Pokojowa Rewolucja Godności – Polski Sierpień 1980

Mija 40 lat od dramatycznych dni pamiętnego lata 1980 roku. Polska pokojowa rebelia, zakodowana pod kryptonimem „niezależnych samorządnych związków zawodowych“ wywróciła porządek rzeczy w bloku sowieckim. Dziś na całym świecie mówi się zgodnie o wielkiej roli ruchu „Solidarność“ w uwolnieniu Europy od zimnowojennego podziału i sowieckiej dominacji. W nawiązaniu do tamtych dni i miesięcy, prezydent zjednoczonych Niemiec mówi poetycko, iż język polski jest językiem wolności.       

Przez kilka dni, z racji na rocznicowe obchody, doceniony zostaje polski wkład w budowę wolnej wspólnoty europejskiej. Tym razem nie przeszkadza w pozytywnym przekazie epopei „Solidarności“ źle zazwyczaj odbierana we współczesnej narracji historycznej, typowa polska mieszanka religijno-narodowa. Walka o ‚prawa pracownicze‘, o godność robotników jest tematem z którym mogą identyfikować się wszyscy we współczesnym świecie. Wizerunek Matki Boskiej, wpięty w klapę marynarki Wałęsy nie budzi oskarżeń o bigoterię. Nie ma też zagrożenia, iż urazi się zbytnio ambicję Rosji, bo wszak ZSSR już nie istnieje.

Warto to zauważyć. Świata, w którym odgrywał się dziejowy dramat – konfrontacja klasy pracowniczej PRL z komunistycznym aparatem władzy, osadzonym na sowieckich „gwarancjach“ Doktryny Breżniewa  – już nie ma. Milionowy ruch pracowniczy „Solidarności“ swoim samym istnieniem, nawet swą klęską w starciu z czołgami komunistycznej junty Jaruzelskiego, zmienił bieg historii. Powstanie „Solidarności“ było początkiem końca nie tylko „Zimnej Wojny“ ale też panowania sowieckiego komunizmu. Zmuszenie do ustępstw, a tym samym do ewolucji, totali- tarnej władzy pokojowym protestem i programem budowy społeczeństwa obywatelskiego jest historią fascynującą dla współczesnych Europejczyków. To chyba jedyny, tak bezwarunkowo pozytywnie oceniany i doceniany fragment naszej historii. Dbajmy, aby ten przekaz nie został nam zabrany. Abyśmy też sami go nie zniszczyli.

„Śmiertelna wojna liderów Solidarności“

Co wiemy tak naprawdę o historii najnowszej? O tej historii, która ukształtowała losy naszego kraju, a tak wielu z nas, żyjących w Kanadzie, zawiodła na emigracyjne szlaki? Co wiemy o „Sierpniu‘80“?

Możliwe są zawsze dwie odpowiedzi. Jedna – iż wiemy w zasadzie wystarczająco dużo, bo samo życie jest najlepszym wykładowcą dziejów. Kto zyskał, kto stracił. Gdzie są dziś wczorajsi „nieprzejednani“ wrogowie i przyjaciele „z dawnych lat“ – każdy widzi.

Druga: nie wiemy nic, gdyż ‚historię piszą zwycięzcy‘, a dostęp do archiwów i świadków mają nieliczni zawodowcy, i to też w ograniczonym zakresie. Dopiero za kilka dziesiątków lat, gdy wygasną interesy sił korzystających z umowy „Okrągłego Stołu“ oraz emocje współczesnego konfliktu o ‚rząd dusz‘, możliwa będzie obiektywna ocena przeszłości i jej aktorów.

Tysiące historyków wierzą w ten zbawczy upływ czasu na zdolność do budowania w miarę prawdziwych opisów genezy i przebiegu wielkich wydarzeń. Jest to złudzenie, zakładające, iż politycy mogą stracić motywację do wzmacniania swojej władzy kontrolą przekazu z przeszłości. Diagnoza Orwella, iż ‚kto kontroluje przeszłość kontroluje teraźniejszość‘, jest nieomal ‚naukowym‘ prawem dziejów. Do tej rzeczywistości – w polskich realiach ostatnich dekad – nawiązuje ostry i kontrowersyjny wywiad w „Rzeczpospolitej“, jakiego udzielił Dyrektor Wojskowego Instytutu Historycznego, dr hab. Sławomir Cenckiewicz. Będziemy do postawionych tam tez powracać, aby pokazać nowe podejście do naszej historii. Dziś tylko jeden aspekt – jakże na czasie w trwającej na Zachodzie rewizji podejścia do selekcji „Aktorów“ w narracji przełomowych wydarzeń.

(E. Olczyk, www.rp.pl) – Czy to nie było trochę dziwne, że cała stocznia stanęła w obronie jednej pracownicy?

„To zapewne splot różnych okoliczności. Od odczuwalnego kryzysu i pogarszających się warunków życia, poprzez coraz większą społeczną odwagę wyzwoloną wyborem polskiego papieża, aż po oddziaływanie antykomunistycznego ruchu oporu. A poza tym dla robotników Anna Walentynowicz była niesamowitym autorytetem, a jej obrona była jakby obroną samych siebie. (…) Chcieli ją wybrać na przewodniczącą strajku, ale ona w swej skromności i realizmie powiedziała, że „baba nie może stać na czele strajku, w którym 99 proc. uczestników to faceci”.

„Gdyby feminizm chciał rzeczywiście ukazać znaczenie kobiet w historii, wziąłby dzieje Wielkiego Strajku i Solidarności na sztandary. To jest historia na piękną opowieść filmową o tym, jak Anna Walentynowicz, Alina Pieńkowska, Ewa Ossowska czy Henryka Krzywonos ratują strajk. Kiedy Wałęsa ogłaszał koniec strajku, Pieńkowska chwyciła Walentynowicz za rękę, mówiąc: „Ogłaszamy strajk solidarnościowy”. ( … ) Walentynowicz dobiegła do bramy nr 1 wychodzącej na Stare Miasto. Tam spotkała zdezorientowanego Wałęsę, szarpnęła go za rękaw, chciała przemówić. Stanęła na akumulatorowym wózku i przemówiła do robotników. Oznajmiła, że właśnie proklamowano strajk solidarnościowy. (…)”

“Tak rodził się zupełnie nowy strajk – solidarnościowy! Walentynowicz udała się do Gdańskiej Stoczni Remontowej, której załoga była na tyle oburzona decyzją Komitetu Strajkowego Stoczni Gdańskiej o zakończeniu strajku, że zaspawała bramę oddzielającą zakład od Stoczni Gdańskiej. (…). Wtedy na dach wózka weszła Walentynowicz. Mówiła z taką energią i poczuciem przeznaczenia, że po drugiej stronie bramy panowała absolutna cisza.“

Dr hab. S. Cenckiewicz, www.rp.pl, 28.08.2020 

WMW