Canada Day 2020 – Kanada jest także Twoja!

Nasz piękny kraj świętuje swoje 153. urodziny, od oceanu do oceanu. Przyjęty w odległym Londynie przez Izbę Gmin „British North America Act” kładł podwaliny pod nowe państwo, którego przyszły kontynentalny wzrost i gospodarczy sukces przeczuwało tamtego sennego, lipcowego przedpołudnia AD 1867 przy- najmniej kilku zasiadających w ławach Westminsteru Members of the House.

Dziś nie czas na rocznicowe laurki, raczej na analizę przeszłości w celu lepszego rozeznania współczesnych wyzwań. Kryzys jest elementem rozwoju cywilizacji, jak uczył wielki brytyjski historyk Toynbee. Z kryzysu wychodzi się mocniejszym lub… ginie.

Kanada skazana jest na ewolucję, z natury będąc krajem zależnym w swoim rozwoju od imigracji. Jej dzieje polityczne to ewolucja polityczna, z podbitej kolonii Francji poprzez najwierniejszą Prowincję Imperium do statusu niezależnego kraju, nadal dumnego ze Wspólnoty Brytyjskiej. Tej pokojowej w generalnym rozrachunku ewolucji towarzyszą ostre podziały i konflikty związane z emancypacją i zażartą walką o uznanie praw kolejnych grup ludności.

Historia społeczna Kanady zdominowana jest ciągłą walką o emancypację. Frankofoni, katoliccy Irlandczycy, kobiety, imigranci z krajów Europy uważanych przez dominującą klasę za niższych cywilizacyjnie, ludność autochtoniczna, Żydzi, Azjaci, Afro-Kanadyjczycy, mniejszości seksualne. Nawet w momentach wojennych kryzysów te podziały prowadziły do segregacji na lepszych i gorszych Kanadyjczyków. Mieliśmy i przymusową asymilację, i obozy dla obywateli podejrzanych etnicznie lub rasowo. Polecenie „Speak white” kierowano bez żenady do współobywateli na ulicach. Powoli budujemy kraj otwarty. Powoli, z wstrząsami ale bez rewolucji – Canadian Way.

Tegoroczne obchody Dnia Kanady odbywają się w atmosferze rebelii przeciwko istniejącemu porządkowi prawnemu i cywilizacyjnemu Zachodu. Nie oszukujmy się. Żądania likwidacji policji oraz „zachodniego modelu rodziny” to hasła cywilizacyjnej rewolucji, echo roku 1968, z bolszewickim elementem wymuszania zmian naciskiem ulicy. Rewolucyjna strategia „ulica i zagranica” sprawdza się w Kanadzie idealnie. Importowane z USA hasła dominują nasze ulice, politycy poddają się polit-correct praniu mózgów. Walka z rasizmem, potrzeby której uzasadniać nikomu sensownemu NIE TRZEBA staje się okazją do ataku na wszystko, co osadzone w tradycji Zachodu.

Żyjemy tu i my, z naszym dziedzictwem kulturowym i cywilizacyjnym. To dom nasz i naszych dzieci i wnuków. Jak mało która grupa społeczna, powinniśmy rozpoznać oznaki bolszewickiej propagandy. To nie jest uliczna awantura, fanaberia garstki lewackich aktywistów i uniwersyteckich ideologów. To wyzwanie wobec naszej cywilizacji, kolejne. Demokracja nie obroni się sama.

Dla świadomego chrześcijanina z Europy Wschodniej hasło „Black Lives Matter” musi brzmieć zbyt ekskluzywnie – nie może być tolerancji dla żadnej formy dyskryminacji. Jest to nie do pogodzenia z naszą historią. Polacy także doświadczyli przekleństwa rasizmu i segregacji rasowej! Nie byliśmy narodem kolonialnym, lecz kolonizowanym. Rozliczamy się i my z ciemnymi kartami naszej historii. Ale musimy bronić własnych, uniwersalnych wartości. Dziś zdrowy rozsądek, demokratyczna debata i demokratyczna struktura państwa prawa stają się obiektem ideologicznej agresji.

Musimy zadać pytanie o cel hasła „Disband Police” – „likwidacji policji”, o podważanie „zachodniego modelu nuklearnej rodziny”. Od naszej postawy zależy zatrzymanie anarchii, powstrzymanie bolszewickiej w naturze wizji społeczeństwa żyjącego w komunach – bo do tego sprowadza się postulat zastąpienia służb porządkowych demokratycznego państwa przez  osadzone w ideologicznej wizji aktywistów ‘community policing’ i rozdanie pieniędzy z budżetu ochrony obywateli na anarchiczne pomysły. Tu żyjemy, tu pracujemy, tu płacimy podatki. To jest także nasza Kanada!

“Odrażający, brudni, źli” – Prezydent Konfederacji?

Dwa tygodnie kampanii prezydenckiej w Polsce będzie nie tylko ostrą walka na argumenty, bardziej emocjonalne niż racjonalne. Będzie to, zgodnie z duchem czasów – kampania pogardy wobec dziewięciu milionów elektoratu ocenianego jako “ten gorszy” przez liberalne elity. Próbkę mowy, którą uznano by za ‘mowę nienawiści’ i dyskryminację w każdych innych warunkach – dała niedawno pisarka Nurowska, a teraz Zibi Boniek.

Mobilizacja zwolenników to jedyna droga Andrzeja Dudy, prezydenta wyjątkowo jedno-partyjnego, bez szans na koalicyjność. Cały okres prezydenturu w służbie zwycięskiego obozu oraz przyjęcie w kampanii “twarzy sukcesu” rządów PiS ma swoje konsekwencje.      

Natomiast budowanie szerokiej koalicji “omnes contra PiS” będzie zadaniem Rafała Trzaskowskiego. A także liberalnych mediów które tak skutecznie pogrzebały groźną operację “bezpartyjny Szymon H.”

Już od niedzielnego wieczora trwa agitacja wobec decydującego bloku wyborców. Tych, których w normalnej sytuacji liberalni politycy, eksperci i celebryci nie zauważają, lub – co częstsze – są ich istnieniem gorszeni. Chodzi o Konfederację Wolność i Niepoległość. “Faszyści” z “Marszu Niepodległości”, których tak potwornie wstydzą się przed EUropą warszawskie “salony”, ze swoimi 1 300 000 głosów okazują się być “warci mszy”. Dosłownie!

Konfederacja ogłosiła neutralność! Wieloletni obserwator sceny politycznej nie ma prawa być w zasadzie niczym zaskoczony. Jednakże wizja, w której Krzysztof Bosak, J. Korwin-Mikke, Grzegorz Braun i Kaja Godek są “rodzicami chrzestnymi” prezydentury Monsieur Rafała Trzaskowskiego jest bezcenna, ne c’est pas?

WMW