•   Wednesday, 10 Aug, 2022
  • Contact

Nasze “Twarde” na froncie!

Pisane z pamięci


Wojna na Ukrainie trwa już tak długo, iż widać proces znużenia mediów, o politycznych elitach nie wspominając. Końca nie widać, a problemów coraz więcej. Tymczasem teraz mamy do czynienia z momentem krytycznym. Czy Ukraina uzyska wsparcie bardziej znaczące, niż owe mityczne cztery HIMARSY?

O tym, jaki sprzęt Polska dostarcza na Ukrainę, dowiadujemy się z komunikatów ukraińskich służb lub ze zdjęć na rozmaitych portalach, śledzących działania wojenne. Oficjalnie MON informuje o dostawach zdawkowo, zapewne nauczony poważną wpadką polityczno-wizerunkową w sprawie polskich MiGów. Oprócz oficjalnych dostaw armatohaubic ‘Krab’, wiemy np. niewiele o idących w setki sztuk dostawach posowieckich czołgów z rodziny T-72, w zmodyfikowanych wersjach T-72M/M1/M1R. Mieliśmy tego na stanie 318 jednostek. Zapewne ostatecznie wszystkie trafią na front. Teraz dowiedzieliśmy się, że Polska przekazała najnowsze ‘teciaki’, czyli PT-91 “Twardy”. Ile, to na razie tajemnica, ale było tego cztery bataliony (232 wozy): jeden w 12. Szczecińskiej DZ i trzy w 16. Pomorskiej DZ. O ile modyfikowane T-72 nie były wozami z pierwszej linii naszych wojsk pancernych, to już “Twarde” są/były maszynami pierwszego rzutu. Co to oznacza?
Jeżeli połączy się to z ogłaszanymi z dnia na dzień planami zakupów na “już” starszych 116 Abramsów (o kontrakcie na nowych 250 wiemy) oraz 180 koreańskich K-2, oznaczać to tylko może natychmiastowe wręcz przezbrojenie polskich pancerniaków poprzez pozbycie się całego sprzętu post sowieckiego. Z rachunku wynika: 546 za 550.
Oczywiście, w przestrzeni publicznej wrze ‘debata’ czy słuszne jest takie ‘rozbrajanie’ naszych Sił Zbrojnych. Pojawia się nagle ogromna rzesza wielbicieli sowieckiej techniki, argumentujących, iż to polska produkcja i możnaby “to” modernizować. A te zakupy amerykańskiego czy koreańskiego sprzętu to sabotaż naszego przemysłu. No i logistyka, bo tyle typów. A w ogóle, po co! Czołgi to przeżytek, teraz tylko “drony i lekka piechota”.

Agentura nie śpi! Patrząc jednak na to, co robią Amerykanie i Rosjanie, czołg jako podstawowe narzędzie działań wojennych ma się całkiem dobrze. Natura walk w Donbasie obnażyła ignorancję piewców “lekkiej piechoty’ z dronami, bo rosyjski walec ogniowy skorygował wątpiących w klasyczną wojnę, której już podobno miało nigdy nie być! Ciężka artyleria lufowa oraz rakietowa to królowa pola bitwy, a bez czołgów żadnych kontrofensyw w Chersoniu czy gdzie indziej nie będzie i kropka. Donbas to nie szosa pod Kijowem, gdzie Rosjanie w głupi sposób chcieli po prostu wjechać na tankach do stolicy ‘upadłej’ Ukrainy, bez żadnego wsparcia. I zapłacili cenę za lekceważenie WŁASNEJ myśli operacyjnej.  

W Donbasie głupot już nie robią, a owe wyśmiewane T-62, wyciągane z przepastnych magazynów świadczą tylko o tym, iż mamy do czynienia z praktyczną utylizacją starego sprzętu w tradycyjnym stylu rosyjskim. Wedle tej doktryny, straty ludzkie są wliczone w koszt wojny. Liczy się osiągnięcie celu. A Donbas jest, krok po kroku, zajmowany.  

Analitycy i obserwatorzy myślący perspektywicznie dostrzegają przy okazji prosty fakt. Nieunikniona po tej, kosztownej sprzętowo ‘operacji’, odbudowa rosyjskich arsenałów oprze się o nowe, a nie stare konstrukcje. I jeżeli rzeczywiście obecna wojna daje nam ok 5-8 lat ‘pieredyszki’, to my także obecnym sprzętem, rodem z Układu Warszawskiego, wojować za te kilka lat nie bylibyśmy w stanie. Można więc cynicznie stwierdzić, iż zamiast czekać, aż się nasz sprzęt bezużytecznie zestarzeje, wysyłamy go na front. Tam zaś nasze “Twarde” czy ‘Goździki’ zadają straty rosyjskiej maszynie wojennej, osłabiając potencjał naszego wroga. ‘Kraby’ to osobny temat. Nie ponosimy natomiast obecnie (i liczymy, iż nie będziemy w przyszłości), strat w ludziach. Jak podkreślam, cyniczne to myślenie, ale jedyne uprawnione w czasie wojny.  A mamy wojnę i jest to nasza wojna! Zwolenników zaś bezczynności i izolacjonizmu, nie widzących żadnego zagrożenia z dodatkowego wydłużenia granicy z Rosją (poza białoruskim) także na obecnym odcinku ukraińskim, zapraszam do wyjazdu na Krym!  

Każdy rozsądny obywatel RP wie, że mamy wojnę z agresywną Moskwą, która rozumie jedynie jezyk odstraszania, i to bez żadnych niuansów. Pięść w pięść. Każdy rozumie, iż albo żywimy swoją armię, albo okupacyjną, a Bucza pokazała, jak nadal zachowują się Rosjanie. Każdy wreszcie rozumie, iż musimy się zadłużyć. Gadający o tym, żeby teraz budować szkoły, a nie kupować amunicję, to albo pożyteczni idioci, albo zwykli agenci wpływu. (NB. nie doceniamy często zasięgu owego zidiocenia naszej “klasy politycznej”)

To wszystko nie zmienia faktu, iż problemem jest forma organizowania i prezentowania tego ad hoc “przezbrojenia’ przez MON. Oczywiście, Abramsy czy ulokowana w Polsce produkcja koreańskich “Czarnych Panter” (K2PL) ma sens. Ale czynione jest to w sposób, który budzi obawy, czy MON to wszystko ogarnia. Nie tylko sam zakup, ale także resztę: – np. na jakich warunkach będzie zorganizowane serwisowanie nowego sprzętu, jak dostosujemy infrastrukturę? I czy otrzymamy na to wszystko jakąś pomoc finansową partnerów z NATO? Bo na razie płacimy chyba sami?
WMW

 

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: