“List Ambasadora”

“Everything we hear is an opinion, not a fact.

    Everything we see is a perspective, not the truth.”

                                             Marcus Aurelius 

“List Ambasadora”

Od chwili powstania ballady Jacka Kaczmarskiego “List Ambasadora” (link pod tekstem) można kierować się w ocenie pozycji czy też prestiżu Polski w świecie testem “na ambasadora”. To, kogo wysyłają na placówkę w Warszawie nasi sojusznicy i adwersarze, mówi wiele o roli, jaką spełnia nasz kraj. To zaś, jak się owi ambasadorzy w Polsce zachowują, jest dużo lepszym miernikiem poziomu relacji z obcymi rządami niż okolicznościowe laurki wygłaszane przez oficjalnych gości pod polską publikę. 

Ostatnia afera z listem ambasadorów w obronie praw LGTB jest kolejnym przykładem, jak jesteśmy traktowani. Nie pomogą tłumaczenia prof. Legutko czy ministra Rau. Fakt, iż pod listem inicjowanym przez Ambasadę Belgii jest podpis Ambasadorów USA i Wenezueli jest obraźliwy. Polska została potraktowana jak, nie obrażając republik Ameryki Centralnej, republika bananowa. W tym przypadku ocena obecnego incydentu przez Radka Sikorskiego brzmi, niestety, celnie. Bolesne, ne c’est pas?

„Dla mnie szokujące jest w tym nie tylko to, że inicjatorem listu były – jak się zdaje – ambasady USA i Wielkiej Brytanii, ale to, że ci bliscy sojusznicy pozwolili ambasadorowi Wenezueli dołączyć się do listu. (…) A więc uważają, że nawet Wenezuela ma prawo nas pouczać, to znaczy, że w ich oczach nisko upadliśmy.“

***

Postawa Pani Amb. G. Mosbacher nie powinna nikogo zaskakiwać. Jaka jest Jej rola? Lobbowanie za interesami amerykańskich korporacji i wskazywanie palcem rządowi RP, jakie regulacje podatkowe obowiązujące zagraniczne koncerny są ‘akceptowalne’ a jakie nie? Warszawa jednakże to najwyraźniej akceptuje, co oznacza iż diagnoza potrzeb na tej placówce, podjęta w Departamencie Stanu była… zasadna. Oczywiście, powie ktoś iż Departament Stanu zawsze ma swoje interesy i dyplomaci USA prowadzą politykę, która ma niewiele wspólnego z linią Białego Domu. Widać to zwłaszcza w okresie prezydentury DJ Trumpa. Ale właśnie dlatego, iż Polska jest jednym z nielicznych krajów, które z Administracją Trumpa utrzymuje dobre relacje, a polska polityka zagraniczna oraz orientacja strategiczna (i zakupy zbrojeniowe, idące w miliardy $) orientują się na Waszyngton, z wyraźnym uszczerbkiem dla relacji choćby z Unią – Warszawa powinna zażądać obsadzenia w roli ambasadora kogoś poważnego, który nie będzie traktował tweetera jako formy komunikacji z premierem.         

„Nie musiałam [informować –wmw], ponieważ rząd wie, jakie są nasze wartości. Wystarczy poczytać mojego Twittera, zobaczyć, że na budynkach ambasady i konsulatu od lat wywieszamy tęczowe flagi.“ [G.Mosbacher]

***

Inicjatywa ambasadorów jest wyraźną demonstracją wobec obecnego rządu ze strony środowisk nadających ton polityce Zachodu. Dlatego niepokoi zarówno próba obniżenia znaczenia tej niebywałej ingerencji przez nowego szefa naszego MSZ jak i prześmiewcze kwitowanie zachowania Pani Ambasador USA przez dziennikarzy awangardy medialnej PiS.

Wypowiedź red. Marka Pyzy na łamach internetowego portalu www.wPolityce.pl pokazuje, jak mało rozumiana w środowiskach pisowskich jest obecna ideologiczna dominacja lewicy, dla której kwestie LGTB to papierek lakmusowy postaw i wpływów. Z tego trzeba sobie zdawać sprawę. Kalkulacje strategiczne zakładające, iż to co Warszawa uważa za strategiczny interes USA w regionie ma cokolwiek wspólnego z poglądami decydentów politycznych w USA jest groźną ignorancją. Uznanie, iż Departament Stanu ‘nie wie’ lub ‘kompromituje się” zachowaniem Pani Ambasador w Warszawie ukazuje, iż autor portalu braci Karnowskich nic z politycznych relacji w Waszyngtonie oraz obecnych wpływów lewicowej ideologii na elity USA, także te konserwatywne, nie rozumie.   

„Nie chcę wchodzić w szczegóły legislacyjne, bo to sprawa należąca do Polski. Mówię tylko, jakie są konsekwencje posiadania reputacji kraju nieprzyjaznego mniejszościom LGBT. A to reputacja, którą Polska za granicą posiada, nawet jeśli sama ocena nie jest fair.“ [G.Mosbacher]

“(…) Tym właśnie kończy się wsadzanie miłującej kicz i nowojorski blichtr celebrytki na ważną funkcję dyplomatyczną. (…) Toż to poziom Klaudii Jachiry, a nie najważniejszej przedstawicielki administracji USA na terenie strategicznego sojusznika w regionie.

I wreszcie coś, co powinno naprawdę dać do myślenia w Departamencie Stanu:

WP: Czy „to, co nas różni” w kwestiach światopoglądowych – jak to pani ambasador ujęła – wpływa również na amerykańskie decyzje dyplomatyczne i militarne wobec Polski?

GM: W naturalny sposób wpływa, ponieważ ma przełożenie na nasz Kongres, który zatwierdza m.in. wydatki militarne. Nie jest tajemnicą, że wielu kongresmanów jest bardzo zaangażowanych w sprawy LGBT. Tutaj nie ma znaczenia, co ja myślę – to oni stanowią prawo i rozdzielają pieniądze.

– “Ha, ha, ha! Ciekawe, co na to generałowie w Pentagonie? Już widzę te narady: panowie, musimy wycofać naszych chłopców z Polski, odpuścić wschodnią flankę NATO, skupić się na Chinach, a Moskwa niech sobie harcuje w Europie. Ale dlaczego? Bo polski rząd nie chce wieszać tęczowych flag.”

Marek Pyza, www.wPolityce.pl, 29 września 2020

WMW

PS.: https://www.youtube.com/watch?v=pe6mqxaclyI