„Hidden Victory“ – Operacja Niemeńska 1920

„100 years ago in the significant Battle of the Niemen River, we repelled the Bolshevik onslaught. This battle, hidden in the shadow of the Battle of Warsaw, is one of the most significant battles in Polish history. Today, on the Pilsudski Square, we pay tribute to our victorious soldiers.“

Prime Minister M. Morawiecki, Piłsudski Square, Warsaw, 25.09.2020.

  

Stulecie wywalczenia niepodległości. Odrodzenia Państwa. Od kilku lat korzystamy z niepowtarzalnej okazji do historycznych podsumowań, analiz owego niezwykłego splotu okoliczności z lat 1914-1921. Pamięć służy wzmocnieniu lub potwierdzeniu tożsamości. Czy wykorzystujemy te niezwykłe rocznice także do krytycznej refleksji? Po co w sumie piszemy o minionych wydarzeniach?

Czy nie jest tak, iż w przeszłości szukamy argumentów dla wzmocnienia naszej pozycji w dzisiejszych sporach? Narzekamy często, iż nasze wielkie wiktorie, decydujące o biegu dziejów naszych, a często Europy, nikną w mrokach zapomnienia i niewiedzy. Czy brakuje nam uznania w oczach społeczności Zachodu? Uznania przez obywateli wolnego świata polskiego wkładu w obronę wspólnych wartości, a przez elity naszego miejsca wśród “państw poważnych”? Czy dlatego wskazujemy na Wiedeń 1683 czy Warszawę 1920.

W walce o pamięć o naszej historii najnowszej nie pozwoliliśmy sobie narzucić ani propagandy komunistycznego zapomnienia ani współczesnej propagandy wstydu. Bronimy naszego prawa do patriotyzmu, przy oskarżeniach o “szowinizm”  lub nawet “faszyzm” ze strony tych, dla których ideałem jest człowiek zapatrzony we własne indywidualne “ja”, zawieszony w próżni bez grupowych więzi, wyprany z lojalności i tożsamości. Ślepy konsument post-prawdy.

Aby historia była naprawdę nauczycielką życia, a nie polityczną laurką bądź okazją do propagandowych wystąpień, musi ona być zakorzeniona w naszej świadomości jako logiczny proces, oparty o zasady przyczyny i skutku. Oczyszczony z legend, z uproszczeń i sloganów.  Serwowana nam wizja dziejów często, niestety, służy realizacji cudzych interesów naszym kosztem. Czy dla przykładu, aby zawsze bycie “przedmurzem” służyło naszym interesom? To, co się dzieje wokół nas nie jest ani przypadkowe, ani neutralne. Przed społeczeństwami, narodami, zawsze stoi pytanie: – czy chcą być przedmiotem czy podmiotem dziejów? Wielkiej gry.

***

We wrześniu minęło sto lat od najbardziej zapomnianej chyba karty naszych “kroków ku niepodległości” z lat 1918-1921. Zapomnianej mimowolnie! Zagubionej w blasku narodowego triumfu siły woli! Czy ktoś w Polsce tak na poczekaniu wymieni “Bitwę nad Niemnem” wśród epokowych triumfów polskiego oręża?

Pamięć o “Cudzie nad Wisłą”, jak utarło się (nieszczęśliwie!) potoczne określenie tego wydarzenia, wyczerpuje niejako narrację o walce zbrojnej o niepodległość państwa w latach 1918-1920. “Pobiliśmy armie bolszewików pod Warszawą, uciekali w popłochu gdzie pieprz rośnie, ponieśli takie straty, że… dali nam spokój. Gdzieś tam miały jeszcze miejsce jakieś utarczki, ale po zwycięstwie pod Warszawą klamka dziejów zapadła.” Czyżby?

***

“Uciekającemu wrogowi buduj srebrne mosty!” – uczył chiński myśliciel i teoretyk wojny, Sun Tzu. Ale nie każda ucieczka to koniec operacji. Wojna -“kontynuacja polityki innymi środkami” – toczy się tak długo, aż jedna ze stron uzna się za pokonaną lub… uzna brak nadziei na realizację strategicznych założeń. Rachunek strat i kosztów. Czy zwycięstwo pod Warszawą kończyło konflikt Rzeczpospolitej szukającej swego miejsca na mapie, z rewolucyjną Rosją Lenina? Jakie były, po sierpniu 1920 roku, wzajemne oceny sytuacji i dalsze kalkulacje obu stron konfliktu?

Z punktu widzenia przywódców rewolucji bolszewickiej, klęska pod Warszawą niczego nie przesądzała. Plany Lenina i Trockiego, przejścia po trupie “pańskiej” Polski i połączenia się z rewolucyjnym proletariatem w Niemczech czy Austrii nie zmieniły się ani o jotę. Porażkę pod Warszawą uznano za “wypadek przy pracy”. Odrzucone znad Wisły na linię Niemna i Świsłoczy dywizje Armii Czerwonej w bardzo szybkim tempie zostały odbudowane. Rekruta nie brakowało. Front Zachodni pod dowództwem Tuchaczewskiego nadal składał się z trzech wielkich armii (III, XIV i XVI), z 14 dywizjami plus rezerwy. Było to w sumie 73 tysiące krasnoarmiejców z 220 działami. Plany Tuchaczewskiego, przyjęte z aprobatą przez głównodowodzącego Robotniczo-Chłopską Armią Czerwoną, Lwa Kamieniewa i Lenina, zakładały ponowienia ataku na Polskę, jeszcze jesienią 1920 roku, w kierunku na Brześć i dalej, na Lublin. Podstawą tych ofensywnych planów było założenie Tuchaczewskiego, iż polski kontratak znad Wieprza był ostatnim, desperackim wysiłkiem, do jakiego było zdolne Wojsko Polskie i że nie posiada ono już ani dostatecznych sił, środków ani determinacji, aby podjąć jakiekolwiek działania zaczepne.

Piłsudski był świadomy tymczasowości sytuacji na froncie. Rozumiał, iż wspaniałe zwycięstwo na przedpolach Warszawy nie było jeszcze sukcesem strategicznym lecz jedynie taktycznym. Widział doskonale koncentrację bolszewików nad Niemnem i rozumiał zagrożenie ze strony Frontu Zachodniego. Nie miał też złudzeń co do intencji bolszewików – albo Polska zdobędzie się na kolejny wysiłek zbrojny, wykona śmiały manewr zaczepny, rozbije siły nieprzyjaciela i zagwarantuje sobie zwycięstwo, albo ponownie zagrozi jej bolszewicka inwazja. I tak pod koniec sierpnia 1920 narodził się plan “Operacji Niemeńskiej”.

WMW (cdn)