Nowa Zelandia – Kiwilandia

By |2019-04-18T14:01:13+00:00April 18th, 2019|Categories: Travel, Food & more|Tags: |0 Comments

Wyobrażacie sobie świat bez Facebooka i innych mediów społecznościowych? Pewnie wielu odpowie, że tak i jest to oczywiście nie prawda. Sprawdzanie i podglądanie ludzi w sieci stało się jedną z ulubionych rozrywek XXI wieku, ale jak nie korzystać z takiej okazji, skoro ludzie sami umieszczają osobiste posty, udostępniają zdjęcia z prywatnego życia, opisują co jedli, gdzie podróżowali i kto ich zdenerwował.
Kiedyś takie zaglądanie do cudzego wnętrza było możliwe tylko wtedy, gdy ktoś nie zasłonił wieczorem okna. Dzisiaj zasłon w oknach coraz mniej, a otwartych witryn internetowych zapraszających do zaglądnięcia do środka coraz więcej.
Właśnie z takiej ciekawości podglądnięcia, podpatrzenia i podsłuchania zapisałam się kilka tygodni temu na facebookową grupę Polki w Kanadzie.
Problemy Pań wypowiadających się na tym forum niewiele różnią się od moich. Chcą być szczęśliwe, doceniane, udzielają sobie rad, motywują się i chwalą swoimi osiągnięciami. Opowiadają o swoich marzeniach. Jakiś czas temu ktoś w tej grupie zadał pytanie – gdzie chciałabyś pojechać, jaki kierunek marzy Ci się na wakacje? Dziewczyny lubią jeździć do ciepłych krajów, ulubiony kierunek to Kuba i Floryda, ale bardzo wiele z nich marzy o długich wyprawach, a wśród wymarzonych kierunków najczęściej pojawia się Nowa Zelandia.
Cóż za piękny zbieg okoliczności! Otóż kilka dni temu Justynka przyniosła mi przepiękny album z jej ostatniej wyprawy do No- wej Zelandii, gdzie pojechała pod koniec ubiegłego roku. W podróży towarzyszyli jej – pojawiająca się już wielokrotnie w tych podróżniczych opowiadaniach – Joasia, nasza wspólna koleżanka Zosia i siostrzeniec Justynki, uroczy, młody lekarz – Czarek.
Przeglądam ten album i wcale się nie dziwię, że tylu ludzi chce tam pojechać, zobaczyć piękno dziewiczej, bujnej przyrody na własne oczy. Nie wiem, ile jest odcieni zieleni, ale na pewno wszystkie one znajdują się w Nowej Zelandii. Ta wyspa kipi przyrodą i przepychem zieleni. Skoro ziemia to nasza matka, to jedną z najelegantszych swych przedstawicielek ma na pewno tam. Bo w Nowej Zelandii przyroda jest po prostu elegancka i finezyjna, bez natłoku masywnych roślin dżungli czy surowości stepów. Jest po prostu doskonała.
Kraj charakteryzuje się bardzo zróżnicowanymi i spektakularnymi krajobrazami: rozległe łańcuchy górskie w Alpach Południowych, fiordy, lodowce, regiony wulkaniczne, gejzery, jeziora, równiny, ogromne obszary trawiaste i buszowate, a także subtropikalne lasy.
Na terenie Nowej Zelandii znajduje się 14 Parków Narodowych, z czego 4 na Wyspie Północnej i 10 na Wyspie Południowej. Stanowią one niewątpliwie jedną z głównych atrakcji, ponieważ na ich terenie można podziwiać przepiękne dziewicze krajobrazy i obcować z dziką przyrodą. Parki te pozwalają odkryć serce i dusze Nowej Zelandii. Odseparowana od innych lądów sto milionów lat temu Nowa Zelandia stała się żywym skansenem zamieszkanym przez wiele niespotykanych gdzie indziej gatunków flory i fauny. Szczególnie interesujące w swej unikatowości są ptaki. Ze względu na brak zagrożeń ze strony drapieżników niektóre z nich nie rozwinęły w pełni skrzydeł i w efekcie żyją na ziemi. Najbardziej znanym jest zabawny ze względu na wygląd i zwyczaje kiwi, nieoficjalny symbol narodowy. Od nazwy tego ptaka wzięło się potoczne określenie Nowozelandczyków – Kiwis.
Kiwi to nie tylko ptaszek, o którym jeszcze tutaj napiszę, ale również owoc. 80% owoców kiwi pochodzi z Nowej Zelandii. NZ to po prostu kiwilandia.

Ale nie tylko ptaszki kiwi są tu bardzo popularne. W NZ żyje więcej owiec niż ludzi. Ludzi jest tutaj ponad 5 milionów, owiec dużo więcej.
Swoją przygodę podróżnicy rozpoczynają w Auckland. To największe miasto Nowej Zelandii, duże acz czarujące. Maoryska nazwa Auckland, Tamaki Makau Rau, oznacza „oblubienicę tysiąca kochanków”. Z związku z tym, że oglądanie dużych miast nie było istotą tej wycieczki, turyści szybko stąd wyjeżdżają i jadą na spotkanie z Maorysami do Rotorua. Tak jak Ameryka ma swoich Indian tak NZ ma swoich Maorysów, którzy stanowią 15% społeczeństwa. Kultura maoryska jest tu popularna i szanowna. Najbardziej znany jest widowiskowy taniec Maorysów – Haka, który można zobaczyć przed każdym meczem rugby drużyny narodowej NZ.
Rotorua jest ważnym ośrodkiem turystycznym, tradycyjnej kultury maoryskiej i sanatoryjnym Nowej Zelandii. Położona jest w północnej części Wyspy Północnej na terenie z licznymi gorącymi źródłami i gejzerami, zamieszkałym prawdopodobnie już od VIII w. przez Maorysów. W Rotorua znajduje się jedyny teatr maoryski, w którym odbywają się maoryskie tańce i śpiewy w tradycyjnych strojach. Atrakcją turystyczną Rotoruy jest wioska maoryska Ohinemetu założona w pobliżu gejzerów. Na skraju maoryskiej wioski, w Rororua znajdują się kamienne wanny wypełniane wodą z gejzerów, w których zażywa się kąpieli jak w dawnych czasach. Na wschód od Rotorua znajduje się wulkan Tikitere z tzw. „Diabelskimi Wrotami” z wodospadem zasilanym wodą z gorących jezior leżących powyżej. Na południe od miasta, w pobliżu maoryskiej wioski leży Whakarewarewa tj. miejsce unoszącej się pary – siedem naturalnych gejzerów.
Oczywiście Joasia nie mogła nie wejść do takiej gorącej rzeki z ciepłymi prądami i pierwsze zdjęcia jakie przysłała drogą telefoniczno- internetową, było to zdjęcia z kąpieli w tej wodzie. Chyba jej się podobało, bo twarz na zdjęciu ma w wyraźnym uniesieniu. Nagromadzenie gejzerów w tej okolicy, powoduje, że ziemia tam jest ciepła. Mieszkańcy wykorzystując tą niezwykłość. Wykopują w ziemi dziury, wkładają tam garnki z jedzeniem i tak powstają nowozelandzkie potrawy jednogarnkowe. Maorysami wycieczka jest zachwycona. Dodać tutaj należy, że większość lokalnych przewodników to maoryskie kobiety, które ujmują nie tylko swoją elokwencją i osobowością, ale również tradycyjnymi, bogatymi tatuażami. Maoryski tatuaż to opowieść o człowieku, który go nosi. Tatuażysta musi wpisać życie klienta w wybrany wzór. Ta moko – maoryska nazwa tatuażu, to nie jest przypadkowy malunek na ciele. Historia zapisana na skórze.
Niemalże obowiązkowo w NZ trzeba zobaczyć farmę Aleksandrów, czyli Hobbiton znany z filmów Władca pierścieni i Hobbit – tam i z powrotem, miejsce tyleż urodziwe co sztuczne. Wszystko jest tu zadbane, dopieszczone i czekające na turystów. Jak nietrudno się domyśleć domki Hobbitów są jedynie atrapami. Tylko do jednego z nich można zajrzeć, gdzie… nic nie ma. Jednak miejsce wygląda jakby ktoś tam żył. W ogródkach rosną dynie, truskawki, pomidory. Są jabłonie i gruszki. Na ławeczce stoją słoiki z miodem, a gdzieś indziej suszy się pranie. Urocze płoty, ławki, skrzynki na listy, drogowskazy. Nad wszystkim czuwa blisko 200 pracowników tego niezwykłego parku, w którym przez moment można poczuć się jak w świecie wyciągniętym z książek J.R.R Tolkiena.
Po Hobbitonie przychodzi czas na jeszcze jedna osobliwą wycieczkę, tym razem do jaskini świecących robaczków. Niestety z tego miejsca Justynka nie przywiozła ani jednego zdjęcia. Obowiązuje tam całkowity zakaz robienia zdjęć.
