•   Saturday, 01 Oct, 2022
  • Contact

Pravda Vitezi!

WW Historia

“Gdy byłem chłopcem, chciałem być żołnierzem”

Pewnego lata stałem wpatrzony w długie kolumny czołgów, transporterów i wszelkiego innego żelastwa, jakie mijało nas, turystów, skierowanych na pobocze gdzieś pod Kudową. Jechali i jechali, choć wcale do nas, dzieciaków skaczących przy drodze, nie machali, jak to zwykle bywało, gdy się nasze wojsko jadące na ćwiczenia spotykało. Jacyś tacy dziwni byli, siedzieli na tych ciężarówkach skupieni, zacięci. I nie bardzo rozumiałem grobowe miny dorosłych, trzęsące się ręce matki, kiedy wsłuchiwali się późną nocą w trzaskające charakterystycznym buczeniem radio. Wszyscy zresztą na polu namiotowym zdawali się tamtej nocy słuchać tego samego, płynącego z oddali głosu. Coś było o Pradze, o groźbie inwazji. Była noc z 20 na 21 sierpnia 1968 roku.  

Inwazja Czechosłowacji "Operacja Dunaj", dokonana została z chirurgiczną precyzją. W Pradze zapanował spokój, przerywany od czasu do czasu salwami z moździerzy. Nie wybuchła żadna wojna, żadna zresztą nigdy nie groziła. Tak, wiele osób wtedy mogło się obawiać, czy się “coś” nie zacznie, no bo Amerykanie, i Zachód. Taaak, Amerykanie. Waszyngton się dowiedział, i operację "klepnął", zresztą co administracja Lyndona B. Johnsona, umoczona po uszy w Wietnamie, mogłaby zrobić.  

45 lat temu inwazja “sojuszniczych armii państw-stron Układu Warszawskiego” zakończyła jedyny w swoim rodzaju eksperyment z naklejaniem “ludzkiej twarzy” realnemu socjalizmowi. Operacją tą zafascynowani byli zwłaszcza zachodni komuniści oraz tłumy intelektualistów, owych użytecznych idiotów, do których dotychczasowe doświadczenia nie docierały. Węgry, Polska - to były archaiczne, zacofane, klerykalne do tego społeczeństwa. Czesi – a, to europejska awangarda!  

Komunistyczni doktrynerzy z Czechosłowacji zamarzyli sobie swobód i wolności, wierząc, iż są w stanie pogodzić sztywną teorię walki klas oraz blokowe podziały z dążeniem do stworzenia systemu, w którym ludzie (postępowi, oczywiście) mieliby coś do powiedzenia. Wybrany w styczniu tego roku Dubczek i jego towarzysze nie chcieli żadnej kapitalistycznej demokracji, żadnej kontrrewolucji - choć nieświadomie ją tworzyli. Nie pojęli prostej prawdy o systemie - że władza aparatu to właśnie socjalizm; I to za te mrzonki dostali bracia Czesi i Słowacy, w tamte sierpniowe dni, po łapach.

Wprowadzenie w życie doktryny Breżniewa, głoszącej wszem i wobec, iż z obozu realnego socjalizmu wyjścia nie ma, nie powinno nikogo zaskoczyć. Po Budapeszcie wszystko powinno być jasne. Nie było tylko dla Czechów i Słowaków, bo oni wolni byli od jakichkolwiek anty-rosyjskich “uprzedzeń”. Oni, ich umysłowe elity i szerokie masy zawsze żyli w tym przekonaniu, że ‘Rusko’ czy “Sovetski Svaz” są z nimi ‘na vecne casy’. Tak ich uczyła ich trudna historia. I dostali lekcję sowieckiego realizmu. Ano!  

Praska wiosna skończyła się latem 1968 roku. Skończyła się tragicznie, choć można by rzec - stosunkowo bezkrwawo, bo ta ponad setka idealistycznie nastawionych studentów to była najniższa cena za iluzje. Napadnięta Czechosłowacja nie broniła się, bo się bronić nie mogła. Stary komunistyczny generał, prezydent Ludvik Svoboda miał absolutną rację, nakazując swej armii pozostanie w koszarach. Uratował tysiące istnień od pewnej zagłady. Sowieci bowiem nie mieli najmniejszej ochoty pozwolić na wyłom w swej europejskiej twierdzy.

