Był to rzeczywiście ‘tydzień”, nawet jak na polską politykę, wielkich emocji. Jak w nieśmiertelnej formule dreszczowca Hitchcocka, napięcie sięgnęło zenitu 7 maja, a potem… wzrosło! Od rana w sobotę zrobiło się nerwowo. Media zalewały kolejne informacje o nadchodzącej burzy w obozie Zjednoczonej Prawicy. Doniesienia na paskach internetowych wydań gazet jak i złośliwe memy na fb wieszczyły klęskę dopiero co osiągniętego kompromisu Jarosławów oraz nieuchronny upadek rządu PMM. Wpis prof. Pawłowicz z wezwaniem do modlitw za Ojczyznę i sugestią rozpadu koalicji rządowej podniósł temperaturę. Data 23 maja jako jednak data wyborów korespondencyjnych powtarzana była, na przemian jako symbol zwycięstwa twardej linii w PiS, bądź wielkiego oszustwa Prezesa.

Skończyło się na medialnej awanturze. Kompromis trwa. Opozycja nagle zmieniła ton, ale nadal jest oburzona – teraz tym, iż wybory przepadły. Rządzący udają, iż niczego nie zawalili. Zdjęcia z niedzieli pokazywały natomiast tłumy cieszących się piękną pogodą Polaków, masowo spacerujących w górskich parkach. Polityczny dramat odbywa się bardziej w mediach, a gadający “eksperci” zajmują raczej siebie samych oraz nieliczną (acz rozemocjonowaną w necie!) część “żelaznego” elektoratu zwaśnionych stron.

Problemem większości ludzi jest pandemia, wizja problemów z powrotem bądź utrzymaniem pracy, zawieszoną edukacją dzieci. Za to będą rozliczać rząd PMM. I rzeczywiste (a nie ustawiane) demonstracje ludzi, którym zamrożona gospodarka rujnuje pracę i życie, będą miały miejsce. Generalnie zaś, sądząc z rozmów z Rodakami w kraju, politykę traktuje się jako zło konieczne. Ci, co zechcą, zagłosują; ci co na nie, pozostaną na “nie”. Na razie decyzja Państwowej Komisji Wyborczej o ‘nieodbyciu’ wyborów uspokoiła na moment burzliwe fale. PiS może mowić o swoistym prezencie od losu. Wracamy do wyborczych ram zakreślonych konstytucyjnie. Wybory zorganizuje PKW a nie Poczta Polska. Kiedy? Zapewne latem.

W zawieszeniu  pozostaje ocena roli Jarosława Gowina. Niemiecka prasa już znalazła mu miejsce w podręcznikach historii, co cieszy. W końcu usłyszeć coś dobrego od niemieckiej prasy, czy to tej wydawanej w Niemczech czy w Polsce, to rzecz niezbyt częsta. Owszem, wywiady Tuska snującego nazistowkie remniscencje o Orbanie lub reżymie Kaczyńskego, to też forma komplemetu – obaj politycy muszą komuś psuć poważne interesy nad Neckarem.

Pisząc poważnie, z oceną postępowania Jarosława Gowina musimy poczekać. Jeżeli wybory odbędą się normalnie, w zgodzie z zasadami prawa, z zachowaniem zasad bezpieczeństwa i Andrzej Duda wygra, PiS powinien Gowinowi ufundować pomnik bądź katedrę jego imienia na najlepszym uniwersytecie! Piszę poważnie. Dziś Gowin jest wrogiem #1 dla obu stron. Opozycja wyzywa go od oszustów, choć powinna mu podziekować. Za lekcję realizmu i sztuki negocjacji. Oczywista próba ‘wykupienia’ go z ław rządu błyskotką marszałkostwa Sejmu była tyleż naiwna co obraźliwa. Zwolennicy twardej linii w PiS, zarówno tak zwani “ziobryści”, jak i przyboczni Prezesa, tego swoistego ‘przeczołgania’ w Sejmie mu nie zapomną.

Co zatem nowego na froncie wojny polsko-polskiej? Możnaby odpowiedzieć dowcipem, jaki zapamiętałem ze studiów, kiedy podchodziliśmy sceptycznie do oficjalnych informacji o przebiegu konfliktu w Afgnistanie. “Na froncie panuje spokój. Gdzieniegdzie tylko słychać salwy z dział i moździerzy.” W naszym przypadku, medialnych salwach hejtu i fake news, ale nie mniej groźnych dla stabilności kraju.

VE Day – nasz Dzień Zwycięstwa?

8 maja minęła 75. rocznica kapitulacji III Rzeszy. W PRL świętowano ten dzień 9 maja, bo obowiązywała nas nawet w kwestii czasu, wersja moskiewska.

Okrągłą rocznica tego wydarzenia, kończącego najkrwawszy konflikt w dziejach kontynentu i świata powinna skłaniać do pogłębinych refleksji. Czas pandemii nie sprzyja temu. A temat rozliczeń Drugiej Wojny wcale się z upływem lat nie dezaktualizuje. Wręcz przeciwnie. Wiemy coraz więcej, w miarę jak sukcesywnie otwierane są archiwa. I presja na przepisywanie historii zgodnie ze współczesnymi realiami nabiera nowego wymiaru.

Nie, jeszcze nie oskarża się załogi Westerplatte o zdradzieckie ostrzelania wizytującego pokojowo Gdańsk, szkolnego okrętu Schleswig-Holstein. Na razie odkrywa się winę polskiej dyplomacji w sprowokowniu wojny swoją pro-hitlerowską liną. I bezsensowny antykomunizm, podważający wysiłki obrony pokoju we współpracy ze ZSSR, jedynym potencjalnym gwarantem pokoju w Europie zagrożonej przez reżym – bliżej nieokreślonej narodowości – nazistów.

Zagadnienie, kto wygrał a kto poniósł klęskę w Drugiej Wojnie nie jest wbrew pozorom, ostatecznie rozwiązane. Wojny mają to do siebie, iż toczą się długo po zakończeniu samych operacji militarnych.

Postawienie tezy, iż Polska Drugą Wojnę przegrała, opiera się nie tylko o potworne straty ludnościowe i materialne. De iure, likwidowane zostało suwerenne Państwo Polskie, konstytucyjny rząd uznany został za nieistniejący. To, co Wielka Trójka utworzyła w Jałcie było – bez specjalnych ogródek! – państwem tworzonym “dla” Polaków, w zgodzie z interesami ZSSR. Warto zauważyć, iż jeszcze dziś powyższa ocena będzie traktowana przez wiele osób, nie tylko pogrobowców PZPR, jako herezja. Powrócimy do polskiego bilansu WW2 w następnym tygodniu. Nie powinniśmy zapominać o własnej historii.

WMW