Minął rok od przejęcia przez Mateusza Morawieckiego obowiązków Premiera RP. Dla “żelaznego” elektoratu PiS, czy szerzej – “dobrej zmiany”, postawienie bankiera Morawieckiego na czele rządu budziło i budzi spore wątpliwości. Kiedy PMM zastępował w urzędzie popularną w PiSowskich szeregach Beatę Szydło, ciepłą i troskliwą gospodynię, taką polską wersję “Mutti” Merkel, założono, iż Prezes JK realizuje przemyślny plan. Po samozaoraniu się totalnej opozycji PO/KODu z Mateuszem Kijowskim na owej mitycznej “ulicy” z zapowiedzi G.Schetyny, przyszedł czas na skuteczną neutralizację “zagranicy”.
W zgodnej opinii obserwatorów, młody Morawiecki miał pokazać w Unii i poza nią inną twarz polskiej prawicy – inną, niż ta rysowana przez GW/TVN. Miała to być twarz człowieka finansowego sukcesu, bankowca-technokraty, kontrolującego politykę finansową oraz budującego gospodarkę państwa. Przede wszystkim zaś nowoczesnego, polskiego polityka, mówiącego tym samym językiem, osadzonego w tych samych kręgach biznesowych, co decyzyjne elity Zachodu.
Jeżeli spodziewano się po tym manewrze swoistej “pacyfikacji” Brukseli, to miniony rok takich nadziei nie spełnił. Pomijamy tu spektakularną wpadkę Premiera na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, gdzie zdolność wypowiadania się po angielsku nie poszła w parze z rozwagą, co i jak należy mówić w kontekście debaty o polskim udziale w Holokauście.
Przez cały rok 2018 Polska była pod pręgierzem EUrokratów, choć ostatnio w coraz lepszym towarzystwie, bo poza ‘nacjonalistyczną“ Warszawą, sztorcowani i wskazywani palcem jako “wrogowie ludu” są także: “autorytarny” Budapeszt i “populistyczny” Rzym. Czy tak będzie w 2019?
Do maja na pewno! Komisja Europejska, błagana wręcz o interwencję przez emisariuszy “totalnej” opozycji (Czytelnicy pamiętają może jeszcze, z jaką atencją i nadzieją, godną polityka wielkiego kalibru przyjmowany był w Brukseli Mateusz Kijowski?), bez przerwy Polskę strofuje i oskarża. Są to działania niosące poważne konsekwencje, jak pokazuje skuteczne zablokowanie w Trybunale Sprawiedliwości UE reformy sądownictwa, realizowanej przez min. Ziobro metodą “kija” – “wyrzucenia” na emeryturę starej kadry.
Oczekiwanie, iż PMM zdoła na tym polu ‘oczarować’ Junckera czy Timmermansa, powstrzymując konkretne posunięcia KE w temacie sądów, najwrażliwszego elementu w liberalnej teorii państwa – jeżeli takowe istniały – dowodziłyby myślenia życzeniowego w centrum decyzyjnym PiS. TSUE nakazało powrót do status quo ante i mimo buńczucznej retoryki, rząd i Pan Prezydent musieli położyć uszy po sobie. Zmiany cofnięto. Pani prof. M. Gersdorf , Pierwsza Prezes SN, nadal pełni swoje obowiązki i dokończy konstytucyjnej kadencji. Reszta to szum medialny, najwyraźniej nie wpływający na sondaże.
Nie ulega jednak wątpliwości, iż w bezpośrednich rozmowach z elitami Zachodu Morawiecki sprawdza się. Jest kompetentny i wiarygodny dla środowiska biznesowego. Dotyczy to zwłaszcza sfery przekazu medialnego. Premier Morawiecki wypowiadający się swobodnie w studio CNN czy grlilowany przez eksperta CNBC dociera nie tylko do ideologicznie głuchej, amerykańskiej lewicy, ale przede wszystkiem do ludzi biznesu, których nie obchodzą niuanse ideologiczne, lecz chcą gwarancji stabilnej polityki gospodarczej. W tych środowiskach PMM jest niezbędnym równoważnikiem celebrytów w rodzaju Radka Sikorskiego czy jego Małżonki, którzy ferują autorytatywne, negatywne oceny Polski, powielane w innych mediach.
Jeden, nawet najlepszy wywiad Morawieckiego w głównych mediach US to oczywiście kropla w morzu medialnych potrzeb. Polska nadal nie wypracowała metody mówienia o swoich interesach w języku zrozumiałym dla zachodnich elit. To, że mają one swoich faworytów w Warszawie nie musi oznaczać, iż nie można dotrzeć do zachodniego lub amerykańskiego odbiorcy z klarownym przekazem, jak reformy PiS, jak polska polityka może przełożyć się na wzmocnienie zachodniej wspólnoty.
Wbrew pozorom, mimo ideologicznego rozziewu z tonem liberalnych mediów, poważni politycy i środowiska biznesowe Zachodu są w stanie zrozumieć polski punkt widzenia. W końcu NATO przyjęło polskie obawy względem agresywnej polityki Rosji, coraz więcej ludzi dostrzega groźne, polityczne aspekty Nordstream2. Przekaz medialny kierowany na Zachód, do UE i Ameryki nie musi ograniczać się do tekstów redaktorów “Wyborczej”. Konieczny jest jednak przekaz “w języku” zachodnich wartości i wrażliwości. Trzeba podejmować debatę, uwzględniając specyfikę drugiej strony. Zamiast tonu ‘historycznej’ wyższości, tak często widocznego w naszej narracji (przysłowiowy widelec), konieczne jest podkreślanie wspólnych interesów.
Do tego potrzebni są jednak rządowi, Polsce, ludzie znający zachodnią mentalność, obyci w zachodnim świecie wartości. Nie ideolodzy, nie apologeci, lecz raczej ‘przewodnicy’, pomagający naszym zachodnim partnerom zorientować się w polskiej specyfice.
Skoro szefem rządu PiS mogła zostać taka osoba jak M. Morawiecki, nic nie powinno stanąć na przeszkodzie, aby zacząć tworzyć strumień informacji rządowej w tym samym duchu.
Gwarantem naszego bezpieczeństwa jest silna i solidarna Unia Europejska. Nie ta Unia, jaką wymarzyli sobie Spinelli z… Macronem, ale ta, jaką stworzyli Schuman z Monetem i De Gaulle z Adenauerem. Polska może być proponentem takiej Unii, jeżeli będzie operowała unijnym językiem, eksponując własne wartości w łączności z wartościami UE. Wbrew bredniom Wałęsy, bliżej nam do ‘Waszyngtonu’ i Paryża, niż do Moskwy!
WMW