Po głębszym… namyśle – Zdrowia, szczęścia, cierpliwości!

Powiadają, że ten rok był wyjątkowo trudny. Niby w styczniu 2020 wszyscy słyszeliśmy już o koronawirusie, ale wydawało się, że jest to problem dość odległy. Wystarczyło unikać chińskich knajp, albo najlepiej unikać Azjatów w ogóle, tak na wszelki wypadek. I tak pełni nadziei obmyślaliśmy postanowienia noworoczne. Szykowaliśmy się do wysokich lotów, aż tu nagle pandemia nas uziemiła. Tak to już bywa we współczesnym świecie. Pamiętacie Państwo wirusa milenijnego, zwanego Y2K? Na przełomie wieków wywołał wielką panikę i miał wykasować z pamięci komputerów wszystkie nasze dane, zwłaszcza te o depozytach bankowych. Szkoda, że nie usunął długów. Wtedy jakoś się wywinęliśmy i teraz też nam się uda. Pamiętajmy tylko, żeby zachować zdrowy rozsadek.

O koronawirusie mówią wszyscy – jedni o statystykach, inni – jak pewna znana polska piosenkarka – o statystach, którzy leżą w szpitalach i udając chorych sieją panikę. Więcej jest jednak statystyki. Codziennie zalewani jesteśmy liczbami pokazującymi skalę nowych zachorowań, śmiertelność w różnych krajach, a przede wszystkim obliczenia modeli matematycznych przewidujących oczekiwany rozwój pandemii. Modeli jest bez liku, więc każdy może wybrać coś dla siebie. Mnogość przewidywań zawsze daje też przekonanie, że modele są wiarygodne – przecież któryś zawsze się sprawdzi. Czy tysiąc zachorowań dziennie to dużo, czy mało? Kiedyś taka liczba spowodowałaby zamkniecie kraju. Dziś, nie robi na nikim większego wrażenia. Na szczęście czasami zdarza się, że złe prognozy się nie sprawdzają. Wigilia, na przykład, zaczęła się ciepłym porankiem, następnie lał deszcz, a wieczorem i przez całą noc sypał śnieg. I tak mieliśmy wspaniałe białe święta, mimo że mało kto się tego spodziewał.

W sprawie wirusa, podobnie jak w wielu innych kwestiach, nie mam pewności czy nie jesteśmy karmieni informacjami wyssanymi z palca. Media podsycają emocje, bo w końcu z tego żyją, a konsekwencje ponosimy wszyscy. Dziwi mnie, że na ostatnich stronach gazet nie ma napisanych małym drukiem ostrzeżeń, że czytamy na własne ryzyko, gdyż informacje mogą być prawdziwe lub nie. Chyba każdy z nas ma swój katalog gazet czy rozgłośni radiowych, którym ufa bardziej niż innym, często bezkrytycznie. Tak było, jest i będzie. Teraz i zawsze. Tylko jaki to ma sens? Ja też mam swoje ulubione tytuły. Ale czy wierzę we wszystko co publikują? Oczywiście, że nie. I to przekonało mnie do literatury pięknej. Świadomie sięgając po książkę wiem, że będę czytał fikcję. I tak jest lepiej. A jakiekolwiek podobieństwa do rzeczywistości są czysto przypadkowe.

Te święta były inne niż dotychczasowe z wielu powodów. Do licznych zmartwień w moim przypadku doszło jeszcze jedno – po raz pierwszy od kilku lat do sklepów w Ontario nie dotarło moje ulubione świąteczne piwo: austriacki Samichlaus. Legenda głosi, że trunek ten warzy się raz do roku, 6 grudnia (jakżeby inaczej), potem dojrzewa przez 10 miesięcy, następnie podróżuje przez Atlantyk, aby w połowie grudnia kolejnego roku dotrzeć na mój stół. Tak było od lat, ale nie tym razem. Ale nie ma tego złego – zamiast zapasu piwa kupiłem „Baśń…” Radka Raka. Powiadają, że jest świetna. I mają rację. To jedna z tych książek, które czyta się po kilka razy. Nie całą książkę, z oczywistych powodów, ale wybrane zdania. Po pierwszym przeczytaniu widzisz wszystko dokładnie, po drugim słyszysz dźwięki, a po kolejnym zaczynasz czuć zapachy, o których pisał autor. Czy potrzeba więcej?

Już miałem zakończyć optymistycznie, ale niestety kątem oka zerknąłem na telewizor. Akurat leciały „Wiadomości” a w nich działacz jednej z hiszpańskich partii wychwalał polski rząd za to, że pomaga europejskim kierowcom na granicy angielsko-francuskiej. W przeciwieństwie do rządu Hiszpanii, który zamiast dbać o swoich obywateli skupia się na pomocy uchodźcom z Afryki. Taki pozytywny świąteczny przekaz z TVP:

Polacy cacy,

W Hiszpanii do bani.

Czy naprawdę dobry rząd potrzebuje tak prymitywnej propagandy? A ja życzę Państwu zdrowia i cierpliwości. Także do moich komentarzy.

PawełGębski