Dzieci boomerangi

U mamy zawsze jest wygodnie, ciepło, bezpiecznie i tanio.

Zamiast płacić za wynajmowanie samodzielnego mieszkania

można poszaleć, a mama dodatkowo nie da umrzeć z głodu.

Kiedyś sprawa była prosta: dzieci dorastały i odchodziły z domu. Ale to się zmieniło. Coraz więcej młodych ludzi wraca do rodzinnego domu. Czy przyczyną jest kryzys i trudności na rynku pracy, czy wygoda i niechęć do wzięcia życia we własne ręce?

Kiedy moi synowie skończyli studia i wyprowadzili się z domu, mąż i ja jakoś się z tym pogodziliśmy. Nie było to zresztą takie trudne. Tak, wspomnienia były urocze – ale z drugiej strony w domu było teraz tyle miejsca! Do czasu.

Kiedy dowiedzieliśmy się, że jeden z naszych synów znowu z nami zamieszka, myśleliśmy, że chodzi o dwa czy trzy miesiące. A potem syn stracił pracę, a my, jego rodzice, złapaliśmy się na tym, że nie potrafimy siedzieć cicho. Uaktualniłeś już swoje CV? Szukałeś w internecie? A jak już przy tym jesteśmy, mógłbyś uprać swoje rzeczy? Posprzątać? Wyprowadzić psa?

Mijały kolejne miesiące. Syn wspominał, że zaproponowano mu jakąś pracę, ale wyglądała na nudną… Więc po co się spieszyć? W jego towarzystwie brak pracy najwyraźniej nie był stygmatem: bądź co bądź nie miał żadnych zobowiązań finansowych i radził sobie nie najgorzej. Musieliśmy wraz z mężem wkroczyć do akcji: nasz syn energicznie zachęcany przyjął jednak propozycję pracy i wyprowadził się.

To było dziesięć lat temu. Od tego czasu zjawisko dorosłych dzieci mieszkających z rodzicami stało się znacznie bardziej powszechne: coraz więcej usamodzielnionych już młodych ludzi wraca do domów, czy to lizać rany po jakichś problemach, czy też jako ofiary kryzysu ekonomicznego. W Wielkiej Brytanii w 2011 roku niemal trzy miliony osób w wieku od 20 do 34 lat mieszkały z rodzicami – w stosunku do roku 1997 oznacza to wzrost o 20 proc. Ponad milion osób poniżej 25. roku życia nie ma dziś pracy, a po podwyższeniu czesnego za studia przyszli studenci będą kończyć swoje kierunki z długami sięgającymi 60 tysięcy funtów (ponad 300 tys. zł). Coraz trudniej o kredyt, a ceny domów i mieszkań wzrosły tak, że większość młodych ludzi nie może sobie pozwolić na kupno własnego lokum.

Wszystko to może prowadzić od poważnego obniżenia samooceny – a w takiej sytuacji powrót do domu, do kochających rodziców, może się okazać dobrym wyjściem z sytuacji. Z drugiej strony wielu młodych ludzi ma zbyt wysoką samoocenę i wrażenie, że „nie muszą się spieszyć”. – To pokolenie, które czuje, że ma więcej praw niż ich rodzice czy dziadkowie – mówi profesor William J. Doherty, wykładowca nauk społecznych. – Coraz częściej widzimy takich młodych ludzi mieszkających z rodzicami pod jednym dachem, ale nie przyjmujących żadnej odpowiedzialności i nie wnoszących żadnego wkładu w utrzymanie domu.

Także współcześni rodzice często traktują młodych dorosłych jak rozpieszczonych nastolatków – zwłaszcza, jeśli ich dzieci kiepsko sobie radzą.

To przykre, kiedy zdajemy sobie sprawę z faktu, że kiedyś wreszcie musimy uniezależnić się od rodziców – i że pewne rzeczy po prostu trzeba przeżyć samemu. To bolesne zdać sobie sprawę, że lata lecą i że nie zawsze będziemy mieli czas na kolejne studia, zerwanie z kolejnym partnerem czy rozstanie z kolejnym pracodawcą. Skoro rodzice się starzeją – a siwe włosy i operacje jednoznacznie sugerują, że czterdzieści lat mieli już jakiś czas temu – to ich dorosłe dzieci muszą uświadomić sobie, że dla nich także czas nie stoi w miejscu. Trzeba wreszcie dorosnąć – na to nigdy nie jest za późno.

Gareth Johnson ma 38 lat. Mieszka z rodzicami, Carlem i Eunice, i dwunastoletnim siostrzeńcem Sethem w Norbury, na południu Londynu.

Garteh:

Jeśli nie liczyć roku studiów w Dundee i kilku dłuższych pobytów za granicą, mieszkam w tym domu całe swoje życie. Moi rodzice bardzo mnie wspierają. Nigdy nawet nie sugerowali, że powinienem się wyprowadzić. Nie mam pracy. Kilka lat temu skończyłem studia, ale nie udało mi się znaleźć posady w tej okolicy, choć składałem podania już ponad 300 razy.

Wszystko zmieniło się, kiedy sześć lat temu nagle zmarła moja siostra. Ona także mieszkała w domu rodziców razem ze swoim synem, który dziś ma 12 lat. To zmieniło moje spojrzenie na świat.

Mama i tata wychowują Setha, mojego siostrzeńca. Ja jestem dla niego kimś w rodzaju taty, wujka i starszego brata jednocześnie, ale to oni go wychowują. Trudno wyobrazić sobie lepszych rodziców. Czy mieszkałbym w domu, gdyby nie było Setha? Nie wiem, ale to chyba nie on mnie tu trzyma. Jasne, wolałbym mieć pracę i zamieszkać sam.

Zarejestrowałem się jako bezrobotny, więc nie płacę czynszu. Spłacam kredyt za studia – potem nie zostaje mi już prawie nic. Z rodzicami nie przeszkadzamy sobie nawzajem. Ja jestem typem osoby żyjącej głównie w nocy: kładę się spać koło trzeciej nad ranem, wstaję koło południa. Razem jadamy obiady, ale to także nie jest proste: mama i tata nie lubią tego, co ja jem, więc to oni gotują. Tata sprząta w domu, ale ja sam piorę swoje rzeczy i zmywam po obiedzie.

Mama czasami ma do mnie pretensję, że golę się nad umywalką, że gromadzę ręczniki – ale chyba rodzice akceptują mnie takiego, jakim jestem. Kumple? Nie, nie kpią ze mnie. Oni także na pewnym etapie życia wrócili do domów. Wielu ma problemy z pracą, jak ja. Ja lubię mieszkać w rodzinnym domu – mam poczucie bezpieczeństwa i lubię obserwować, jak Seth dorasta. Mam jednak nadzieję, że wyprowadzę się wcześniej niż on.

Carl, ojciec Garetha:

Kiedy Gareth wrócił z Dundee, mieliśmy nadzieję, że znajdzie pracę i się wyprowadzi. Minęły już niemal dwa lata i tak się nie stało. To trudne, zwłaszcza że on czuje się sfrustrowany i rozczarowany. Wspieramy go jak możemy. Gdybyśmy mieli pieniądze, aby pomóc mu samodzielnie stanąć na nogach, zrobilibyśmy to. Część naszej rodziny uważa, że nie powinniśmy mu aż tak pomagać, że Gareth powinien wreszcie znaleźć pracę. Nie bierzemy od niego pieniędzy za mieszkanie, bo wiemy, że ich nie ma. Stara się samodzielnie spłacać swój kredyt.

Cieszymy się, że mamy go pod ręką. Pomaga w domu, a choć gotuje nie najlepiej, to świetnie sprząta. Jak każdy członek rodziny Gareth ma wady i zalety. Nigdy nie gasi po sobie światła – za to warzy doskonałe domowe piwo. Doskonale dogadują się z Sethem: grają w piłkę w holu, tak samo jak Gareth ze swoimi wujkami, kiedy był mały.

