Na potęgę

By |2018-12-27T13:27:34+00:00December 27th, 2018|Categories: Travel, Food & more|Tags: |Comments Off on Na potęgę

Mija właśnie 40 lat od rozpoczęcia największego eksperymentu społeczno-gospodarczego w dziejach. Przyniósł Chinom niebywały rozwój, ale też wiele zagrożeń i pytań o przyszłość.

Fanfar nie było. Debiut chińskiej reformy powszechnie przegapiono, przynajmniej na Zachodzie. O zdarzeniu nie napisał „New York Times”. No bo i z pozoru nie było o czym pisać. W Pekinie od 18 do 22 grudnia 1978 r. obradowało 3. plenum 11. komitetu centralnego, wyglądające na rutynową nasiadówkę chińskich komunistów rządzących zacofanym i szczelnie odciętym od świata krajem. Stało się tam jednak coś wiekopomnego: zatwierdzono zasady przekazania władzy Deng Xiaopingowi, ale przede wszystkim zaakceptowano jego wizję rozwoju, której efekty po latach odczuje każdy zakątek globu.

Deng Xiaoping i Xi Jinping

Deng nastał po Mao Zedongu, który doprowadził Chińską Republikę Ludową do ruiny. Mao na gospodarce się nie znał, a budował komunistyczną utopię, by pielęgnować swój kult i zaspokoić niepohamowany głód władzy. Publicznie mówił, że Chińczycy powinni być biedni, bo wtedy nie ulegają kapitalistycznym pokusom.
Do reform ruszał kraj trzecioświatowy, zapyziały, biedny, totalitarny, niby komunistyczny, a w gruncie rzeczy feudalny. A teraz jest to państwo będące pod każdym względem wyzwaniem dla świata zachodniego.

Oto kilka różnic (podobnie spektakularnych są dziesiątki). W 1978 r. PKB per capita było takie jak w ówczesnej Zambii. Cała gospodarka stanowiła 5 proc. amerykańskiej – dziś depcze jej po piętach, a biorąc pod uwagę parytet siły nabywczej (PPP), już ją przegoniła. W 1978 r. Chiny wypracowywały 4,5 proc. światowego PKB – w zeszłym roku już 17,5 proc. Między 1949 a 1979 r. tylko 200 tys. Chińczyków wyjechało za granicę, w samym tylko 2017 – 130 mln. Przez ostatnich 40 lat z biedy udało się wyciągnąć od 700 do 800 mln Chińczyków. W szalonym tempie postępuje urbanizacja, od początku reformy Denga zniknął milion wsi, ok. 920 tys. z nich w ciągu ostatnich 15 lat. Reforma przeorała nie tylko gospodarkę i krajobrazy, ale i chińskie dusze. Te niezaspokojone rozbuchaną konsumpcją, poszukujące kośćca etycznego, coraz chętniej zwracają się ku buddyzmowi, taoizmowi, chrześcijaństwu lub naukom Konfucjusza.

1.

Chiny po drodze stały się „fabryką świata”, liderem eksportu i importu. Mają najdłuższą sieć autostrad i ekspresowych pociągów. Wysoka ranga państwa traktowana jest jak dogmat. Chińskim władzom udało się zbudować wrażenie nie tylko o nieodwracalności zmian, ale wręcz o pewnym przeznaczeniu chińskiej cywilizacji.
Wiele wskazuje na to, że Chiny jeszcze bardziej urosną. A już ślą misje załogowe w kosmos, myślą m.in. o Marsie, podbijają Morze Południowochińskie, wypierają Rosję z Azji Środkowej. Chińczycy prześcignęli Zachód, jeśli chodzi o wpływy w Afryce, chcą współdecydować o gospodarczej przyszłości Arktyki, inwestują poważnie w armię.

Chongquing w środkowych Chinach – 32.8 mln. mieszkańców, największa chińska metropolia

Wreszcie, coraz trudniej pominąć ich zdanie przy rozwiązywaniu problemów międzynarodowych, nawet w odległych od nich regionach.
Reforma Denga sprzed 40 lat nie była jakimś widzimisię, ale pilną koniecznością. W latach 1952–78 gospodarka rosła przeciętnie 4,4 proc. rocznie, czyli wolniej niż inne państwa rozwijające się. Minimalny był udział eksportu i importu, w sumie to niecałe 10 proc., z czego w połowie składał się z towarów najprostszych, plonów rolnictwa i urobku górnictwa. Chiny w pierwszych dekadach ChRL dzieliły lata świetlne od najzamożniejszych państw.
Do tego doszły potężne koszty społeczne koszarowego komunizmu, z jego szaleńczymi zrywami w rodzaju tzw. wielkiego skoku. Urządzano polowania na inteligencję, traktowaną jako „dziewiąta śmierdząca kategoria”, niszczono zabytki. Kolektywizacją zarżnięto specyfikę wsi, przyzwyczajoną do indywidualnego obrabiania ziemi, kontaktu z naturą, z drobną wytwórczością, i wszystkich instytucji społecznych, które za nimi idą. Wywołana tym zapaść w wydajności sprawiła, że z głodu zmarło od 36 do 45 mln osób.

Jak często w podobnych przypadkach bywa, 40 lat temu nie było planu, konkretów, raczej wizja i garść generalnych reguł, głównie o rozpoznaniu sytuacji bojem. Jak ta wyrażona w późniejszym haśle o przechodzeniu rzeki tak, by czuć kamienie pod stopami. Założenie było takie, by dać sobie prawo do eksperymentu i projektów pilotażowych, wyciągania błędów i wprowadzania poprawek. Choć już sam pomysł, aby w komunistycznym państwie gospodarkę reanimować przez wprowadzenie elementów kapitalizmu, przypominał ideologiczny skok na główkę.

Skończono z kultem biedy, dotąd utożsamianej z egalitaryzmem. Nie blokowano przemian komun ludowych, w które zorganizowana była wieś, zgodnie z nakazem „jedzenia z jednego kotła”. Teraz rolnicy mogli indywidualnie decydować, jak uprawiać ziemię, choć ta pozostała publiczną własnością. W miejskich fabrykach premie związano z wynikami zakładów, które zaczęły ze sobą konkurować, wprowadzano też rywalizację poszczególnych regionów.

Władze poluzowały też zasady centralnego planowania, podaż i popyt zaczęły kształtować rynek, otwierano gospodarkę, także na inwestycje zagraniczne. Dość szybko powstały specjalne strefy ekkonomiczne. Pierwszą z nich, tę w Shenzhen – wtedy kilkudziesięciotysięcznym miasteczku rybackim – organizował ojciec obecnego przewodniczącego ChRL Xi Jinpinga. Dziś miasto liczy 12,5 mln mieszkańców.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Tylko w latach 1978–84 armia ludzi żyjących w najbardziej skrajnym ubóstwie zmalała z 250 do 128 mln. Na początku lat 90. zlikwidowano system kartkowy. Dla rządzących stało się jasne, że gospodarka planowa nie potrafiła wykorzystać potencjału Chin. A ten był znaczny. Społeczeństwo co prawda pozostawało ubogie, jednak miało spory kapitał kulturowy, odkładany przez tysiąclecia trwania cywilizacji. Było całkiem nieźle wykształcone, przynajmniej w porównaniu z innymi krajami będącymi na podobnym poziomie rozwoju. No i pod ręką były setki milionów pracowników, karnych i gotowych pracować w niewolniczych wręcz warunkach.

Sprzyjała też wywołana polityką jednego dziecka tzw. dywidenda demograficzna, sytuacja, gdy liczna grupa młodych, mających nieliczne potomstwo, pracuje na utrzymanie stosunkowo niewielu osób wymagających opieki lub biernych zawodowo. Państwo miało więcej dochodów z podatków, mniej wydatków społecznych, a niepewna przyszłość – kto się zajmie bezdzietnymi emerytami? – skłania do oszczędzania, a te umożliwiają inwestycje. Tak było w Chinach przez pierwsze 35 lat reformy. Ostatnio partia zarzuciła politykę jednego dziecka, bo jak z każdym społecznym dopalaczem, również i ten przyniósł w końcu efekty uboczne, czyli błyskawicznie starzejące się społeczeństwo.

Wzorem dla Chin stały się tygrysy z Azji Wschodniej. Zamożne, ale po dyktatorsku pilnujące, by obywatele się nie rozpolitykowali. – W 1978 r. Deng zobaczył w Singapurze, do czego mogą dojść Chińczycy – mówi prof. Góralczyk. – Zadał sobie pytanie, dlaczego Chińczycy na Tajwanie, w Hongkongu, w chińskim przecież Singapurze czy w San Francisco są bogaci, a ci w ChRL jeszcze niedawno umierali z głodu. I jak każdy z wielkich przywódców chciał przywrócić Chinom rangę mocarstwa. Deng trafił na właściwe narzędzia.

2.

Sukces reformy zapoczątkowanej w 1978 r. wynikał głównie stąd, że politykę wzięto na dystans, walkę klasową zastąpiono walką o wzrost gospodarczy, a reformy – i ich reformowanie – zastąpiły wezwania do rewolucji. Lekcją były zgubne dokonania Mao. Jedną z ofiar jego jednoosobowych rządów był sam Deng Xiaoping. 40 lat temu miał autentyczne poparcie elit i społeczeństwa, co umiał wykorzystać. Zrobił wszystko, by partia zaczęła działać wspólnie, wprowadził zasady kontroli i równowagi. Może nie w całej partii, ale przynajmniej wymusił grupowy zarząd w siedmioosobowym komitecie stałym biura politycznego, faktycznie rządzącym krajem. Zaordynował też sztafetę pokoleń przywódców.

Obecny chiński lider Xi Jinping ten porządek przewraca. Wybił się nie tyle na nr 1 swojej, piątej już, generacji, ile przyćmił resztę kolegów z komitetu stałego. Zbiera stanowiska w partii, wojsku i nawie państwowej, prof. Góralczyk oblicza, że ma ich już około dwudziestu. To spora różnica z Dengiem, który w pewnym okresie zachowywał pełnię władzy w kraju, zadowalając się jedynie godnością szefa federacji brydżowej. Czy tytułomania Xi i przechodzenie na ręczne sterowanie to znak, że polityka zaczyna odzyskiwać prymat nad gospodarką? Partia wydaje się być w świetnej formie, pisze w swoich prognozach na 2019 r. tygodnik „Economist”, ale Xi zachowuje się tak, jakby była zagrożona.
Advertisement

– Zagrożony jest przede wszystkim Xi. Oddając władzę, prawdopodobnie sam trafiłby do więzienia – stwierdza prof. Góralczyk i zwraca uwagę na niepewności genseka. Narobił sobie wrogów kampanią antykorupcyjną, naruszył mnóstwo zbiorowych i indywidualnych interesów. Wsadził do więzienia nie tylko swojego potencjalnego następcę Bo Xilaia, ale i szefa bezpieki (z poprzedniej administracji), czego nie odważył się zrobić nawet Mao. Niepewność przywódcy ma się przekładać na narastający zamordyzm. – Paradoks polega na tym, że wewnątrz Chiny są coraz bardziej autorytarne, a na zewnątrz coraz bardziej liberalne. Chińczycy jeżdżą coraz więcej po świecie, widzą jak wygląda, więc tym bardziej czują się osaczeni.

To poczucie paraliżuje wymianę poglądów o przyszłości kraju. Chiny zasygnalizowały, że mają chrapkę na odzyskanie rangi mocarstwa – najbardziej spektakularnymi zapowiedziami pozostaje Nowy Jedwabny Szlak i zawłaszczenie Morza Południowochińskiego. Ale nie mają jeszcze odpowiedniego potencjału. Obecnie zwłaszcza postawa Ameryki za prezydentury Donalda Trumpa utrudnia im budowanie pozycji.

Atmosfera jest gorąca, Chińczycy z trudem otrząsają się z szoku spowodowanego wojną handlową wypowiedzianą im przez Trumpa. Xi czuje niezadowolenie swoich przedsiębiorców, codziennie tracących pieniądze. Na grudniowym szczycie G20 w Buenos Aires obaj przywódcy niby uzgodnili zawieszenie eskalacji sporu, przez 90 dni mają nie podnosić ceł. Ale już kilka dni później amerykański wymiar sprawiedliwości zażądał od Kanadyjczyków aresztowania dyrektor finansowej chińskiego giganta telekomunikacyjnego Huawei. Zrobił się skandal.

