Początek Golgoty Wschodu – 10 lutego 1940

„Today, [February 10 – red.] we mark the 81st anniversary of the beginning of a series of Soviet mass deportations of hundreds of thousands of Polish citizens to forced-labour camps, part of the Gulag system, in Siberia and Soviet Kazakhstan.

It was 81 years ago today that around 140,000 people, including children, were forced from their homes at gunpoint at night, in temperatures of -40 degrees, and shipped off in freight cars to begin their violent expulsion.

Thousands would die along the way or would not survive the Gulag.

Many would never return to their homeland.

We honour the memory of the victims of the tragedy of the mass deportations, a painful example of Soviet dictator Stalin’s crimes during the Second World War.

We also pay tribute to the resilience of the survivors, many of whom also experienced arduous journeys migrating to refugee camps around the world.

Many of those refugees would eventually arrive and settle in their new home, Canada.

My best wishes for a meaningful commemoration.“

Yvan Baker, MP, Etobicoke-Centre, 14.02.2021 @facebook

Początek Golgoty Wschodu  – 10 lutego 1940

Słowa podziękowania i uznania dla posła z Etobicoke, Pana Yvana Bakera za powyższy wpis na fbooku. Przypominać publicznie zbrodnie komunizmu w dzisiejszym klimacie jest aktem odwagi polityka (nie tylko Partii Liberalnej) – w takich czasach żyjemy! Kanada jest jednym z nielicznych krajów Zachodu, gdzie funkcjonuje Muzeum Zbrodni Komunizmu. Jednym z symboli tych zbrodni na całych narodach jest słowo „Sybir“.  Ale pamięć o Golgocie Wschodu trzeba utrzymywać ciągle żywą wśród nas samych oraz przekazywać młodszym pokoleniom, a także – co jakże ważne w dzisiejszych czasach szerzenia kłamstw i przepisywania historii – naszym kanadyjskim przyjaciołom i sąsiadom.

 

Tak, wielu Sybiraków znalazło swój dom w Kanadzie. Ich świadectwa są bezcennymi dokumetami! I muszą docierać do kolejnych pokoleń. Fundacja Reymonta wydała kilka lat temu wspaniały zapis tamtych okrutnych czasów, pracę „Wygnańcy“ autorstwa znanych doskonale w Polonii Państwa Stanisława i Anieli Lasek. Zamiast historycznego komentarza, oto jej fragmenty:

„(…) 10 lutego 1930 r. o godzinie 4 rano kolonia nasza została otoczona przez sołdatów NKWD i Ukraińców. Gdy zaczęli dobijać się do naszego domu, ojciec otworzył drzwi.“ 

„(…)Wyrwana ze snu rodzina nie wiedziała co począć, powstał wielki płacz dzieci, których było ośmioro, gdyż najstarszy, brat Józef, był u kuzynów. Najmłodsza siostra Rozalię miała wówczas 8 miesięcy. Enkawudzista ogłosił zarządzenie Wierchownogo Sowieta, że mamy tylko 40 min. na ubranie się spakowanie rzeczy i opuszczenie domu. Mama Zofia, słysząc to, zemdlała, a ojcu nie pozwolono się ruszyć. Najstarsza siostra Anna, cuciła mamę, ubierała młodsze rodzeństwo. Czas uciekał. Brat Janek pakował rzeczy osobiste rodziny, a Ukraińcy kontrolowali, co bierze. Dużo rzeczy osobistych nie pozwolili zabrać. Gdy brat udał się do spichlerza po żywność, Ukraińcy odważyli 50 kg mąki i 25 kg kaszy jęczmiennej przeznaczonej na paszę dla prosiąt, chociaż mąki było około 300 kg, a także większe ilości kaszy, lecz tego Ukraińcy nie pozwolili wziąć. Dziewięcioletni brat Wojtuś niezauważony przez Ukraińców wbiegł do kurnika i zadusił 25 kur, wrzucił je do worka, a następnie na przygotowane sanie. Mieliśmy w domu tylko pół bochenka chleba, bo właśnie w tym dniu (sobota) miał być pieczony świeży. I to było wszystko , co pozwolono zabrać naszej licznej rodzinie. Po upływie 40 min żołnierzy zakomenderował: Wychadi wriemia praszło!“

„Mama Zofia nie zdążyła się ubrać i w nocnej koszuli ubrana w płaszcz musiała wychodzić. Mróz był bardzo silny, dochodził do 30° poniżej zera. Po załadowaniu rodziny i dobytku na dwie pary sań dołączono nas do kolumny rodzin sąsiadów, tak jak my wyrzuconych ze swoich domów. Zewsząd słychać było rozpaczliwy płacz dzieci, a także nieustanne wycie psów z naszej kolonii.“

„(…) Po drodze dołączyły do nas, kolumny naszych kolonistów z Bełzowa i Strachowa, nauczycieli z naszej szkoły w Dmytrowie oraz leśniczych dwie rodziny. Gdy jechaliśmy przez miasto Chołojów ludność żegnała nas łzami, jedynie Żydzi z czerwonymi opaskami na rękawach uśmiechali się szyderczo do żołnierzy. Gdy przybyliśmy na stację, część wagonów była zajęta i załadowana. Do wagonu 25 TW załadowana 42 osoby wraz z bagażem. Tłok był niesamowity. W wagonie znajdowało się 18 dzieci do lat 12, w tym 3 niemowląt, 6 dziewcząt, 7 kawalerów oraz rodzice w wieku okopie 10 lat. Dzieci zmarznięte w drodze ułożona w pierzynach na górnych pryczach. Na pryczach nie było żadnego posłania, jedynie deski. Jeżeli zważymy, że mróz sięgał 30° poniżej o to mamy obraz tragedii rodzin wyrzuconych z własnych domów bez żywności. Dzieci były tak zmarznięte i wyczerpane płaczem, że ledwo dawały znaki życia cichym kwileniem. Tuliły się wzajemnie, nie dając się odłączyć od matek. Ich oczy przejęte zgrozą i strachem to niezapomniane wrażenie.“

„Boże, pożal się nad tymi biednymi dziećmi Twymi, którym wyznaczyłeś krzyż cierpienia, tułaczki, nędzy i głodu!“

                           Stanisław i Aniela Lasek, „Wygnańcy“ (fragment)

WMW

https://prawicowyinternet.pl/przebieg-deportacji-na-sybir/