Po śmierci naszej córki, Lisy, Gareth stał się dla nas jeszcze cenniejszy. Ale nie traktujemy go jak dziecka – nasza relacja to relacja między dorosłymi. Tak, jest naszym synem i bardzo go kochamy, ale to dorosły człowiek.

Michelle Nicoll ma 27 lat, jej mąż David – 30. Oboje już od 17 miesięcy mieszkają z jej rodzicami, Jan i Keithem Rutlandami, w Hatfield Heath w Essex.

Michelle:

David i ja jeszcze przed zaręczynami wynajmowaliśmy mieszkanie – ale potem zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli będziemy pakować pieniądze w wynajem, nigdy nie będzie nas stać na ślub ani na zadatek na dom. Nie mamy oszczędności – a choć nie marzyliśmy o wielkim weselu, chcieliśmy zaprosić całą rodzinę. Doszliśmy do wniosku, że jedyną rozsądną decyzją jest zamieszkanie z rodzicami. Część znajomych uważała, że to szaleństwo – ale my zawsze chcieliśmy się pobrać, mieć dom i mieć dzieci. W tej kolejności.

Moi rodzice zawsze mówili, że możemy z nimi zamieszkać. Nawet żartowaliśmy na ten temat – ale to były smutne żarty, bo czuliśmy się, jakbyśmy nie dawali sobie sami rady. Zaczęliśmy jako niezależna para, mieliśmy swoje przyzwyczajenia i swoją wolność, a potem zrobiliśmy krok do tyłu. Pobraliśmy się w maju, ale czujemy się jakby zawieszeni.

Najtrudniejsze jest życie według zwyczajów panujących w domu moich rodziców. Kiedy mieszkaliśmy sami, robiliśmy wszyst- ko wtedy i w taki sposób, jak chcieliśmy. Teraz musimy pozmywać zaraz po obiedzie albo sprzątać kiedy rodzice tego chcą. Poza tym rodzice rzadko gdzieś wychodzą, więc prawie nigdy nie jesteśmy sami w domu. Mieszkamy w niewielkich pokojach na górze, ale jest tam mało miejsca.

Płacimy rodzicom co miesiąc 225 funtów, co prawdopodobnie nie pokrywa nawet kosztów zużywanego rzez nas prądu i jedzenia. Rodzice oczywiście chcą, abyśmy się kiedyś wyprowadzili – i zdają sobie sprawę, że jeśli zażądają od nas więcej, to więcej czasu zajmie nam uskładanie zaliczki na własny dom. Oszczędzamy około tysiąca funtów miesięcznie.

Mamy sporo mebli, bo wcześniej wynajmowaliśmy dom z dwiema sypialniami. Część z tych mebli stoi w garażu. Planowaliśmy mieszkać z rodzicami rok, może półtora, ale wszystko wskazuje na to, że zostaniemy to jeszcze sześć czy siedem miesięcy.

Jan, matka Michelle:

Wiedzieliśmy, że Michelle i David mają trochę problemów i że muszą uskładać na zaliczkę na dom. Pomyśleliśmy, że jeśli im nie pomożemy, to nie dadzą sobie rady. Przez kilka lat mieszkaliśmy sami, bez dzieci, więc to wszystko nie było proste. Michelle i ja bardzo się różnimy, więc dawniej często dochodziło do spięć, zwłaszcza w kuchni. Ona lubi wszystko robić dokładnie, ja jestem raczej niedbała. Oni mają dwa koty – minęło trochę czasu, zanim nasz pies się do nich przyzwyczaił.

Musieliśmy dokładnie dogadać godziny porannego zajmowania łazienki, bo mamy tylko jedną. To było trudne dla obu stron.

Wiem, że oni chcieliby już wyprowadzić się i zacząć żyć na własny rachunek. Będę za nimi tęsknić, ale też ucieszę się, kiedy odzyskam swój dom. Znowu będziemy mogli czasami zapraszać przyjaciół, żeby u nas prze- nocowali – teraz to niestety zupełnie niemożliwe.

Hannah Booth, Sally Koslow

The Guardian