Lubelski Lipiec 1980

Zanim przyszedł “Polski Sierpień’80”, zanim świat usłyszał o masowych strajkach i zakodował w powszechnej, generowanej medialnie świadomości, symboliczny image wąsatego mężczyzny z Madonną w klapie siermiężnej marynarki – w lipcu 1980 roku w mediach PRL (po raz pierwszy od “Wydarzeń Czerwcowych’76”), pojawiły się w informacje o “przerwach w pracy w niektórych zakładach Lubelszczyzny.”

W niedzielę, 26 lipca w lubelskiej archikatedrze odbyły się uroczystości z okazji 40. rocznicy strajków, które zapaliły ogień “Solidarności”. – “Bez strajku w Świdniku nie byłoby strajku w Stoczni Gdańskiej” – twierdziła ś.p. Anna Walentynowicz. Warto przytoczyć słowa Premiera, wygłoszone z tej okazji w Lublinie:  „Każdy epoka ma swój czas, a czas “Solidarności” rozpoczął się w roku 1979 od wizyty Papieża Jana Pawła II i robotniczych strajków na Lubelszczyźnie (…)“.

„Pamiętam lipiec 1980 i powiew wolności. Tu rozpoczynała się “Solidarność“ – od strajków w Świdniku, które zapoczątkowały rozkruszanie komunistycznego muru i bez których, jak mówiła Anna Walentynowicz, nie byłoby strajków na Wybrzeżu. Dawniej źle mówiono o „Polsce lubelskiej“, a to tu pokazano, jak godnie kontynuować dziedzictwo Poznańskiego Czerwca, Ursusa i Radomia (…).

„W imieniu rządu dziękuję uczestnikom tamtych dni. Walka o prawdę, walka o wolność, walka o czyny – to jest ważne, a Solidarność jest latarnią na lata, które są przed nami.“

Premier M. Morawiecki, 26.07.2020

***

Lublin July 80th. The cross and the memorial plaque beside LZNS. Martyrs Road Majdanek.

Pamięć historyczna bywa często ‘zawodna’. Nie dlatego, iż wydarzenia z przeszłości łatwo ulegają zatarciu i zanikają pod presją współczesnych, palących często wydarzeń i problemów. Nie z braku świadków i świadectw, dokumentów i ilustracji – papier, taśma filmowa i magnetofonowa są cierpliwe.

Generalnie dzieje się tak z konkretnych powodów natury politycznej. Nasi czytelnicy pamiętaja tę genialną werbalizację odwiecznego prawa historii Orwella: – “Kto kontroluje teraźniejszość – kontroluje przeszłość; kto kontroluje przeszłość – kontroluje przyszłość. Proste, klarowne, logiczne aż do bólu.

Nasze obchody 40-rocznicy letnich strajków roku 1980., rozlewających się jak powodziowa fala po kraju, aby znaleźć swą kulminację na Wybrzeżu, po

winny być obchodami ogólno-Europejskimi. Polacy, w apogeum Zimnej Wojny, kiedy sowieckie dywizje dokonywały inwazji Afganistanu, a kubańscy “doradcy” instalowali się w Afryce, rzucali wyzwanie Kremlowi. Wyzwanie nowego typu, groźniejsze niż zbrojna rewolta.   

W roku 1980 polscy robotnicy, przeciwstawiając się wszechwładzy partii komunistycznej – partii o nazwie wręcz zakłamanej, gdyż PZPR nie było partią ani ‘Polską’ ani ‘Robotniczą’ – rzucali wyzwanie ideologiczne całemu ruchowi komunistycznemu. Podważali bowiem doktrynę o “wiodącej roli” partii komunistycznej w ruchu robotniczym. Pamiętajmy, że podziwiana na Zachodzie “Praska Wiosna” roku 1968 podnosiła hasło “socjalizmu z ludzką twarzą”! Chodziło o zaprowadzenie “prawdziwego’ komunizmu. Stąd brał się autentyczny szok i “czeskich towarzyszy” i milionów pro-sowieckich ‘poputczików’ wśród elit Zachodu, kiedy na ulice Pragi wyjechały sowieckie czołgi.

Żądanie “niezależnych, samorzadnych związków zawodowych poparte żądaniem “aby Polska była Polską”, było szokiem dla systemu komunistycznego. Szokiem, który okazał się także zaczynem rozkładu samego ZSSR.

Może dlatego 40-lecie powstania “Solidarności” nie będzie cieszyć się takim uznaniem w świecie, na jaki zasługuje. Za symboliczny moment końca Zimnej Wojny uznaje się rozbicie Berlińskiego Muru, w listopadzie 1989 roku. A że to polska “Solidarność” przygotowała grunt pod pokojowy rozpad systemu? Że to robotnicze strajki i związkowa samoorganizacja podcięły ideowe korzenie systmu? Cóż, za to akurat sympatii od lewicowych elit świata spodziewać się nie możemy!   

NB. Generalnie, jakiekolwiek pozytywe wzmianki o roli Polski w dziejach Europy są coraz rzadsze. W stosunku do naszej historii dominuje pedagogika wstydu. I winy! Dziś to Polacy są współwinnymi wybuchu WW2 i współsprawcami Holocaustu. Na razie, bo nowa, dominująca narracja o genezie i przebiegu Drugiej Wojny i okupacji, budowana na przygotowanym od kilku dekad gruncie, na przedpolu oczyszczonym ze znajmości historii wynoszonej ze szkoły, zbuduje nową konstrukcję. W niej to Polacy spowodowali wojnę – ich antykomunistyczne kompleksy uniemożliwiły pokojowo nastawionemu ZSSR powstrzymanie hitleryzmu.

***

Za kilka dni rozpoczniemy kolejny raz obchody rocznicy wybuchu najtragiczniejszego zbrojnego zrywu niepodległościowego – Powstania Warszawskiego 1944. Będziemy także celebrować (czy z należnym rozmachem?) setną rocznicę Bitwy Warszawskiej 1920. Nieuchronnie ożyje odwieczny już (!) spór o rolę nadprzyrodzonej interwencji NMPanny, myśli francuskich sztabowców, znaczenie apelu Witosa, skierowanego do rzesz polskich chłopów i… geniusz marszałka Piłsudskiego.

Będziemy też, każdy na swój sposób, szukać wspólnoty w celebrowaniu 40 rocznicy strajków roku 1980 i powstania unikalnego, masowego tworu politycznego – “związku zawodowego” NSZZ “Solidarność”. Dumę z ratowania Europy przed bolszewicką nawałą, z rozbicia od środka Bloku Sowieckiego zmąci świadomość poniesionych kosztów ludzkich i materialnych. Płacimy je do dziś, a może właśnie zwłaszcza dziś – za ‘bezsensowne’, w świecie handlowych kontraktów mocarstw i dominacji mentalności ‘salesmana’, umiłowanie abstrakcyjnej wolności.

Pamiętajmy, iż to nie nam budowano Łuki Triumfalne, czy to w 1683 czy 1920, czy 1945. Do nas odnosi się ponura groźba Cezara – “Biada zwyciężonym!” – “Vae Victis!”    

WMW