Po głębszym… namyśle – Do przyjaciół pisowców

Druga tura wyborów tuż, tuż. Niby sondaże pokazują, że szanse są wyrównane, ale wiele osób uważa, że jest już pozamiatane. Bardzo możliwe, że pan prezydent Andrzej Duda będzie nam miłościwie panował przez kolejnych pięć lat. Trudno, jakoś damy radę. Nie jestem może jego wielkim zwolennikiem, ale też nie przeceniałbym wpływu pana prezydenta na politykę i codzienne sprawy Polaków.

Wiadomo, że większy wpływ na funkcjonowanie kraju ma rząd premiera Morawieckiego. A z kolei decyzje rządu muszą być zgodne z intencjami prezesa Kaczyńskiego. Zapomniałem jeszcze o pani Witek, która sprawuje obowiązki marszałka Sejmu. To, zgodnie z porządkiem konstytucyjnym w Polsce, jest druga osoba w państwie. Formalnie tak to wygląda, ale nikt chyba nie ma wątpliwości, że rolą pani marszałek jest prowadzenie prac Sejmu zgodnie z wolą prezesa partii.

Taki stan rzeczy nie jest typowy wyłącznie dla Polski rządzonej przez PiS. Upartyjnienie państwa ma w naszej ojczyźnie długą tradycję. Polityka państwowa jest przeważnie (zawsze?) podporządkowana polityce partyjnej. Tak jest za PiSu, tak było za PO, SLD, a i PSL ma w tym względzie wybitne osiągnięcia. To zawsze raziło. Dlaczego dyskryminuje się fachowców bezpartyjnych? Czy naprawdę trzeba się zapisać do partii rządzącej, aby mieć szansę na objęcie ważnego stanowiska? Tak było dawniej i tak jest nadal. I niezależnie od tego, która partia rządzi wmawia się nam – obywatelom, że to dla naszego dobra. A ja coraz częściej odnoszę wrażenie, że to nie dla naszego dobra, ale dla ich dobra. Dla dobra działaczy partyjnych. Aktualnie – działaczy pisowskich.

Przypomnijmy, jak prezydent Andrzej Duda rozpoczął swoją kadencję: tuż po formalnym objęciu urzędu ułaskawił swojego partyjnego kolegę, posła PiS, Mariusza Kamińskiego oraz trzy inne osoby skazane za udział w tzw. aferze gruntowej. Przypomnijmy, że Mariusz Kamiński został skazany na karę 3 lat więzienia i 10 lat zakazu zajmowania stanowisk publicznych. Sąd uznał, że kierując Centralnym Biurem Antykorupcyjnym, Mariusz Kamiński przekroczył uprawnienia i zezwolił na nielegalne działania operacyjne CBA. Chodzi o sprawę z 2007 roku, która doprowadziła do zdemaskowania działań Biura przeciwko, między innymi, Andrzejowi Lepperowi. CBA podczas operacji wręczyło kontrolowaną łapówkę za odrolnienie ziemi na Mazurach. Dodajmy, że Mariusz Kamiński został wkrótce po ułaskawieniu członkiem rządu, a następnie szefem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Mogę się tylko domyślać, jak czuli się policjanci, których szefem został człowiek skazany wyrokiem sądowym. No cóż, skazany, ale lepszego sortu.

Wiele osób już wtedy zauważyło, że moralność pisowska jest bardzo wybiórcza i nie różni się specjalnie od moralności PO, SLD czy PSL. Ta sama chciwość i ten sam relatywizm. Swoim można wybaczyć wszystko, nawet aktywny udział w zbrodniczym systemie PRL (Kryże, Piotrowicz), ale przeciwników trzeba bezwzględnie niszczyć. Tak było, tak jest i tak pewnie będzie, dopóki ludzie nie zbuntują się przeciwko rządzącymi nami grupom interesów. Ja mam już dosyć! Dużo tu było o Andrzeju Dudzie, ale nie ma gwarancji, że Rafał Trzaskowski wiele różniłby się od aktualnego prezydenta. Mam podejrzenie, że zza pleców młodego, przyjaznego i wesołego Trzaskowskiego za jakiś czas wyłoniłby się smutny Grzegorz Schetyna, próbujący rozgrywać swoja ostatnią walkę.

Ja mam dwie zasady, których się trzymam i które, jak sądzę, pozwalają mi w miarę obiektywnie oceniać sytuację polityczną w Polsce, czy w Kanadzie. Pierwsza zasada: cokolwiek robisz upewnij się, że nie szkodzisz innym. Zasada druga: wymagaj dużo od siebie i od osób, które popierasz. Takie dwa drogowskazy. To może niewiele, jednak kierując się nimi nie jestem w stanie poprzeć Andrzeja Dudy w nadchodzących wyborach. Jako osoba tolerancyjna nie potrafię zagłosować na kandydata, który propaguje nietolerancję wobec osób o poglądach lub światopoglądzie innym niż jego. To złamałoby moją pierwszą kardynalną zasadę. Natomiast w myśl mojej drugiej zasady, jako człowiek o poglądach konserwatywnych, oczekuję więcej od konserwatysty, za którego uważa się Andrzej Duda. Trudny wybór przed nami. Ale jeśli zwyciężycie, moi drodzy prawi i sprawiedliwi przyjaciele, to nie wmawiajcie mi, że ja też muszę się z tego zwycięstwa cieszyć. Ja to zwycięstwo uszanuję, ale do radości będzie mi daleko.

Paweł Gębski