karne, mimo że nie powinni. Powtarzalność zbrodni jest dość częstym zjawiskiem. Tak było w przypadku zabójcy 18-letniej Magdy z Sulikowa. Tak było przy- padku Ryszarda D., który w 2010 r. porwał, ciężko pobił i porzucił nagą pod sklepem 10-latkę. Siedem lat później, po tym jak wyszedł wcześniej za dobre sprawowanie, porwał i skrzywdził kolejną dziewczynkę. Tym razem 12-letnią.
— Trzeba pamiętać, że nie zawsze resocjalizacja ma szansę być skuteczna. Mamy takich przykładów wiele. Jak historia zabójcy, który obcinał swoim ofiarom piersi. U niego pojawiało się silne podniecenie seksualne w momencie dokonywania zbrodni. Po pierwszym zabójstwie trafił do więzienia. Sprawował się bardzo dobrze. Po wyjściu z więzienia założył rodzinę, ale po jakimś czasie rozszedł się z żoną. Po tym rozstaniu zabił kolejną kobietę. To była właściwie kopia pierwszej zbrodni. Obciął ofierze piersi, a zwłoki rozczłonkował — mówi specjalista.
I dodaje: — Uważam, że powinien powstać rejestr najgroźniejszych przestępców. Podobny do tego, w którym znajdują się pedofile. Społeczeństwo powinno być ostrzegane, że dana osoba może być niebezpieczna. Życie jest ważniejsze niż dobra osobiste.
Bardzo często słyszę od badanych przestępców, że gdyby "nie powiedziała, że na mnie doniesie to bym jej nie zabił"
Sporą część statystyk dotyczących morderstw popełnianych na kobietach to właśnie ofiary gwałtów i innych napaści seksualnych. W Polsce wciąż nie ma zakrojonych na szeroką skalę zajęć dla kobiet. Temat wykorzystywania seksualnego, samoobrony, jak i zachowania, wciąż jest tabu.
— Bardzo często słyszę od badanych przestępców, że gdyby "nie powiedziała, że na mnie doniesie, to bym jej nie zabił". W Stanach Zjednoczonych już od dawna prowadzone są szkolenia dla kobiet, które mają pomóc im uniknąć gwałtu. Uczą też tego, jak zachować się po gwałcie. Niestety, powiedzenie sprawcy po gwałcie, że doniesie się na niego policji, może skończyć się tragicznie. I tak też się kończy w dużej części przypadków — twierdzi dr Pobocha.

Alicja Wirwicka

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: