Liczba ludności na Ukrainie jest już niższa niż w Polsce. Nasz kraj nadal ma jednak demograficzny problem
Liczba ludności Ukrainy wynosi prawie 37,3 mln – poinformowały władze w Kijowie, powołując się na elektroniczny spis ludności przeprowadzony na podstawie rejestrów obywateli. Spis powszechny z 2001 r. wykazał ponad 48,4 mln mieszkańców. Tymczasem liczba Polaków, według danych Eurostatu z 2018 r., to 37,98 mln. Jednak pomimo prześcignięcia Ukrainy, sytuacja demograficzna Polski nie ulega poprawie.
– Na Ukrainie mamy 37 mln 289 tys. ludzi – oświadczył na konferencji prasowej minister gabinetu ministrów Dmytro Dubiłet. Dane te pochodzą z grudnia i nie obejmują mieszkańców zaanektowanego przez Rosję Krymu oraz zajętych przez separatystów prorosyjskich części Donbasu na wschodzie kraju.
Według ministra głównymi przyczynami spadku liczby ludności jest migracja oraz negatywna różnica między liczbą narodzin i śmierci. – Są trzy duże bloki: pierwszy to terytoria okupowane, drugi to negatywny trend migracji; z kraju wyjeżdża więcej ludzi, niż powraca. I trzeci, niestety, to demograficzny trend, w którym śmierci jest więcej niż narodzin. Te trzy czynniki wpływają na zmniejszenie populacji – powiedział Dubiłet.
Spis elektroniczny sporządzono m.in. na podstawie ocen liczby ludności z danych operatorów telefonii komórkowej, danych statystycznych gospodarstw domowych i z re- jestrów. Władze twierdzą, że błąd w uzyskanych wynikach nie przekracza 2,86 proc.
Zgodnie z wynikami spisu elektronicznego 15,4 proc. lub ponad 5,7 mln osób żyjących na Ukrainie to dzieci. Kolejna grupa – 9,6 proc. albo ponad 3,58 mln osób – to ludzie w wieku 15-24 lat. W przedziale wiekowymi 25-54 lata dane mówią o 44,1 proc. (ponad 16,4 mln osób). 14,1 proc. Ukraińców (ponad 5,2 mln osób) to osoby w wieku 55-64 lata. Ostatnia grupa to ludzie powyżej 65. roku życia, jest ich 16,8 proc. lub ponad 6,2 mln osób.
Przeprowadzenie spisu powszechnego zaplanowano na Ukrainie na koniec bieżącego roku. Pierwszy i ostatni taki spis odbył się w 2001 r.; zgodnie z nim w kraju żyło wówczas ponad 48,4 mln osób. W grudniu Państwowa Służba Statystyki Ukrainy oceniała liczbę ludności na ponad 41,7 mln.
Obecny wynik w stosunku do Ukrainy nie oznacza jednak, że liczba ludności w Polsce rośnie. Według danych GUS, w listopadzie 2019 r. urodziło się 28 tys. dzieci. Rok wcześniej, w tym samym miesiącu, było to 30 tys. Z kolei suma urodzeń za ostatnie 12 miesięcy wyniosła łącznie 374 tys. To najmniej od października 2016 r., kiedy liczba ta wyniosła 382 tys.

Depopulacja – każdy sposób jest dobry

Szacuje się, że w ciągu najbliższych lat liczba mieszkańców dużych miast zmaleje o 5 proc. – podkreśla Dorota Kałuża-Kopias z Zakładu Demografii i Gerontologii Społecznej Uniwersytetu Łódzkiego. Jak powstrzymać procesy depopulacyjne, a przede wszystkim jak sprawić, by miasta się nie wyludniały?
Depopulacja jest problemem mniejszych ośrodków i średnich, które są oddalone od dużych centrów gospodarczych, a także dużych miast, które wyludniają się na rzecz ośrodków podmiejskich – mówiła Dorota Kałuża-Kopias.
Według Jerzego Pilcha sposobem na depopulację mogą być m.in. drogi – bo dobre połączenia komunikacyjne to podstawa.
Inwestowanie w jakość życia i poszukiwanie inwestorów – to dobre kierunki działania – podsumowywał Pete Kercher, założyciel i członek Europejskiego Instytutu Projektowania i Niepełnosprawności, ambasador, Design for All Europe.
– Depopulacja jest problemem mniejszych ośrodków i średnich, które są oddalone od dużych centrów gospodarczych, a także dużych miast, które wyludniają się na rzecz ośrodków podmiejskich. Największy problem ma obecnie Łódź, która wyludnia się na rzecz Warszawy. Ta zaś traci mieszkańców na rzecz okalających ją miejscowości – mówiła Dorota Kałuża-Kopias z Zakładu Demografii i Gerontologii Społecznej Uniwersytetu Łódzkiego.
– Szacuje się, że w ciągu najbliższych lat liczba mieszkańców dużych zmaleje o 5 proc. – podkreślała.
Nad tym, jak powstrzymać procesy depopulacyjne, a przede wszystkim jak sprawić, by miasta się nie wyludniały, zastanawiali się uczestnicy panelu “Demografia i polityka miejska”, który odbył się trzeciego dnia Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Oblicza depopulacji nie we wszystkich gminach są takie same i tam gdzie jedne tracą mieszkańców, tam inne zyskują. Przykładem miasta, które od dłuższego czasu się wyludnia jest Chełm.
– W ciągu ostatnich lat miasto straciło prawie 7 tys. mieszkańców i obecnie liczy ich tylko 63 tys. – mówił Jakub Banaszek, prezydent miasta Chełm.
W całkowicie odmiennej sytuacji są gminy Wojkowice i Brenna, które stały się beneficjentami procesów depopulacyjnych w miastach aglomeracji śląskiej i odnotowują przyrosty mieszkańców.
– W mojej miejscowości co drugi dom należy do mieszkańców aglomeracji śląskiej – mówił Jerzy Pilch, wójt gminy Brenna.
Tomasz Szczerba, burmistrz Wojkowic wskazał z kolei na znaczenie planowania w strategii rozwoju. Wykorzystując dobre położenie w ramach aglomeracji i walory rekreacyjne gmina kupiła od skarbu państwa po- kaźne tereny, które przeznaczyła pod zabudowę jednorodzinną.
– Jest żłobek jest przedszkole, jest gdzie spędzać wolny czas – „kwadrans do Katowic” – to nasze hasło.
W ubiegłym roku udało nam się osiągnąć dodatni przyrost demograficzny. Liczy, że poprawa infrastruktury kolejowej wpłynie na dalszy rozwój miasta – podkreślał.
Mimo dobrej obecnej sytuacji, o przyszłości myśli o tym również Jerzy Pilch, wójt gminy Brenna.
– Sposobem mają być drogi, bo dobre połączenia komunikacyjne z aglomeracją to podstawa – zaznaczał.