Jaskinia to absolutny przyrodniczy fenomen. Do jaskini wpływa się łodzią, która jest ciągnięta za sznurek tak, żeby nie robić żadnego hałasu. W łódce skupieni turyści, którzy w pewnym momencie są proszeni o zgaszenie latarek. Najpierw słychać szum podziemnych wodospadów i kapanie wody. Kiedy oczy przyzwyczają się do ciemności, na sklepieniu ukazuje się to, czemu jaskinie zawdzięczają swoją sławę: tysiące bladoniebieskich świecących punkcików. Przypominają cieniutkie diody wielkości główki od szpilki, a widok przywodzi na myśl rozgwieżdżone niebo.
Delikatne światło jest emitowane przez odwłoki owadów, a dokładniej – larw muchówki noszącej nazwę Arachnocampa luminosa. Larwy wytwarzają także lepką pajęczynę, która zwisa ze stropu i w którą wpadają, zwabione światłem, różne owady. Świecące robaczki żyją zaledwie 3 dni. Ponoć do jaskini można również zjechać kilkadziesiąt metrów w dół po linie, ale sporty ekstremalne turyści zostawili sobie na inny wyjazd.
Kolejny na turystycznej mapie jest Wellington to właściwie główne skrzyżowanie pomiędzy Wyspą Północną i Południową. To w tym mieście znajdują się przepiękne plaże i malownicze wybrzeża, gdzie tłumy turystów przybywają aby opalać się, pływać, nurkować i surfować.
NZ ma kilka znaków rozpoznawczych, oprócz kiwi i pięknych plaż, ma też rozległe winnice, z których pochodzą znane na całym świecie białe wina. Po winnicach nasza grupa turystyczna przejeżdża pociągniemy, a do Picton docierają promem. Na statku tańce, hulanki, swawole, a tak bardziej poważnie, na pokładzie odbywa się degustacja lokalnych win. Dziewczyny są oczarowane ich smakiem. Kupują spory zapas nowozelandzkiego wina. Niestety do Toronto nie dojechała ani jedna butelka, ponoć koleżanki próbowały trunki w drodze powrotnej, a że do domu wracały długo to i pragnienie miały duże. Okazało się, że nowozelandzkie wio najlepiej smakuje w Kiwilandi. Nic dziwnego, Marek Kondrat, znawca win, powiedział kiedyś, że smak wina to nie tylko szczep, to również miejsce i atmosfera, w jakiej spożywa się trunek.
Pomału zmienia się krajobraz, bujną zieleń zastępują trawy, a pastwiska ciągną się aż po horyzont. Nie ma się czemu dziwić, przecież gdzieś muszą się paść te niezliczone ilości owiec, których tutaj więcej od ludzi.
Justyna z Asią długo snują opowieści o NZ, przede wszystkim o niezwykłej przyrodzie, o olbrzymich paprociach, gigantycznych kwiatach, czystej, dziewiczej zieleni, ptakach i dzikich zwierzętach. Wszystko to pięknie widać na zdjęciach, które dziewczyny przywiozły z tej dalekiej podroży.
Jednak przygoda z kiwi, wydaje się przeżyciem, które najbardziej wyryło się w pamięci moich koleżanek, a z której nie ma ani jednego zdjęcia. Zdjęć, podobnie jak w jaskini ze świecącymi robaczkami, nie można było robić.
Otóż, jak już wspominałam narodowym ptaszkiem NZ, jest kiwi. Właściwie to takie biedne stworzonko, które co prawda ma dwa skrzydełka, ale zbyt małe, by poderwać ptaka do lotu. Tego ptaszka zobaczyć jest bardzo ciężko. Na niedzielnym spacerze w lesie jest to niemożliwe. Można natomiast wybrać się na specjalną wyprawę w głąb lasu, aby spróbować dostrzec ptaka. Oczywiście turyści korzystają z tej możliwości i w zorganizowanej grupie z przewodnikiem udają się na obserwacyjne łowy. Gdy docierają w odpowiednie miejsca, mają przykaz nie ruszać się, nie wiercić, nie rozmawiać, nie wydawać żadnych dźwięków, najlepiej nie oddychać, bo wszystko może kiwi spłoszyć. W bezruchu i zawieszeniu, w środku nocy, w ciemnym lesie, otoczeni komarami stoją ponad dwie godziny. Nagle zza drzewa wychodzi ptak, przypominający kuropatwę, który dziobem zastukał w ziemię, głośno trzy razy i zniknął. To było kiwi, kto w tym czasie patrzył w inna stronę, przegapił całą sprawę. Kiwi to osobliwy ptaszek, np. nie cierpi oposów. Ten szkodnik zastał przywieziony z Australii i niszczy las oraz zabija tutejsze unikatowe ptaki.
