Urzędnicy miasta Toronto we współpracy z policją municypalną niespodziewanie przeprowadzili rewizję w CAFE przy Harbord Street w pobliżu Spadiny.
Kilka dużych worków wypełnionych produktami z konopi i nieujawnioną ilość gotówki usunięto ze sklepu, ale policja jeszcze nie ujawniła, czy zostały nałożone jakiekolwiek kary.

Świadkowie twierdzą, że obsługa sklepu była wyraźnie zdenerwowana i że podczas nalotu obecny był mężczyzna, który twierdził, że mieszka w tym miejscu.
Domniemanemu rezydentowi towarzyszył prawnik, który wcześniej z powodzeniem reprezentował tę sieć sklepów w podobnych okolicznościach.
CAFE wykorzystało to, co eksperci nazywają „luką prawną” w ustawie o kontroli konopi i od kwietnia uniemożliwiają miastu zamknięcie co najmniej dwóch lokalizacji.
Ustawa stanowi, że funkcjonariusze mogą zamknąć placówkę tylko wtedy, gdy ktoś jest oskarżony o przestępstwo związane z konopiami indyjskimi związane ze wspomnianą placówką – o ile nie jest to miejsce zamieszkania.
Po dwóch kolejnych nalotach na lokalizację przy Bloor Street tej wiosny, CAFE twierdzi, że ktoś mieszka w piwnicy, zmuszając urzędników do otwarcia drzwi i okien, które zamknęli.
Na zapleczu sklepu w Fort York ustawiono łóżko piętrowe aby udowodnić, że ktoś tam też mieszka.
Wygląda na to, że urzędnicy odpowiedzialni za egzekwowanie prawa zostali wyposażeni, by wydać zawiadomienie o zamknięciu sklepu przy 104 Harbord Street i fizycznie zakazać wstępu do niego. jak to miało miejsce w przeszłości.
Zauważono ciężarówkę przewożącą duże betonowe bloki podobne do tych, które wzniesiono przed nielicencjonowaną “apteką” w pobliżu Yonge i Bloor w zeszłym miesiącu.