3 września 2020

“Prime Time” – nowy film twórców “Bogów”

Bartosz Bielenia, aktorskie objawienie ubiegłego roku, powraca na duży ekran w pełnym napięcia dramacie psychologicznym “Prime Time”. Film opowiada o żądzy sławy i obłędzie, który rozgrywa się wprost na oczach kamer. Premiera planowana jest na jesień 2021 roku. W ubiegłym roku Bartosz Bielenia zachwycił nadzwyczajną kreacją w nominowanym do Oscara filmie Jana Komasy “Boże Ciało”. Niebawem ponownie będzie miał okazję zaczarować publiczność, tym razem jednak wcieli się w terrorystę opanowanego żądzą sławy. Na ekranie pojawią się również Magdalena Popławska, Cezary Kosiński, Andrzej Kłak oraz Małgorzata Hajewska-Krzysztofik. Scenariusz przygotowali Jakub Piątek i Łukasz Czapski, natomiast za produkcję odpowiada Watchout Studio (“Bogowie”, “Sztuka Kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”, “Ukryta gra”).

Seriale, seriale, seriale

“Wszystko, co lśni”
Powieść “Wszystko co lśni” była literacką sensacją 2013 roku. Zdobyła Bookera, przy okazji bijąc dwa rekordy. Jej autorka Eleanor Catton, była najmłodszą laureatką tej nagrody, a jej dzieło – najgrubszą książką uhonorowaną tą nagrodą (polskie wydanie to ponad 930 stron!). Dla tych, którzy nie odważyli się zmierzyć z lekturą, prawdziwa gratka. Serialowa adaptacja została napisana przez samą autorkę, co daje gwarancję, że scenariusz nie odbiega zbyt od powieści.
Są jednak i różnice. Bo choć scenarzystka Catton upchnęła w sześciu odcinkach wszystkie najważniejsze wydarzenia z bardzo obszernej powieści, inaczej rozłożyła akcenty. Tym razem na pierwszym planie znajdują się wątki miłosne. Historia urodzonych tego samego dnia o tej samej godzinie analfabetki Anny Wheterell (Eve Hewson) i poszukiwacza złota Emery’ego Stainesa (Himesh Patel), którzy przypływają na koniec świata na jednym okręcie, by zacząć nowe życie. Ale też przebiegłej i bezwzględnej Lydii Wells (Eva Green) i jej kochanka, byłego skazańca Franka Carvera. Intryga rozgrywa się w Nowej Zelandii podczas gorączki złota w drugiej połowie XIX wieku. Zobaczymy nie tylko piękne krajobrazy i kostiumy, ale i wciągającą, pełną atrakcji fabułę: zagadkę tajemniczego morderstwa, niszczycielską siłę opium i moc przeznaczenia zapisanego w gwiazdach.

“Trzy dni Kondora”
Na początku była szpiegowska powieść Jamesa Grady’ego „Sześć dni Kondora”. W 1975 roku sfilmował ją Sydney Pollack. Powstał film „Trzy dni Kondora” z Robertem Redfordem w roli głównej. Ponad 40 lat później na podstawie książki i jej kinowej adaptacji nakręcono serial „Condor”, w Polsce pokazywany pod tytułem „Trzy dni Kondora”. Fabułę oczywiście uwspółcześniono, więc ci, którzy pamiętają film Pollocka, mają podwójną zabawę. Dość powiedzieć, że praca głównego bohatera, analityka CIA Joego Turnera, nie polega już na czytaniu powieści szpiegowskich i przeglądaniu prasy, teraz jest autorem programu, który pomaga identyfikować potencjalnych terrorystów. Turner, grany tym razem przez Maxa Ironsa (syn Jeremy’ego), fartem uchodzi z zamachu, w którym ginie jego cały zespół. A kiedy próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, co ściągnęło śmierć na jego przyjaciół, wpada na spisek wewnątrz CIA i sam staje się celem. Musi skonfrontować z rzeczywistością swoje idealistyczne przekonania na temat natury ludzkiej i przekonuje się, że jest skazany na siebie, bo nie może nikomu ufać. Serial jest sprawnie zrealizowanym thrillerem szpiegowskim, trzyma w napięciu, ma też świetną obsadę (poza młodym Ironsem, m.in. William Hurt, Brendan Fraser i Mira Sorvino), to rozrywka na dobrym poziomie.