Najważniejszym momentem mijającego roku 2018 dla nas, Polek i Polaków żyjących w kraju i poza nim, była setna rocznica odzyskania przez Naród Polski – zjednoczony duchowo, mimo zaborczych kordonów i rozległych przestrzeni emigracji – Niepodległości.
Zwracam jednakże uwagę na ‘atmosferę’ intelektualną i polityczną, w kraju i poza jego granicami, otaczająca pamięć Odrodzenia RP. Dlaczego nie skoncentruję się na wyliczaniu pięknych rocznicowych ceremonii, jakie uświetniały w Polsce i poza nią, ową rocznicę? Wszak tłumy dzieci i młodzierzy, tak doskonale widoczne w trakcie uroczystości, wzruszające wspólne śpiewanie hymnu, ‘rodzinny’ udział młodych Polek i Polaków w dumnym, ćwierćmilionowym Marszu Niepodległości powinien budzić (zwłaszcza w nauczycielu) uczucie spokoju i zadowolenia. Przetrwaliśmy, powróciliśmy, trwamy! Tak, nie wszyscy, nie wszędzie. Cenę za stuletni opór w starciu z wrogimi nam potęgami świata zapłaciliśmy potworną. Nie do wyliczenia, ale widoczną w wyrwach kulturowych, w braku auentycznych elit, w zapóźnieniu i… kompleksach. Ale żyjemy jako wspólnota.
Żyjemy w Europie pokoju i dobrobytu, jakiego ten kontynent nie zaznał od czasów Pax Romana. Jesteśmy częścią Unii i NATO, jesteśmy “in” w zachodnich strukturach, spięci siecią sojuszy z największymi potęgami świata. Skąd więc u piszącego ten ton niepokoju?
Z zawodowego obowiązku. Historyk ma być ‘podejrzliwy’, kiedy nie ma powodów do podejrzliwości! Historia nigdy nie wydaje ostatecznych werdyktów, nie ma w niej “niewinnych’, są jedynie “niedostatecznie przesłuchani”! My, odbiorcy informacji, nie znamy wszystkich czynników operujących na scenie dziejów, a zwłaszcza za jej kulisami!
Jeżeli piszący nie ma racji, jeżeli dokonuje projekcji wyłącznie własnych lęków, podejrzeń, jeżeli opiera się na zasadach i prawidłowościach w stosunkach międzynarodowych, ukształtowanych w antyku lub XX wieku, wieku totalitaryzmów, to jego pisanina nikomu nie zaszkodzi, najwyżej wywoła uśmiech politowania u tych, którzy lepiej rozumieją nasz “nowy, wspaniały świat”. Za dużo lektury Valney’a, Huxley’a, czy Orwella!
Niemniej, having said that, powody do niepokoju, dla wnikliwego obserwatora zainteresowanego pomyślnością małej wspólnoty, osadzonej między Odrą a Bugiem, Karpatami i Bałtykiem, istnieją. Historia nie jest jakimś punktem stałym, pomnikiem, gablotą w muzeum, lecz procesem ciągłych zmian, czasem powolnych, rozłożonych na generacje i stulecia, trudnym do zauważenia przez ludzi w nim żyjacym. Czasem zaś rozmaite jej nurty zderzają się gwałtownie jak tektoniczne płyty na dnie oceanu, powodując polityczne tsunami wojen, rewolucji, rozpadu tego, co wydawało się naturalnie trwałe i nienaruszalne. Jak stosunek do przyrody, natury człowieka, religii, własności czy państwa.
Kto by bowiem pomyślał, iż dziś – w sto lat od “11 Listopada 1918”, a siedemdziesiąt od końca hekatomby WW2, będziemy musieli bronić już nie tylko koncepcji niepodległości, suwerenności ludu, ale samej idei patriotyzmu, prawa do tradycji przez nas samych kreślonej przez nas samych, w oparciu o wartości naszej, chrześcijańskiej cywilizacji?
Czy nie jest dzwonkiem alarmowym fakt, iż Marsz Niepodległości – piękna, spontaniczna, pokojowa i pogodna manifestacja – polskiej dumy z bycia sobą, światowe media opisują kłamliwie jako marsz faszystów w sercu Europy?! EUrokraci Timmermans z Verhofstaedtem, których właśni rodacy służyli ochotniczo w SS, oskarżają Polaków na forum Parlamentu Europy o faszyzm!!!
Wydarzeniem roku 2018 powinna być dla nas także bolesna lekcja tego, jak postrzegana i pokazywana jest w świecie nasza tragedia okresu Okupacji. “Sukcesy” Grossa, Engelking i innych nie są przypadkowe, nie są marginesem. To nowa norma narracji o Polsce w okresie WW2. Już nawet nie ‘współwina’ jakiejś mniejszości, lecz pełna, niepodważalna historycznie lub prawnie, odpowiedzialność Polski!!! Przy okazji awantury o nowelizację Ustawy o IPN zobaczyliśmy pokłady nienawiści do wszystkiego, co polskie. Widać to było w propagandowej akcji amerykańskiej fundacji – wbijania pojęcia “Polish Holocaust” w świadomość Amerykanów, których historii już w ogóle dawno nikt nie uczy. Co ciekawe, polski rząd nie potrafił sobie z tym zupełnie poradzić, a część polskich elit, o szerszych kręgach społeczeństwa nie wspomnając, nie zdaje sobie kompletnie sprawy z głębi problemu, ani z zagrożeń naszych podstawowych interesów.
Przepchnięcie Aktu R447 w Kongresie USA to znak, iż są potężne siły, bezwzględnie realizujące wobec nas swoje dalekosiężne, złowrogie plany! Tylko bardzo naiwni mogą uważać i twierdzić, iż ktoś dużym nakładem sił i środków doprowadza do przyjęcia ustawy w Kongresie USA, bo to “i tak” akt bez znaczenia.
Podpisanie “Deklaracji Morawiecki-Netanyahu” jest może taktycznym sukcesem PiS, zejścia z linii strzału, ale uwidoczniony problem jest groźnym memento! Programy szkolne w Izraelu lub szkołach diaspory żydowskiej w USA w wyniku owej Deklaracji ani na jotę nie zmienią swojej narracji, za to wpiszą w nią kolejne “świadectwo”, wystąpienie poskiej poseł Lubnauer.
Tymczasem w wolnej Polsce, podobno bezpiecznej w swej historycznej narracji, na obchody tragedii Zagłady w Auschwitz zaprasza się potomka komendanta Hessa, pomija się natomiast, jakimś zrządzeniem ślepego losu córkę bohaterskiego Rotmistrza Pileckiego. Niepokój?
WMW