NIE ZAPOMINAJMY O ROZSĄDKU I LOGICE

W codziennym życiu słyszymy o zdarzeniach, przy których brak rozsądku i logicznego myślenia był powodem złych, a nawet bardzo złych rezultatów. Poniższe historyjki są prawdziwe. Brakuje w nich tylko nazwisk bohaterów. Ale chyba można by wpisać przy nich niejednego znajomego, krewniaka, czy kolegę.
Historyjka pierwsza: „Dziecko musi mieć przy sobie ciocię”.
Po wykorzystaniu kilku różnych, a od początku źle wybranych opcji, w tym też i przedłużonego „turystycznego” pobytu pewna krewna nadal wierzyła w swego doradcę. Po kolejnej rozmowie zaproponował on (czy ona) następny „najlepszy” kierunek starań o stały pobyt, a miano- wicie poprzez program humanitarny. Jakie uzasadnienie wymyślił (-ła)? Niezmiernie ważny powód, który każdego urzędnika imigracyjnego powinien chwycić za serce – „mała siostrzenica będzie bardzo płakać, jeśli ciocia wyjedzie”.
Klientka uwierzyła, no i… dzisiaj sama płacze, gdyż oczywiście przegrała sprawę i musi opuścić Kanadę, zostawiając jednocześnie w jej imigracyjnej kartotece niezbyt pożądany ślad. O straconych dużych pieniądzach nie wspominając.
Historyjka druga: „Były mąż groził, że zabije”.
Zdaję sobie sprawę, że w większości przypadków rozwody nie należą do miłych zdarzeń. Tym bardziej, gdy są poprzedzone nieprzyjemnymi sytuacjami. Ale czy na tym, po kilku latach później można oprzeć uzasadnienie dla starań o stały pobyt w programie humanitarnym? Okazuje się, że można. Szczególnie wtedy, gdy ten kierunek doradzi doradca (doradczyni?) z odpowiedniego biura. I nie ma znaczenia, że po rozwodzie miesiącami przed wyjazdem z kraju nic się nie działo, że brak jest jakichkolwiek dokumentów potwierdzających takowe zagrożenie. Ważne, że doradca wymyślił i zaproponował taką historyjkę. A co ważniejsze, że wmówił klientce, że urząd imigracyjny i sąd “na pewno ją łykną”.
Niestety urząd jest mało „humanitarny”, nieczuły, niełaskawy i nie „łyka”. Dlaczego? Może boi się, aby nie zjechało się tu pół świata tak pokrzywdzonych.
Historyjka trzecia: „Najlepiej zacząć przez szkołę, czyli jak powykręcać prostą drogę”.
Czy można skomplikować starania o stały pobyt? Niektórzy doradcy nie pytają „czy”, tylko „jak”. Szczególnie wtedy, gdy klient ma trochę pieniędzy, a przy tym jakiś pracodawca bardzo go potrzebuje i koniecznie chce zatrudnić na bardzo długo. Może warto wtedy zaproponować, aby na pierwszy plan wysunąć żonę klienta. Na przykład można poradzić wysłanie jej do 3-4 letniego college. To nic, że mają dwójkę malutkich dzieci, a trzecie jest w drodze, a więc matka absolutnie nie poradzi sobie ze szkołą. To nic, że są tu wysokie koszty – przecież wiadomo, że na biednego nie trafiło. A gdy sobie nie będą radzić, to w odwodzie jest „humanitarny” i odwołania… Ponieważ sprawa „od początku nie jest prosta” więc na start „trzeba zapłacić 5 tysięcy dolarów”. A na całość należy przygotować około 60, nie licząc opłaty za studia.
Mogłabym podać więcej podobnych przykładów. Może innym razem. Ale sądzę, że to wystarczy, aby przy staraniach o stały pobyt nie zapominać o logice i zdrowym rozsądku..

Irena Bartoszewicz
Regulated Canadian Immigration Consultant
Member of the Immigration Consultants of Canada
Regulatory Council # R407591
Tel. 905-290-0870