Po głębszym… namyśle – Má velká láska

Zdarzało mi się już w kilku felietonach pisać o moich ulubionych książkach i autorach. Pisałem też, że moja miłość do książek rodziła się długo i w bólach. I właśnie miłość jest tu słowem kluczem.

Z książkami jest jak z poznawaniem nowych kobiet (mam nadzieję, że moja żona tego nie przeczyta). Zaczyna się od zaciekawienia. Czasami okładka wygląda tak fajnie, że aż chce się zajrzeć do środka. Oglądasz z przodu, od tyłu, przekartkujesz, zerkniesz na spis treści i chcesz więcej. Czasami pytasz innych co myślą o twojej nowej „wybrance”. Może ją znają? Może coś podpowiedzą? I tak zaczyna się ekscytująca znajomość: związek człowieka z książką. Sam nie wiem co mnie naszło, żeby pisać o książkach z taką czułością i porównywać je do kobiet. Temat trochę niebezpieczny, bo idąc w tę stronę można się zagalopować i porównać księgarnię lub bibliotekę do…, a przecież jestem jak najdalszy od takich intencji.

Kwestie uczuciowo-rodzinne mam z grubsza uregulowane, więc swoje żądze kieruję raczej w stronę książek. I tak, ostatnio, zakochałem się w „Osobistym przewodniku po Pradze” Mariusza Szczygła. Autora pamiętam jeszcze z zamierzchłych czasów, kiedy prowadził swój program w Polsacie. Strasznie mnie wtedy irytował, a jednak co tydzień czekałem na kolejny odcinek. Jakiś czas temu przeczytałem inną z jego książek o Czechach i była to znakomita lektura. Sam jako dziecko, spędziłem w Pradze w sumie kilka dobrych miesięcy, przy różnych okazjach. Później wracałem tam jako młodzieniec (w pewnych niecnych celach), a ostatnio byłem w stolicy Czech z żoną i córką. Mam wrażenie, że udało mi się zarazić je moją miłością do tego miasta. Powiem nieskromnie, że uważałem się za znawcę Pragi. Tak było aż do momentu, kiedy zacząłem czytać książki Mariusza Szczygła. On wzbogacił moją wiedzę o całkiem nowy wymiar. Otóż Szczygieł, pisząc o Pradze, pisze o ludziach, którzy w niej mieszkali, tworzyli. W niej żyli, w niej umierali, a niektórzy umierali gdzieindziej, bo bez swojego miasta żyć nie mogli. Czescy pisarze, rzeźbiarze, malarze, architekci – cóż za uczta dla ducha. Aż chce się znów jechać do Czech i poznać to wszystko od nowa. A kto nie może, niech koniecznie przeczyta przewodnik Mariusza Szczygła i pozostałe jego czeskie opowieści.

W tych książkach przewija się mnóstwo kultowych nazwisk, ikon czeskiej kultury. Mnie najbardziej zafascynowali Bohumil Hrabal i David Černý. Tego pierwszego specjalnie przedstawiać nie trzeba. Niektóre książki Hrabala dostępne są nawet w kanadyjskich księgarniach, co przyjmuję ze zdumieniem jak i z zadowoleniem. Natomiast David Černý to artysta, o którego istnieniu jeszcze kilkanaście lat temu nie miałem zielonego pojęcia. Kiedy po roku dwutysięcznym odwiedziłem Pragę, kilkanaście lat od poprzedniego pobytu, zauważyłem wiele zmian. Po pierwsze zniknęły gdzieś wszelkie symbole komunizmu, i to było dobre. Ale zmieniło się coś jeszcze. Otóż w wielu miejscach, które pamiętałem z dzieciństwa powstały nowoczesne rzeźby i instalacje, obok których nie sposób było przejść obojętnie. Nie jestem ekspertem w dziedzinie sztuki nowoczesnej (ani sztuki jakiejkolwiek) ale było w tych pracach coś urzekającego. Sprawiła to pewnie emanująca z nich energia, ale i nawiązanie do historii, moim zdaniem, pełne świeżego spojrzenia, ale i szacunku. Černý zmienił Pragę, nie powodując żadnych zniszczeń.

Jeden fragment z książki Mariusza Szczygła na długo zostanie mi w pamięci. Chodzi o kilka zdań z rozdziału „Lampy nie lampy”. Oczywiście, jest tam coś o sztuce (bo w Pradze chyba wszystko jest sztuką), ale i o życiu i umieraniu. Sposób, w jaki autor pisze o samobójcach nieustających w swoich wysiłkach osiągniecia celu ostatecznego wyznacza, moim zdaniem, nową jakość języka literackiego. Sprawdźcie Państwo sami. Między Polakami a Czechami zawsze był pewien stopień rywalizacji, jak to u sąsiadów. Z „Osobistego przewodnika po Pradze” dowiadujemy się, że statystyczny Czech czyta o wiele więcej książek niż Polak. Na tym polu współzawodnictwo jest jak najbardziej wskazane. Tym bardziej zachęcam do sięgnięcia po najnowszą, jak i wcześniejsze książki Mariusza Szczygła.

Paweł Gębski