Historia ludzkości jest ściśle związana z wykorzystaniem surowców znajdujących się w skorupie ziemskiej. Najpierw zbieraliśmy tylko to, co leżało na jej powierzchni, potem zaczęliśmy ryć w ziemi coraz głębiej i głębiej. Staliśmy się górnikami.
W1899 r. w kopalni miedzi Chuquicamata na północy Chile dokonano niezwykłego, choć trochę makabrycznego odkrycia. Podczas prac górniczych znaleziono mumię mężczyzny, który pracował w tym samym miejscu 13 stuleci wcześniej. Jego ciało zachowało się w doskonałym stanie dzięki temu, że zostało przesycone siarczanem miedzi – sól je zaimpregnowała. Uległo więc wtórnej mineralizacji, a skóra przeobraziła się w metaliczną skorupę ciemnozielonej barwy. Młody mężczyzna zginął prawdopodobnie w wyniku zawalenia się stropu tunelu, w którym przebywał, ale badania wykazały, że bezpośrednią przyczyną śmierci nie było zmiażdżenie przez skały, lecz uduszenie z powodu braku tlenu. Ułożenie ciała wskazywało, że ów Miedziany Człowiek (ang. Copper Man), jak nazwano mumię, do końca próbował wygrzebać się spod zwału. Nie udało się mu. W 1901 r. mumia pojechała do Buffalo na Wystawę Panamerykańską. Tam zobaczył ją i odkupił od Chilijczyków bankier J.P. Morgan, który następnie podarował ją Amerykańskiemu Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku, gdzie doskonale zachowane szczątki najstarszego znanego nam górnika można oglądać do dziś.
Miedziany Człowiek nie był oczywiście pierwszym górnikiem w dziejach ludzkości. Kopalnictwo jest zajęciem równie starym jak rolnictwo, a zdaniem niektórych znacznie starszym, jeśli za najstarszą kopalnię świata uznać wyrobisko Ngwenya, znajdujące się w północno-zachodniej części Królestwa Eswatini, lepiej znanego jako Suazi. Datowania metodą radiowęglową wykazały, że już ok. 40 tys. lat temu ludzie pozyskiwali w tym miejscu rudę hematytową. Oczywiście nie wytapiali z niej żelaza, ale produkowali czerwoną ochrę, wykorzystywaną jako kosmetyk oraz barwnik. Używano go powszechnie podczas rozmaitych rytuałów, a także malowano nim rysunki na skałach. W okresie paleolitu Ngwenya była zapewne sporym ośrodkiem górniczym o znaczeniu regionalnym. I z pewnością nie była jedyna.
Jedną z głównych trosk naszych paleolitycznych przodków było oczywiście zdobycie surowca do produkcji broni i narzędzi. Ludzie stopniowo nabywali wprawę w obróbce czertu, krzemienia, obsydianu i innych kamieni o jednorodnej budowie, która pozwalała na uzyskanie coraz bardziej zaawansowanych techniczne i misternych wyrobów. W latach 80. XX w. archeolodzy odkryli w dolinie Nilu w południowym Egipcie dwa stanowiska, gdzie już ponad 30 tys. lat temu wydobywano na dużą skalę czert – twardą skałę krzemionkową podobną do krzemienia. W jednym z miejsc zwanym Nazlet Safaha wydobycie cennego kamienia prowadzone było na powierzchni ok. 3000 m2. Prehistoryczni ludzie wybierali surowiec z wysokiego tarasu rzecznego – w tym celu kopali rowy o maksymalnej głębokości 1,7 m i szerokości 1–2 m. Jedna trzecia tego aluwialnego złoża (powstałego z osadów naniesionych przez rzekę) została całkowicie wyeksploatowana. Można powiedzieć, że była to pierwsza w dziejach kopalnia odkrywkowa.
Pod ziemię po krzemień
Popyt na narzędzia kamienne wzrósł jeszcze bardziej w neolicie, czyli młodszej epoce kamiennej, która zaczęła się 10–11 tys. lat temu, po ostatnim zlodowaceniu i wraz z pojawieniem się rolnictwa oraz pierwszych stałych osad. Szczególnym wzięciem cieszył się krzemień wydobywany w wielkich ośrodkach górniczych, które zajmowały obszar dziesiątek, a nawet setek hektarów. Duża liczba takich kopalń powstała w Europie jakieś 6–7 tys. lat temu. Jedna z największych znajdowała się na terenie dzisiejszej Polski – w Krzemionkach Opatowskich.
Neolityczni mieszkańcy Krzemionek byli już górnikami pełną gębą (choć nie wiemy, czy mieli swoją Barbórkę). Surowiec pozyskiwali ze strefy o długości ok. 4,5 km i średniej szerokości 100 m. Na tym polu, zajmującym w sumie ok. 80 ha, wydrążono ponad 4 tys. jam, nisz i szybów. Jamy były najpłytsze (1–2 m), nisze – głębsze (4–5 m) i poszerzone na spodzie, a szyby – najgłębsze (miały do 12 m szerokości i maksymalną głębokość 9 m). Od szybów odchodziły w różnych kierunkach poziome chodniki prowadzące do komór, w których pracowali górnicy. Najdłuższe chodniki liczyły jakieś 20 m. Niektóre podziemne wyrobiska miały powierz- chnię kilkuset metrów kwadratowych. To już były prawdziwe kopalnie głębinowe. Pracowano w nich na klęczkach lub w pozycji leżącej, jako że warstwa skał wapiennych, zawierająca ławice krzemieni, ma mniej więcej metr grubości. Głównym narzędziem górniczym stał się kilof kamienny lub wykonany z poroża jelenia. Mimo dość prymitywnego sprzętu wydajność kopaczy była spora, a wydobyty tu surowiec od razu obrabiano w okolicznych warsztatach kamieniarskich.
Krzemionki Opatowskie funkcjonowały w latach 3900–1600 p.n.e. W szczycie swojej popularności, który przypadł na pierwszą połowę trzeciego tysiąclecia przed naszą erą, wyroby z wydobywanego tu krzemienia pasiastego docierały do miejsc odległych o 600 km. Ale nie było to jedyne takie miejsce w Polsce – archeolodzy ustalili lokalizację jeszcze jakichś 20 kopalń krzemieni. Niektóre z nich, jak kopalnie krzemienia czekoladowego w Orońsku koło Radomia, są znacznie starsze od Krzemionek. Liczą bowiem blisko 13 tys. lat, a zatem pochodzą jeszcze z paleolitu (starszej epoki kamiennej). W całej Europie doliczono się ponad 250 dawnych kopalń krze- mienia. Coraz częściej jego głównym odbiorcą byli rolnicy. Pozostali oni wierni narzędziom kamiennym jeszcze długo po pojawieniu się nowej grupy surowców, które jednak w końcu wygrały i pozostały z nami do dziś. Mowa oczywiście o metalach, bez których trudno sobie wyobrazić współczesną cywilizację. To one dawały początek kolejnym rewolucjom technologicznym. Czas kamieni minął.

Andrzej Hołdys