Niektórzy historycy sugerują, iż sowiecka inwazja miała dodatkową motywację, daleko wykraczającą poza realność zagrożenia światowego systemu komunistycznego praską rebelią. Tak, komunistyczni aparatczycy bali się zaraźliwego przykładu reform Dubczeka  Ale wskazują oni dodatkowo, iż Czechosłowacja była jedynym krajem socjalistycznym który graniczył z imperialistycznym Zachodem, a do tego, nie stacjonowały w niej wojska Armii Czerwonej. Tak się jakoś ułożyło, iż pokojowo nastawiona CSRS stała się socjalistyczna w roku 1948, po zamachu komunis- tów Gottvalda, ale w ramach Układu Warszawskiego nic w niej nie stacjonowała.  

Tymczasem sowieccy generałowie na poważnie planowali wojnę nuklearną w Europie. A już papa Otto von Bismarck uczył, iż czeski masyw jest naturalną twierdzą w Europie środkowej i kto kontroluje ową twierdzę, ten rozdaje w okolicy karty. Między sowieckimi dywizjami stacjonowanymi na Węgrzech i tymi w DDR oraz koło Legnicy istniała tymczasem groźna luka. I tę lukę skutecznie zaplombowano w 1968 roku. Bo co prawda, sojusznicze armie demoludów z CSRS wyszły, to bratnia sowiecka już nie.  

W późniejszych latach “normalizacji” niektórzy w typowym wisielczym humorze pytali dowcipnie: “jaki jest najdłuższy kraj na świecie? - Ceskoslovensko! Rosjanie zaczęli wychodzić w 1969 roku i dotąd wychodzą?” Mniej dowcipni zauważali, że choć inwazji dokonano na zaproszenie towarzyszy z KPCz, zaniepokojonych pełzającą kontrrewolucją, to do tej pory nikt z zapraszających się nie ujawnił.  

Przypominaliśmy to sobie trochę beztrosko, jako dowcipny komentarz do telewizyjnych pogróżek rozmaitych Siwaków i Rakowskich, latem 1981 roku. Bo w PRL można było ich liczyć na setki - tych “polskich” komunistów, którzy nawet nie proszeni, z własnej inicjatywy wzywali bratnie armie na pomoc przed zarazą “Solidarności”! U nas (parafrazując pewnego gubernatora z Krakowa) lista samych kandydatów do podpisania nowej Targowicy byłaby za długa, by ją w “Trybunie Ludu” drukować.
“Normalizacja” zaprowadzona pod osłoną bratnich czołgów w Czechosłowacji jest nam wszystkim mniej znana. Wiedzieliśmy, iż rządzą nimi takie same szumowiny, jak nami. Zazdrościliśmy im jednak poziomu życia, u nich było trochę więcej towarów, po które się tam jeździło, a u nas można było, znowu jak w dowcipach, więcej poszczekać.. Dla nas rzeczy wróciły do normy. Ale czeska reakcja twardogłowych była dla tego kraju kulturowym szokiem. W ciągu roku zastępy awansowanych przez okupantów aparatczyków zadeptały w tym kraju wszelki ślad po niezależnym myśleniu. Wizje Kafki zrealizowały się w państwie Husaka. Niepokorni, jeśli nie wyjechali, do końca życia wozili węgiel.

Z perspektywy upadku komuny, wielu badaczy wskazuje na ogromne straty, jakie Czechy (zwłaszcza) poniosły zarówno po wprowadzeniu komunizmu, jak po “normalizacji”. Czechy były bowiem od początków do połowy XX-wieku najbardziej uprzemysłowioną częścią kontynentu. Socjalistyczna gospodarka doprowadziła do stagnacji, upadku światowych marek, straty rynków zbytu. Nie pozwolono Czechosłowacji na przyjęcie Planu Marshalla. A miałby on większy efekt, niż dla zachodnich Niemiec.