3.

Lista napięć wynikających z reformy i otwarcia się Chin na świat jest długa: nierówności społeczne, zwłaszcza na linii miasto–wieś, demografia, rozdęty konsumpcjonizm, struktura gospodarki, z przerostami produkcji i zatrudnienia, zadłużenie, zwłaszcza rządów prowincji, biorących na siebie ciężar inwestycji infrastrukturalnych, jakość środowiska, nacjonalizm, wreszcie chaos mentalny i pustka moralna. Jeśli przyjdzie kryzys gospodarczy, któraś z tych słabości może go tylko spotęgować.

Dziś na pierwszy plan wybijają się oczekiwania jeszcze bardziej dostatniego życia. Stąd apele o podnoszenie pensji, choć przeciętnie Chińczycy zarabiają już 2,5 razy więcej niż przed dekadą, a robotnicy fabryczni nigdy nie byli tak dobrze opłacani. Rośnie również presja na poprawę stanu środowiska naturalnego, sponiewieranego intensywną eksploatacją.

Xi Jinping upiera się, że będzie dobrze wyłącznie pod warunkiem, że to partia zachowa monopol na przywództwo we wszystkich sferach. – Poszukuje nowych sposobów legitymacji swojej władzy – uważa dr Justyna Szczudlik z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. – Na ostatnim zjeździe partii za główną sprzeczność uznał społeczne oczekiwania związane z lepszą jakością życia i nierównomierny rozwój. Zdaniem dr Szczudlik jednym z najważniejszych wyzwań dla władz będą jednak zmiany pokoleniowe. W dorosłość wchodzą bowiem jedynacy, owoce polityki jednego dziecka.

Dorastali w okresie gospodarczej prosperity, przyzwyczaili się do konsumpcji i coraz wyższej jakości życia. Z jednej strony są pewni siebie, wiedzą, jak używać nowoczesnych technologii, np. mediów społecznościowych. I mogą naciskać na władze, zwłaszcza w sytuacji, gdy będą mieli kłopot ze znalezieniem satysfakcjonującej pracy lub zajęcia w ogóle. Ścisła cenzura internetu może nie wystarczyć, bo najmłodsze pokolenia nie mają w sobie pokory. Inaczej o sprawach publicznych i angażowaniu się w politykę myśli pokolenie ich rodziców, doświadczone wydarzeniami na Tiananmen sprzed prawie 30 lat. A jeszcze inny obraz porządków społecznych rysują doświadczenia generacji dziadków pamiętających czasy skrajnej biedy, znających najmroczniejszą twarz chińskiego totalitaryzmu.

Partia jest jednak dobrej myśli. Według jej planu na jej setne urodziny w 2021 r. w Chinach ma już funkcjonować społeczeństwo umiarkowanego dobrobytu, z liczną klasą średnią i silnym rynkiem wewnętrznym – aby uniezależnić rozwój od dyktatu eksportu. Do 2035 r. chińskie społeczeństwo i przedsiębiorstwa mają zmienić się w lidera nowoczesnych technologii. A na 2049 r. – setny jubileusz powstania państwa – to już ma być mocarstwo pełną gębą, z soft power tak silnym, że pokojowo przyciągnie Tajwan. Przy czym, podpowiada dr Justyna Szczudlik, nie ma żadnych konkretnych kryteriów pozwalających ocenić, kiedy reformy się skończą i co jest lub będzie uważane za ich sukces. O tym również zdecyduje partia.

About the Author:

This Is A Custom Widget

This Sliding Bar can be switched on or off in theme options, and can take any widget you throw at it or even fill it with your custom HTML Code. Its perfect for grabbing the attention of your viewers. Choose between 1, 2, 3 or 4 columns, set the background color, widget divider color, activate transparency, a top border or fully disable it on desktop and mobile.

This Is A Custom Widget

This Sliding Bar can be switched on or off in theme options, and can take any widget you throw at it or even fill it with your custom HTML Code. Its perfect for grabbing the attention of your viewers. Choose between 1, 2, 3 or 4 columns, set the background color, widget divider color, activate transparency, a top border or fully disable it on desktop and mobile.