„Kolejne newsy i pseudonewsy pojawiające się w mediach, a dotyczące planów Prawa i Sprawiedliwości w związku z głosowaniem ustawy o wyborach korespondencyjnych oraz z samymi wyborami, są albo celowym „paleniem” pomysłów przez polityków im przeciwnych, albo testowaniem opinii publicznej. Nawet te, które zostały oficjalnie zdementowane, mogły więc być rzeczywiście rozważane, choć niekoniecznie na oficjalnych spotkaniach.

To w sumie jednak mało istotne, ponieważ te wszystkie doniesienia składają się na jeden, rzeczywiście ważny komunikat: sytuacja jest naprawdę poważna. Jarosław Kaczyński (…) gotowy jest na rozwiązania nawet najdalej idące, włącznie z – moim zdaniem – wyborami parlamentarnymi. Oczywiście o ile pojawi się możliwość ich ogłoszenia, bo przecież nie jest to proste.“

Jacek Karnowski, www.wPolityce.pl, 4.05.2020

Powtórzę słowa (prawicowego) autora, dla mnie, jako pasjonata polityki i jej skromnego komentatora, znaczące: “(…) Nawet te, które zostały oficjalnie zdementowane, mogły więc być rzeczywiście rozważane, choć niekoniecznie na oficjalnych spotkaniach.“

Pewien znakomity dyplomata twierdził, co przypomina często mój ulubiony komentator, red. Michalkiewicz, iż wierzy tylko w te wiadomości, które zostały zdementowane. Testowanie opinii publicznej poprzez ‚przecieki‘ i próbne ‚baloniki‘ jest tak stare jak świat (polityki). Posłużę się andgdotą z ulubionego okresu dziejów. Pewnego razu Cezar, świadom swej ogromnej popularności wśród rzymskiego ludu, wyszedł przed tłum na schody Curii, a stojący za nim sługa włożył mu na głowę „coronę“ – wieniec laurowy, symbol władzy monarszej. Wiwatujący tłum ucichł, rozległy się pomruki zdziwienia. Cezar wyczuwając moment, natychmiast ostentacyjnym gestem zrzucił wieniec na ziemię. Odpowiedzią był wybuch entuzjazmu tłumu, okrzyki radości. I doświadczony w meandrach rzymskiej polityki Gaiusz Juliusz natychmiast zrozumiał, iż pomysł na ogłoszenie się monarchą w Rzymie, choć otacza go miłość ludu za triumfy wojenne, nie przejdzie. Testowanie pola manewru i swoiste publiczne dementi.

***

PiS szuka wyjścia z impasu. Opozycja zrobi wszystko, żeby Kaczyńskiego rzucić na kolana i odwlec wybory prezydenckie, bo tylko w przewidywanym kryzysie po pandemii może liczyć na przejęcie elektoratu. Państwo, czytając czwartkowe wydanie macie już wiedzę, co będzie dalej. Jeżeli (tu gdybanie!) część posłów Porozumienia Jarosława Gowina nie zagłosuje za ustawą PiS o zmianie trybu wy- borczego na korespondencyjny, to co dalej? W polityce mądry, planujący na popojutrze polityk (a takim jest w odróżnieniu do dzisiejszych liderów opozycji prezes Kaczyński) planuje na wiele okoliczności. I czasem żadne rozwiązanie nie będzie dobre.

Alternatywne myślenie – gry i zabawy

Włoski filozof, Giambatista Vico twierdził, iż wyobraźnia odróżnia nasz gatunek od wszelkiego stworzenia. Wyobraźnia – alternatywne myślenie. Jest ono tyleż lekceważoną, co niezbędną częścią naszej intelektualnej przygody z rzeczywistością.

Przygodą, bo czym byłoby np. życie kibica bez fascynujących rozważań typu: „Ah, gdyby Błaszczykowski strzelił tego karnego z Portugalią?!“ – lub: „Gdyby Małysz trafił na Lepistoe w 2006?“. Sportowcy tego nie lubią, ale miliony kibiców za sport płacą, więc mają prawo sobie gdybać!!!

Analiza alternatyw w czasie przeszłym nie jest jedynie rozrywką, lecz także uczeniem się. Po zatopieniu „Titanica“ gdybanie, co by było, gdyby grodzie były zamknięte od góry, dało asumpt do poprawy bezpieczeństwa żeglugi.

Nasza ulubiona narodowa pasja to gdybanie historyczne. Akurat mamy rocznicową okazję: „a gdyby Konstytucja 3 weszła w życie, gdyby nie Targowica, czy tak zreformowane państwo oparłoby się naporowi potężnych sąsiadów, odzyskało siły?“

Lub też przewrotnie: – „czy gdyby nie doszło do uchwalenia Konstytucji 3 Maja, czy słaba i bezwolna Rzeczpospolita, niesiona bezwładem, ale też nie zagrażająca interesom swej protektorki, Katarzyny (niechętnej do dzielenia się łupem z agresywnymi Prusami) nie przetrwałaby, terytorialnie nienaruszona do zawieruchy Napoleona?“

Dekadę później Rzeczpospolita byłaby chroniona obawą konserwatywnych monarchii przed rewolucją. Przetrwanie, choćby jako protektoratu, byłoby o niebo lepsze niż rozbiory. Czy mam gdybać dalej?

WMW

PS. Sympatycznym Czytelnikom/Czytelniczkom i Słuchaczom/Słuchaczkom, którzy chcą, abym mówił tylko tak „jak jest“ – a nie powtarzał medialnych spekulacji – małe wyjaśnienie. „Jak jest“ – jak się rzeczy mają naprawdę, wie niewielu. To, co do nas dochodzi, oficjalne i nieoficjalne wiadomości, to gra informacyjna. Posiadanie informacji to moc sprawcza, nie na darmo mówimy, iż żyjemy w erze informatycznej. Nie przypadkiem mamy ogromną koncentrację kapitału i mediów; kto ma informację, może sterować populacją. Uczymy studentów: – „Who informs you, forms you!“

Dzielę się z Państwem informacjami, jakie mi przekazano, jakie znalazłem u innych. Czy na studiach, czy w literaturze przedmiotu, czy w mediach. W przyjemnej pasji tworzenia politycznych felietonów, jedyne co mogę uczciwie zrobić, to podawanie źródła. I to wszystko. Komentarz jest osobistym aktem wyboru zagadnienia, punktem widzenia. To, jak się rzeczy miały „naprawdę“, dowiemy się wtedy, kiedy otwarte zostaną źródła pisane. A i wtedy pozostanie niezbadany stan umysłów ludzi, w chwili podejmowania decyzji. I na to nie poradzimy. Możemy jedynie dokonywać selekcji informacji i na takiej podstawie budować obraz rzeczywistości.