Dziewczyny o Nowej Zelandii mogą opowiadać bez końca, i opowiadają, a z tych opowieści wybijają się dwie nazwy Wanaka i Queenstone. Dwa przepiękne miejsca o zupełnie różnej dynamice.
Licząca ok. 8 000 mieszkańców Wanaka położona jest u brzegu ogromnego jeziora. Otoczona jest soczyście zielonymi łąkami i potężnymi górami, których ośnieżone wierzchołki można dostrzec z każdego punktu miasteczka. Wzdłuż jeziora i w górach wytyczono dziesiątki kilometrów szlaków trekkingowych i rowerowych. I wystarczy kilka minut jazdy autem, by dotrzeć na stok narciarski. Wanaka to zdaniem moich koleżanek miejsce idealne. Idealne na emeryturę na przykład. Posiada sąsiedztwo gór i jeziora. Fantastyczną przyrodę. Zmieniające się pory roku. Czystość. Spokój. Ciszę. Luz. Możliwość uprawiania wielu sportów outdoroowych.
To tutaj właśnie znajduje się znane na całym świecie drzewo, rosnące niemalże na jeziorze, a dokładnie u jego brzegu. Drzewo, czaruje swoją majestatycznością i cieszy oczy każdego fotografa. Jezioro nazywa się po prostu Lake Wanaka Tree. O jeziorze Wanaka mówi się, że stanowi wrota do rozciągającego się po jego zachodniej stronie Parku Narodowego Mount Aspiring, w którym podziwiać można budzące respekt szczyty Alp Południowych i znajdujące się tam lodowce. Jest to raj dla miłośników wspinaczki oraz sportów zimowych. Po malowniczym Wanaka przychodzi czas na stolice światowej adrenaliny, gdzie nawet najbardziej wymagający miłośnicy sportów ekstremalnych znajdą swoją perełkę.
Queenstown jest położone na południowej wyspie nad rzeką Wakatipu. Jest miastem bardzo turystycznym znanym ze sportów zimowych oraz sportów ekstremalnych. Queenstown oferuje całe spektrum doznań, więc jeśli tylko mamy ochotę i odpowiedni zapas finansów, to do wyboru mamy: bungy jumping, jetboating, rafting, canyoning, skydiving i wiele, wiele innych atrakcji.
Skakać na bungee można wszędzie na świecie, ale to właśnie tu, niedaleko Queenstown, na moście Kawarau rozpoczęła się w 1988 roku komercyjna historia skoków na bungee. Tutaj również można pohuśtać się na największej huśtawce świata. Miejscowość przeżywa oblężenie turystów przez cały rok, ponieważ Quenstown to także słynny kurort narciarski.
O NZ można pisać bez końca, są tam przecież nowozelandzkie Alpy ze słynnym Mount Cook, są lodowce i urokliwie miasteczka, które na swej drodze przez Kiwilandię mijają moi przyjaciele.
Plan jest taki – następnym razem jadę z nimi. Trzeba przejść te tereny z plecakiem, poczuć pod stopami niezwykły ląd, z bliska przyjrzeć się owocom i powąchać łubiny.
Nową Zelandię trzeba zobaczyć. Ten kraj od lat okupuje pierwsze miejsca różnych rankingów typu „najlepszy kraj do życia” i to właśnie w Nowej Zelandii kobiety jako pierwsze na świecie wywalczyły prawo do głosowania.

Agata Kusznirewicz

zdjęcia na blogu – justynaagata.blogspot.ca
– Justyna Skawińska

About the Author:

This Is A Custom Widget

This Sliding Bar can be switched on or off in theme options, and can take any widget you throw at it or even fill it with your custom HTML Code. Its perfect for grabbing the attention of your viewers. Choose between 1, 2, 3 or 4 columns, set the background color, widget divider color, activate transparency, a top border or fully disable it on desktop and mobile.

This Is A Custom Widget

This Sliding Bar can be switched on or off in theme options, and can take any widget you throw at it or even fill it with your custom HTML Code. Its perfect for grabbing the attention of your viewers. Choose between 1, 2, 3 or 4 columns, set the background color, widget divider color, activate transparency, a top border or fully disable it on desktop and mobile.