Po głębszym… namyśle

Powszechne przebranżowienie

W minionych tygodniach furorę robiło słowo przebranżowienie. W obliczu pandemii wiele osób musiało zmienić pracę, gdyż okazało się, że to czym zajmowali się do tej pory nie jest już nikomu potrzebne. Ja, na przykład, z autora felietonów przebranżowiłem się w nie-autora i na kilka miesięcy schowałem pióro do szuflady (ale spokojnie, już je znalazłem). Problem ten dotknął też przedsiębiorców. Linie lotnicze tną połączenia, hotele świecą pustkami, jedzenie z restauracji tylko na wynos, biurowce opustoszały… można tak długo wyliczać. Koronawirus zrobił swoje, ale mam wrażenie, że sprawy zmierzały w tym kierunku od dłuższego czasu.

Przykład przeważnie idzie z góry, a więc od polityków. W zamierzchłych czasach władzę sprawowali ludzie, których można było nazwać liderami. Wytyczali nowe kierunki, fakt, że nie zawsze słuszne. Jednak kierowali się jakąś wizją i potrafili zarażać ludzi swoim entuzjazmem. Czasami bywały to wizje romantyczne, ze wzniosłymi i ulotnymi celami do osiągnięcia. Innym razem tworzone były konkretne, powiedzmy pozytywistyczne, programy, w których wiele osób mogło odnaleźć dla siebie zadania i nagrodę za ich wykonanie. A dziś? Światem rządzą sondaże opinii publicznej. Żaden z polityków nie odważy się podjąć niepopularnej decyzji, bo to groziłoby nagonką ze strony mediów. W ten sposób nastąpiło przebranżowienie polityków z liderów w celebrytów przymilających się opinii publicznej.

Tu dotykamy kolejnej kwestii, a mianowicie rzetelności mediów. Marzę o sytuacji, w której będą jasne granice między mediami informacyjnymi a opiniotwórczymi. Mówiąc wprost: jeśli słucham wiadomości to chcę po prostu poznać fakty, a opinię wyronię sobie sam. Dziś, programy informacyjne, niestety, przekazują wiadomości „sformatowane” tak aby dopasować je pod jakąś z góry przyjętą tezę. Raz w lewo, raz w prawo, ale rzadko obiektywnie, a to błąd, bo ta rola powinna być zarezerwowana dla mediów opiniotwórczych. Ale i w nich jakość często pozostawia wiele do życzenia, a do tego przekaz dopasowany jest pod wymagania reklamodawców, którzy przecież płacą więcej niż my płacimy za gazetę. A jak płacą to wymagają. Skoro już jesteśmy przy opiniach i osądach to przyznam, że i ja zdanie mam w większości spraw wyrobione i do obiektywnych pewnie nie należę. Dodam, dla pełnej jasności, że ten tekst wyraża moją prywatną opinię i wynika z mojej subiektywnej oceny faktów… sorry, takie prawo felietonisty. Może doczekam czasów, gdy gazety będą warte papieru, na którym są drukowane. Póki co, media przebranżowiły się do roli słupów ogłoszeniowych.

No i nie sposób nie wspomnieć o jeszcze jednej instytucji, tak ważnej w Polsce, a mianowicie o kościele katolickim. Wielu księży trzyma poziom, ale są też i tacy, często wysocy rangą dostojnicy kościelni, którzy przeszli głębokie przebranżowienie. W liście do Dziwisza, McCarrick pisał: „Najbardziej bolesną częścią tej sprawy jest dla mnie to, że mogłyby one (oskarżenia o pedofilię) zasmucić Ojca Świętego”. Trochę jak w piosence nieodżałowanego Wojciecha Młynarskiego o babci, której dla nomen omen świętego spokoju, lepiej nie denerwować. Parafrazując mistrza:

Taki finał, że kardynał mataczy i kręci,

Zasłania się uporczywym zanikiem pamięci.

Nie powiedział, że McCarrick świntuszy i grzeszy.

Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy.

Sieć McDonald’s jest zaliczana do największych posiadaczy nieruchomości i gruntów na świecie. Jeśli lewaccy aktywiści i tęczowi wegetariańscy awanturnicy doprowadzą kiedyś do delegalizacji hamburgera wówczas Mac będzie mógł zwinąć zabawki, schować figurkę Ronalda McDonalda i spieniężyć swoje działki. Z kościołem katolickim może być podobnie. Tak więc, kiedy klienci zaczną grymasić a wierni nie będą już wierni, to zawsze można będzie się przebranżowić i sprzedać działki i budynki. Albo można wejść na giełdę i dalej kręcić lody. Ot takie powszechne przebranżowienie.

Paweł Gębski