Zmarłym i Poległym

Grób Nieznanego Żołnierza. Chyba każdemu z nas, urodzonych i wychowanych w PRL, natychmiast pojawia się przed oczami obraz strzaskanej kolumnady Pałacu Saskiego. I uroczyste, transmitowane w telewizji, odprawy wart; marszowy krok reprezentacyjnych pododdziałów LWP, wiecznie płonące znicze. Żadna wycieczka  lub oficjalna wizyta w Warszawie nie mogła ominąć Placu Saskiego. Tak jest już od 91 lat.
gnz_9Bez względu na zamysły sowieckich patronów (czy też ich lokalnych służalców) „Ludowej“ Polski, dotyczących pamięci historycznej Polaków, wykreślić ani tego świętego miejsca ani tej żołnierskiej ofiary oddanej Ojczyźnie, nie udało się! Ludowe Wojsko Polskie nadal oddawało cześć tym, którzy walczyli o Polskę wolną od obcej kurateli. To była owa ironia losu lat PRL. Sowiecka z duszy i wykształcenia Generalicja nadal stawała na baczność przed prochami Bohaterskich, Wolnych Polaków, złożonymi w Stolicy RP.
Grób Nieznanego Żołnierza w Warszawie odsłonięty został 2 listopada 1925 roku. Umieszczono go w centralnym punkcie miasta, na tak zwanej Osi Saskiej, pod kolumnadą Pałacu. Złożono zaś w nim ciało nieznanego obrońcy Lwowa, które zostało sprowadzone ze świętej nekropolii Odrodzonej Rzeczpospolitej – Cmentarza Obrońców Lwowa. Jest wiele podań na temat tego, które to ofiary lwowskiej walki o niepodległość Najjaśniejszej wybrano do tego pochówku, ale zmilczę, bo nie o historyczne wyliczanki dziś nam  chodzi. Najważniejsze było owo symboliczne uznanie ofiary obrony Lwowa, Miasta odznaczonego Orderem Wojennym Virtuti Militari na reprezentanta owych bezimiennych setek i tysięcy Żołnierzy Rzeczpospolitej poległych na wszystkich frontach wojen o Niepodległość. Kto wówczas, w 1925 roku mógł przypuścić, ile nowych tablic upamiętniających kolejne daniny krwi przyjdzie umieścić na murach tego pomnika? Któż mógł przypuścić, iż sama kolumnada zniszczonego Pałacu Saskiego stanie się na dziesięciolecia symbolem losu Rzeczpospolitej i jej Miasta Stołecznego?
•••
Skąd wzięła się tradycja pamięci o owych „nieznanych“ żołnierzach? To technologia „nowej wojny“ uczyniła z ludzi dosłownie armatnie mięso. To już nie były straceńcze boje kilku setek wolnych Spartan przeciw tysiącom perskich niewolników. To nie były owe znane z kart historycznych nowel, owe szaleńcze, „ostatnie“ szarże kilku setek jezdnych, spod Crecy, Azincout, Sommosierry czy Sewastopola, urastające potem w legendzie do starć tytanów; to nie były nawet owe czworoboki regularnej piechoty, idącej do ataku na bagnety w chmurach armatnich wybuchów, w takt werbli, kobz czy piszczałek przeciw morderczym salwom muszkietów drugiej strony. Rok 1914 przyniósł krwawy młyn wielogodzinnych artyleryjskich kanonad, serii karabinów maszynowych, kładących pokotem tych, którym przedwojenne podręczniki piechoty nakazywały marsz w długich i głębokich liniach; to był wreszcie syk gazowych pocisków, których ładunek sięgał każdego, bez względu na kolor mundurów, palących płuca, wypalających oczy chowającym się w panicznym odruchu w kraterach pola bitwy. Straty dzienne „w personelu“, notowane pod Sommą, Verdun, Paschendaele, przewyższały ludzki koszt całych wojen przeszłości. Szeregowy żołnierz, wyrwany z fabryk lub szkół cywilizowanej Europy i Ameryki początków nowego stulecia, stawał oko w oko z technologią śmieci. To doświadczenie zostało w ludzkich umysłach, w zbiorowej psychozie całych narodów na zawsze.
Hekatomba Wielkiej Wojny 1914-1918 musiała zostać upamiętniona. Owe miliony bezsensownie straconych, młodych żywotów musiały być jakoś uczczone. Barbarzyńscy politycy, wysyłający na śmierć dziesiątki tysięcy żołnierzy dziennie, w imię pozbawionych sensu koncepcji, postanowili stworzyć miejsca kultu poległych. Skanalizowano w ten sposób gniew narodów, bo kto będzie zadawał pytania politykom w trakcie żałobnych uroczystości, na polach pełnych tysięcy krzyży? Wszyscy znamy (choćby z banknotów), pomniki Chwały Naszych kanadyjskich Poległych na polach WWI. Za co, dokładnie, ginęli, chłopcy z Winnipeg czy Brantford? For the King and Country?!data
Idea upamiętniania nieznanych z nazwiska, poległych żołnierzy, których imion nie można było ustalić z uwagi na odniesione obrażenia, powstała we Francji, najtragiczniej skąpanej w morzu krwi I wojny światowej. Do dziś dzień demograficzne kolumny roczników stanowią świadectwo poniesionych strat. Ofiara złożona na polach Wielkiej Wojny wyssała ostatecznie z Francuzów życiowe soki. Od czasów „La Grande Guerre“ Francja – jako centrum samodzielności politycznej, powoli, lecz nieuchronnie upada. Druga Wojna była odbiciem tego procesu, geniusz generała De Gaulle‘a na moment zatrzymał proces politycznej marginalizacji niegdysiejszej europejskiej potęgi, ale tylko na moment. I choć umysły francuskie nadal zdolne są do twórczych porywów, sama Piąta Republika pozbawiona jest dziś owej siły woli, która czyni z politycznych organizmów przywódców innych narodów. Niemcy niczego się nie nauczyli i potrzebowali jeszcze jednej wojny, aby ostatecznie politycznie upaść. Jedynie Anglicy przetrwali jako naród imperialny, ale za cenę oddania przywództwa świata swoim zamorskim rebeliantom.
Dziś Rosja z Ameryką toczą kolejną wojnę, tym razem w ruinach Iraku i Syrii. Los cywilnej ludności Aleppo czy Mosulu nikogo spośród politycznych decydentów nie wzrusza. Putin, Obama, Erdogan, Saudowie i imamowie z Teheranu chcą wyznaczyć nowe strefy swoich wpływów. Poległym żołnierzom zaś zbuduje się kolejne, wspaniałe nekropolie i pomniki.

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.