"Wygrana Meloni to coś więcej"

Ucieczka spod gilotyny


Europa mądrzejsza od Włochów? Choć wybory we Włoszech dosyć jednoznacznie wygrała centroprawicowa koalicja z Giorgią Meloni na czele, wynik ten nie spodobał się zarówno wielu europejskim i polskim politykom, jak również mediom. A może zamiast emocji oraz wyrażania oczekiwań wobec obcych państw, na początek postaramy się zrozumieć ich wybór? Czy nie tak działa demokracja? A może po drodze zapomnieliśmy, że tak działać powinna?
Kilka lat temu, mając okazję zwiedzić Uniwersytet Wirginii, nadarzyła się okazja na spotkanie z szefem tamtejszego wydziału nauk politycznych. Po oprowadzeniu po kampusie, w gronie kilku dyplomatów i dziennikarzy, zaczęliśmy rozmawiać o sytuacji społecznej w Ameryce. Profesor, co specjalnie nie dziwiło w kręgach akademickich USA, wyraził oburzenie prezydenturą Donalda Trumpa. Na oburzeniu jednak się nie skończyło, bowiem na poparcie swoich słów przytoczył anegdotę. Wynikało z niej, że nikt z grona wykładowców nie przewidział takiego obrotu wypadków podczas wyborów w 2016 r. i nikt nie wie, co będzie dalej.
Oczywiście w polityce, nawet gdy komentujemy ją spoza kraju, którego bezpośrednio dotyczy, z definicji istnieje miejsce na publicystyczną ocenę wyniku wyborów oraz ich krytyczną analizę. Czym innym jest jednak stwierdzenie, że "Rzym obiera ryzykowny kurs w kierunku rządu prawicowo-konserwatywnego, w skład którego wchodzi partia polityka do niedawna sympatyzującego z Władimirem Putinem", a czym innym nie tylko negowanie demokratycznego werdyktu włoskiego społeczeństwa, ale również niechęć do choćby próby zrozumienia z czego on wynika.
"Uśmiechnięta postfaszystka"?
Jeśli bowiem założymy, że przyszła pani premier Giorgia Meloni to "uśmiechnięta postfaszystka", "faworyta PiS-u", "populistka" oraz "koszmar dla Włoch jak Marine Le Pen w Pałacu Elizejskim" - z oczu zniknie nam znacznie szerszy i bardziej skomplikowany obraz włoskiej polityki. Po pierwsze Meloni od początku wojny w Ukrainie jednoznacznie potępiła rosyjską agresję, apelując o zwiększenie sankcji nakładanych na Rosję, czego nie można powiedzieć o polityce wcześniejszych włoskich rządów, które już po inwazji na Krym optowały na forum Unii o "normalizację stosunków z Kremlem". Po drugie, nie chodzi tutaj jedynie o zwrot światopo- glądowy Włochów, co perspektywę stabilizacji, którą w kampanii obiecywała liderka Braci Włoskich. Zamiast "rządów ekspertów", centroprawicowa koalicja chciała silniejszej władzy prezydenta, która zerwałaby z permanentnymi przetasowaniami w parlamencie. Wystarczy uświadomić sobie, że przez ostatnie 76 lat włoskiej demokracji, u sterów znajdowało się 67 rządów. To średnio jeden gabinet na mniej niż 1,5 roku.
Czy tej obietnicy uda się dotrzymać? Nie wiem, ale paternalistyczne pouczanie Włochów na starcie, że ich rząd nie spełnia pokładanych w nim nadziei, może prowadzić jedynie do zwiększenia jego popularności. Nie trzeba być psychologiem społecznym, żeby wiedzieć, jak działa ten mechanizm. Co ciekawe, nie wiedzą o nim władze Unii Europejskiej. Jak inaczej wytłumaczyć słowa szefowej Ursuli von der Leyen wypowiedziane podczas niedawnej debaty na Uniwersytecie Princeton, że jeśli sprawy we Włoszech "pójdą w trudnym kierunku, podobnie jak na Węgrzech i w Polsce", Komisja Europejska "ma narzędzia"? Co to w istocie oznacza?
Szanujmy demokrację. Nawet, jeśli się nam nie podoba.
Niestety, zarówno w Europie jak i w Polsce, zamiast na chłodno oceniać wyniki wyborów, na ich podstawie racjonalnie projektować sojusze i nie ulegać emocjom, coraz większa część elit medialno-politycznych manifestuje swoje sympatie i antypatie, jak gdyby partie były klubami piłkarskimi. Prawo i Sprawiedliwość cieszy się, bo w Rzymie wygrali "nasi". Platforma Obywatelska załamuje ręce, bo Włochy wpadną w sidła "postfaszyzmu". Gdzie w tym wszystkim analiza? Uszanowanie woli wyborców? Odrobina pokory i wyciąganie wniosków?
Jeżeli gdzieś w tym szaleństwie zabraknie czasu na nie tyle aprobatę lub dezaprobatę, co zwykłą analizę przyczyn rezultatów wyborczych, nigdy nie zrozumiemy głębszych przyczyn, które za nimi stoją. A w związku z tym, zamiast zmieniać rzeczywistość, będziemy skazani na pogłębiającą się frustrację. Czy muszę tłumaczyć, że to droga donikąd.
Marcin Makowski

 

 

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: