Czy sojusz z NDP uratuje Trudeau?

Ostatnio spekulacje wokół Parliament Hill dotyczyły możliwości wyborów federalnych. Takie spekulacje są zarówno odruchem, jak i popularną rozgrywką, gdy u władzy jest rząd mniejszościowy.

„Gdy obieramy nowy kierunek, myślę, że w demokracji niezwykle ważne jest, aby parlamentarzyści mogli się o nim wypowiadać, szczególnie w sytuacji rządu mniejszościowego” – powiedział premier, odnosząc się do przemówienia tronowego, które zostanie wygłoszone, gdy parlament wznowi obrady. „Nie powinniśmy iść naprzód z ambitną, odważną wizją pomocy Kanadyjczykom i budowania lepszej przyszłości bez zapewnienia poparcia Parlamentu”.

Pomysł, że posłowie powinni być w stanie osądzić program rządu, nie wyjaśnia, dlaczego wszystkie sprawy parlamentarne – w tym przesłuchania komisji w sprawie WE – musiały zostać zawieszone na miesiąc.

Broniąc swojej decyzji o odroczeniu parlamentu do 23 września, Justin Trudeau przyznał w poniedziałek, co oczywiste, że jego liberałowie nie zajmują większości miejsc w Izbie Gmin.

Ale przyznanie się Trudeau, że będzie potrzebował wsparcia co najmniej jednej partii, prowadzi do kolejnego pytania: czy jest zainteresowany faktycznie uzyskaniem takiego wsparcia?

Jeśli odpowiedź na to pytanie brzmi „tak”, okoliczności mogły stworzyć okazję dla liberałów Trudeau i Nowych Demokratów Jagmeeta Singha do znalezienia kompromisu.

Liberałowie mogliby współpracować z jedną lub kilkoma innymi partiami nie tylko w celu wygłoszenia mowy tronowej (czyli exposee), ale także przedstawienia polityki i programów, które obiecują.

Główne partie federalne nie mają ostatnio żadnej historii koalicyjnej. W rzeczywistości często wydawali się zasadniczo niezdolni do współpracy – przypomnijmy toczącą się tego lata zażartą walkę o to, jak Izba Gmin powinna zachowywać się podczas zagrażającego życiu kryzysu zdrowia publicznego.

Ale stawka tej chwili – ważna postać z partii  liberalnej niedawno określiła to jako „pokoleniową okazję” do napędzania postępu i zmian – może przemawiać za odłożeniem na bok wzajemnej pogardy. Przynajmniej przez chwilę i przynaj- mniej w dwóch partiach.

Liberałowie i konserwatyści w dzisiejszych czasach nie  zgadzają się i prawdopodobnie nie widzą politycznej współpracy ze sobą. Bloc Québécois już zapowiedział, że jesienią złoży wniosek o wotum zaufania wobec rządu, chyba że Trudeau zrezygnuje z funkcji premiera (choć nie należy zakładać, że Bloc nie zmieni zdania, jeśli zobaczy coś, co może zyskać poprzez zmianę kursu).

Liberałowie i NDP: wrogowie z korzyściami

Poza nagłą zmianą nastawienia ze strony Bloku, liberałowie wydają się mieć jednego potencjalnego partnera: NDP. Obecnie Liberałowie i Nowi Demokraci zajmują 177 miejsc w Izbie Reprezentantów, co stanowi wygodną większość, z którą mogą uchwalać ustawy.

Liberałowie i NDP mają pod tym względem pewną historię. Nie wszystko jest przyjemne.

W 2005 roku liberalny rząd Paula Martina potrzebował wsparcia, aby uchwalić swój wiosenny budżet i znalazł go w klubie NDP Jacka Laytona. W zamian liberałowie zgodzili się zwiększyć wydatki na tanie mieszkania, edukację, szkolenia, ochronę środowiska i pomoc zagraniczną, jednocześnie odkładając planowane obniżenie stawki podatku od osób prawnych.

Ten duch wzajemnego zainteresowania nie trwał długo. Jesienią rząd Martina podpisał Porozumienie z Kelowna, które umożliwiłoby przekazanie społecznościom tubylczym 5,1 miliarda dolarów w celu uzupełnienia luk w finansowaniu i opiece, a także podpisał umowy z prowincjami, aby zapewnić 5 miliardów dolarów na opiekę nad dziećmi i wczesną naukę. Stéphane Dion, ówczesny minister środowiska, opracowywał przepisy mające na celu ograniczenie emisji gazów cieplarnianych.

Ale Nowi Demokraci dołączyli do innych partii w głosowaniu za pokonaniem rządu liberalnego pod koniec listopada 2005 r. Konserwatyści utworzyli rząd po kolejnych wyborach i wiele z tego, do czego dążyli liberałowie, zostało naprawione.