A żeby było smutniej, to w momencie transformacji ustrojowej, cały nieomal czeski przemysł, teraz jako masę upadłościową po komunistach, przejął kapitał zachodni, głównie niemiecki. Sami Czesi mają się OK. Oni się potrafią przystosować. Ale nie będzie już kolejnych modeli owych charakterystycznych, znanych w połowie Europy baniastych tramwajów “Tatry”. Przejął ją “Siemens”, który natychmiast “nieopłacalne” wydziały tramwajowe zamknął. I sprzedaje swoje. Widzicie Państwo popularną “Skodę” na polskich drogach lub w czołówce peletonu “Tour de France” - ale to już jest dziś Grupa Volkswagen. 'Das Auto!' “Pilsner “ chyba też do jakiegoś brauerei należy. I jest OK.  

“Socjalizm z ludzką twarzą?” Nie przeszło! Złośliwy mógłby dodać - z naszą, Ludowego Wojska Polskiego, pomocą. Trzeba o tym epizodzie pamiętać, teraz zwłaszcza, kiedy powstaje film o wielkim Polaku, Generale Jaruzelskim. Tamtego lata 1968-go roku Ludowe Wojsko Polskie spełniło swój internacjonalistyczny obowiązek. Zgodnie z długą tradycją polskich operacji ekspedycyjnych - dodałby znowu złośliwy kronikarz. W końcu zaprowadzaliśmy kiedyś francuski, postępowy porządek w Hiszpanii czy na Haiti.  

Byliśmy także, z własnej woli, w Afganistanie i Iraku.  

WW-Wojnarowicz
PS. Pisałem powyższy tekst 9 lat temu. Temat roli wojska w polskiej historii i polityce wymaga przypomnienia. Wojna na Ukrainie zmieniła całkowicie perspektywę ocen funkcjonowania polskich Sił Zbrojnych. Jeżeli ktoś sądził, iż po roku 2014 zrozumiano potrzebę natychmiastowego wzmacniania zdolności obronnych, to był w błędzie. Trwał korowód niemocy wokół modernizacji armii i powiązanego z nią własnego przemysłu obronnego. Po co nam nowe czołgi, możemy wszak modyfikować 'własny', postsowiecki złom (bo to tylko umiemy). Jak wyśmiewano samą koncepcję powołania WOT!? Warto te nazwiska “ekspertów” zapamiętać.

24 lutego 2022 nasze elity polityczne, rządu i opozycji, obudziły się z armią kompletnie nieprzygotowaną – doktrynalnie i strukturalnie - do obrony własnego terytorium, z nielicznymi jednostkami dysponującymi generalnie przestarzałym sprzętem. Nowoczesnej techniki mamy mało. Zdolności przemysłu obronnego wymagają natychmiastowych działań. Nagle dotarły też do świadomości obywateli kwestie demograficzne – kto obsadzi i wyszkoli tworzone obecnie w podnieceniu nowe brygady i dywizje?! Zagrożenie wojną uzmysłowiło opinii publicznej, iż nie dysponujemy praktycznie niezbędną bazą przemysłową. Pytającym ‘dlaczego’ warto zatem przypominać, iż od chwili odzyskania suwerenności i integracji ze strukturami NATO, w latach 1990 ochoczo przestawiliśmy całą doktrynę budowy i użycia Sił Zbrojnych RP na model 'korpusu ekspedycyjnego'. Przemysł obronny był nam zbędny, bo co niby mieliśmy budować? Szykowanie armii na wojnę obronną, w Europie? - “Co za anachroniczne myślenie!” - słyszeli zwolennicy wzmacniania potencjału obronnego. - “O produkcji wojskowej możecie zapomnieć” - usłyszała w początkach transfor- macji kadra inżynierska Stalowej Woli od prominentnego ministra. Po co armia? Po co przemysł? A w ogóle - po co patriotyzm?!

Do tej polityki rozbrajania kraju – militarnego, przemysłowego i mentalnego - trzeba dziś powrócić i ją rozliczyć. Aby opinia publiczna nie dała się ponownie rozbroić elitom, oddanym bezsensownym ideologiom, płynącym do nas i ze Wschodu i z Zachodu. Od lutego’22 eksperci z Foreign Affairs, ku własnemu zaskoczeniu, dostrzegają fakt, iż bez względu na wynik starcia na Ukrainie, Zachód i Rosja znalazły się w stanie wojennej konfrontacji. Leży w niej na szali także los Polski. 

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: