Maison Canada  – (Miniatury Wojenno-Morskie Episode 1)

“Od morza aż po morze”– niechciana Canadian Navy?

Lipcowa rocznica “Canada Day” skłania do rocznicowych rozmyślań o naturze tego kraju. Kanada, jak każdy kraj post-kolonialny, stworzony przez imperialną eksplorację i zasiedlony w drodze imigracji, skazany jest na nieustanną ewolucję. Kolonialnym dziedzictwem, a co ważniejsze – wyzwaniem na dziś i jutro, są konflikty tożsamości i lojalności. Imperia odchodzą, ale ich pozostałości w strukturach politycznych, społecznych czy kulturowych trwają długie dekady. Podróże między Montrealem, Missisauga i Vancouver pozwalają na ciekawe obserwacje. Kanada, jaką znaliśmy z wizji Fiedlera, Kanada do której kierowaliśmy swoje emigranckie kroki a ta Kanada, która dzieje się przed naszymi oczami, to kompletnie odmienne narracje. My, pierwsza generacja imigrantów – “new Canadians” – żyjemy w swojej specyficznej bańce (ale to temat na inne rocznicowe rozważania).

NB. Częstym motywem moich felietonów jest kwestia rozumienia natury ‘konfliktu’ w naszym społecznym i politycznym funkcjonowaniu. Przeciętnemu człowiekowi – uczonemu potocznej prawdy, iż ‘zgoda buduje’ – trudno jest zaakceptować propozycję, iż “konflikt” jest jednym z konstytutywnych elementów wspólnoty społecznej i politycznej. Słyszymy opinie, jak wspaniałe mogłoby być funkcjonowanie społeczeństw czy krajów, gdyby nie te ‘niepotrzebne podziały’.

Podziały oparte o religię, język, idee czy historyczną pamięć są jednakże trwałe, mimo iż rzeczywistości z których się wywodzą, odeszły w niebyt. Państwa, które potrafią owe podziały okiełznać atrakcyjna wizją przyszłości i ofertą korzyści ze wspólnoty (i jednocześnie odpowiednio stosowaną siłą) odnoszą cywilizacyjny sukces. Imperium rzymskie przez tysiąc lat swego istnienia było, a dzisiejsze Francja, Niemcy czy Italia są organizmami o wielu rozbieżnych elementach składowych. Imperium Brytyjskie także ma się dobrze w swych częściach składowych, choć Londyn nie jest już jego centrum. Polityczny sukces koncepcji “jedności w wielości” opiera się jednakże o spełnienie odpowiednich warunków.

Demokracja jest propozycją rozładowywania, nie zaś likwidacji konfliktów. Klęska demokracji tylko pozornie konflikt likwiduje. Najczęściej bowiem ‘likwiduje’ się konflikt poprzez likwidację jednej z jego stron.

***

W naszych lipcowych rozważaniach o losach Kanady możemy łatwo znaleźć okrągłe, ‘setne plus’ rocznice ważnych wydarzeń, które pokazują, jak zewnętrzne kryzysy nałożone na konflikt wizji generowany przez wewnętrzne podziały kształtują, niezależnie od intencji głównych aktorów sceny politycznej, bieg dziejów Dominium i tworzących je kulturowych wspólnot.

W roku Pańskim 1910, sto dziesięć lat temu, opinią publiczną Kanady wstrząsnął konflikt o… politykę morską Ottawy. Czy Kanada powinna posiadać flotę wojenną?

Znane w historii jako “Naval Question”, wyzwanie dla młodego państwa, budującego dopiero swoją kontynentalną obecność, przyszło jak zwykle z zewnątrz. W istocie “Problem floty wojennej” nie miał wiele wspól- nego z polityką morską tworzącego się państwa. Kanada bowiem w owym czasie polityki morskiej ani nie miała ani jej nie potrzebowała. Istotą kryzysu było zderzenie dwóch żywiołów: brytyjskiego myślenia imperialnego z frankofońskim, anty-imperialnym izolacjonizmem. Przemówiły potężne, rozbieżne wizje i uprzedzenia.

Kwestia stworzenia własnej polityki morskiej postawiona została przed rządem w Ottawie przez Londyn. Nieliczni zdawali sobie sprawę z konsekwencji rozpoczętego w ostatniej dekadzie XIX wieku Anglo-Niemieckiego wyścigu zbrojeń morskich. Miał on wkrótce wywrócić europejski i światowy ład, grzebiąc niejako w morskich falach europejska dominację, śmiertelnie kalecząc przy okazji korzenie europejskiej kultury.

W roku 1909 w Londynie miała miejsce Konferencja Imperialna. Stojąca w obliczu strategicznego zagrożenia, jakie stanowiły ambicje morskie Niemiec Wilhelma II, Admiralicja brytyjska zwróciła się do swych Dominiów o finansowe wsparcie ambitnego program budowy floty potężnych okrętów liniowych, zwanych drednotami. W chwili gdy w lutym 1906 roku budowany w sekrecie HMS “Dreadnought” spłynął z pochylni, wszystkie dotychczasowe okręty wojenne świata stawały się bezwartościowe. Paradoksalnie, znaczyło to także, iż dotychczasowa numeryczna i jakościowa przewaga Royal Navy, strategia zakładająca wyższość nad dwoma następnymi marynarkami świata (czyli w tamtym czasie Francją i Italią lub Niemcami) musiała być budowana od nowa. Niemcy, podejmując wyzwanie wobec brytyjskiej supremacji na morzach i oceanach, zmusiły Londyn do rewolucyjnej wręcz, strategicznej reorientacji sojuszy. To, co dla nas jawi się dziś jako naturalny sojusz brytyjsko-francuski wobec potęgi Niemiec, było trzęsieniem ziemi wobec dziejowej tradycji angielskiego wspierania przez całe stulecia Prus przeciw Francji. To Francja była kolonialnym i kontynentalnym wrogiem Anglii, nie Prusy. Oceaniczne ambicje Wilhelma zmieniały dramatycznie ten paradygmat.

Australia i Nowa Zelandia nie miały nic przeciwko subwencjonowaniu angielskich wydatków morskich, lecz rząd w Ottawie stanął przed wyzwaniem polityki wewnętrznej. Dla Frankofonów jakakolwiek subwencja polityki brytyjskiej była nie do przyjęcia. Stali oni na pozycji odrębności państwowej (niejako wbrew ustaleniom BNA Act) i byli wrodzy wszelkiej myśli o automatycznym włączaniu Ottawy w polityczne kalkulacje i wojenne przedsięwzięcia Londynu. Próba znalezienia rozwiązania “morskiego” problemu przez premiera Lauriera skończyła się wewnętrznym kryzysem niespotykanych do- tąd rozmiarów oraz  katastrofą jego rządów.

W styczniu roku 1910 Premier Wilfrid Laurier przedstawił Izbie Gmin projekt stworzenia przez Kanadę własnej floty. Zamiast płacić na nowe brytyjskie pancerniki, Kanada zbuduje własną marynarkę, a także własne Kolegium Marynarki Wojennej, dla kształcenia kadr oficerskich. W razie potrzeby przyjdzie samodzielnie metropolii z pomocą. Miało być to rozwiązanie ‘salomonowe’. Godzenie ognia z wodą. Liberalny rząd Wilfrida Laurier, sprawujący władzę od 1896, opierał się bowiem o kruchy sojusz (liberalnych z natury) Frankofonów z Quebecu oraz anglofońskich liberałów reszty kraju.

Ustawa znana jako “Naval Services Act” została przyjęta przez Parlament 4 maja 1910. Stała się jednak zarzewiem tak intensywnego sporu, iż po 14 latach współrządów krajem rozpadł się sojusz anglofońskich i frankofońskich liberałów. Etniczne tożsamości i fobie okazały się silniejsze od politycznych programów i ideologicznej lojalności. Lider frankofońskiego skrzydła partii, Henri Bourassa, twórca i wydawca wpływowego montrealskiego “Le Devoir” zgalwanizował do tego stopnia opinię publiczną Quebecu przeciw planom Lauriera, iż doszło do ostrych ulicznych protestów. Tworzona z chęci uniknięcia konfliktu podzielonego etnicznie na dwa obozy kraju Canadian Navy, okazała się paradoksalnie wrogiem obu politycznych wspólnot.

Rok później, w wyborach 1911 roku rząd Lauriera poniósł klęskę. W rezultacie konserwatyści Roberta Bordena odwrócili całą misterną politykę morską

The Montreal Clock Tower dedicated to Canadiansailors who died during the First World War.

Lauriera. Paradoksalnie, tak zabójczo skuteczny w opozycji do planów pierwszego frankofońskiego premiera Dominium, frankofon-nacjonalista do grobowej deski, Henri Bourassa doprowadził do urzeczywistnienia najgorszych obaw frankofońskich liberałów. Bezwarunkowe uzależnienie decyzji politycznych Ottawy o wojnie i pokoju od decyzji gabinetu JKM w Londynie, zwłaszcza zaś tak znienawidzona idea powszechnego poboru do wojska na rzecz wspierania interesów imperialnych Londynu, stało się faktem.

W cztery lata od kryzysu spowodowanego aktem tworzącym odrębną Marynarkę Wojenną Kanady, w trzy od upadku gabinetu Wilfrida Laurier, Dominium Kanady znalazło się niejako automatycznie w stanie wojny. Konsekwentnie i bezwarunkowo imperialna polityka rządu Roberta Bordena w latach Pierwszej Wojny wykopała zaś przepaść między dwoma założycielskimi wspólnotami Kanady, które dają znać o sobie do dziś. Dwa referenda niepodległościowe, kryzys FLQ i stan wojenny, Kanadyjska Karta Praw z klauzulą wyłączającą dla Quebec, fenomen separatystycznych partii na poziomie prowincji i federalnym są zakorzenione w próbie rozwiązania “Naval Question” Lauriera, 110 lat temu. Na mapie politycznej Quebecu próżno zaś do dziś szukać reprezentantów Partii Konserwatywnej, choć to z tej prowincji wywodzili się premierzy obu rządzących krajem partii.

***

Sukces koncepcji politycznej osadza się ostatecznie na poparciu sił, które mogą się z nią utożsamić lub uznać za korzystną dla własnych interesów. Sto dziesięć lat temu Kanadyjczycy pochodzenia brytyjskiego uważali się za… lojalnych poddanych JKM i naturalną część Imperium. Nie przypadkiem nie tworzono w Kanadzie przez długie lata uniwersytetów. Panowało bowiem przekonanie, iż lokalne elity winny być kształcone na macierzystych uczelniach Anglii. Czy można się dziwić, iż Brytowie, choć zamieszkali, a nawet urodzeni w Kanadzie, uważali Londyn za ich naturalną, imperialną stolicę i gwaranta bezpieczeństwa? Hasło “For the King and Country” znakomicie oddawało ich stan umysłów.

Anglofońscy liberałowie w dużej części nie poparli polityki swego lidera. Konserwatyści natomiast, pod wodzą Roberta Bordena, konsekwentnie nie chcieli żadnej “Kanadyjskiej” marynarki. Po cóż ją byłoby tworzyć? Po co tak znaczny wysiłek tworzenia od podstaw materialnej i ludzkiej infrastruktury? Metropolia była nadal ich ojczyzną. To wobec jej potrzeb gotowi byli wyasygnować znaczne nawet fundusze.

Stworzenie narzędzi samodzielnej polityki morskiej Dominium okazało się wyzwaniem, do realizacji którego zabrakło politycznej woli obu zwaśnionych części konfederacji. Frankofoni nie chcieli być częścią polityki tworzonej w Londynie. Brytyjska Kanada, od oceanu do oceanu, nie potrzebowała zaś własnej floty! Nad jej spokojem i bezpieczeństwem czuwała wszak, na wszystkich mo- rzach i oceanach globu potężna, niepokonana Royal Navy i jej stalowe morskie warownie, najeżone najpotężniejszymi armatami.

“Rule Britannia! Britannia rule the waves!”

WMW